Ojciec Pio. Kontrowersyjny za życia i po śmierci

Święci to niełatwy orzech do zgryzienia dla ludzi im współczesnych. Człowiek święty jest zawsze wskazówką ofiarowaną przez Pana Boga danemu pokoleniu, mówiącą, że jest Bóg, że jest życie wieczne. Dlatego święci są często wyrzutem sumienia dla innych, budzą kontrowersje swoim zachowaniem i postawami. Niedziela, 21 września 2008



Święci to nie tylko wyrzut sumienia dla niewierzących. To czasem niemały „problem” dla Kościoła. Jak traktować człowieka, za którego miejscowi ludzie są gotowi oddać życie, w przypadku gdyby prawowite władze kościelne chciały go przenieść do innego klasztoru? Co więcej – człowieka, wobec którego lekarze załamują ręce, nie mogąc wytłumaczyć jego dziwnych chorób, trwających czasami dwa dni, temperatury sięgającej nawet 50 stopni, niegojących się ran dłoni, boku i stóp? Co myśleć o człowieku, który na co dzień jest bity przez szatana, rozmawia ze swoim Aniołem Stróżem, z Matką Bożą i świętymi, czyta w sumieniach i wypomina ludziom podczas spowiedzi ich grzechy, których nie wyznali, a które powinni byli wyznać? Jak zachować się w sytuacji, gdy ludzie mówią, że widzieli Ojca Pio w przeróżnych miejscach Włoch, a nawet kuli ziemskiej, a wiadomo, że nie opuszczał on klasztoru w San Giovanni? Dalej – człowiek ten wcale nie szukał rozgłosu i poklasku, wręcz przeciwnie, stronił od tego świata, zawsze był posłuszny władzy kościelnej i przełożonym. Całe jego życie upływało na modlitwie, posłudze sakramentowi pokuty i pojednania i odprawianiu Eucharystii. Zdrowy rozsądek musiał się tu poddać, a przecież mówimy o prawdziwym człowieku, który tak żył.

Taki był Ojciec Pio. Tysiące ludzi przyjeżdżało z całego świata, by się u niego wyspowiadać, a on pokornie to czynił. Choć mówił jedynie po włosku (i to w dialekcie), Opatrzność Boża sprawiła, że spowiadał bez tłumaczy Anglików, Niemców, Holendrów, Francuzów i innych. Fenomenem niepokojącym władzę kościelną były osoby, które przeprowadzały się z różnych części globu i osiadały w San Giovanni, by być blisko Stygmatyka, by móc się regularnie u niego spowiadać i uczestniczyć w odprawianej przez niego Mszy św.

Jeden z kapłanów, wiedziony bardziej ciekawością niż pobożnością, po wizycie w San Giovanni stwierdził: „Myślałem, że zobaczę któryś z cudów czynionych przez Ojca Pio. W sumie rozczarowałem się, bo nic się nie wydarzyło. A jednak doświadczyłem cudu. Zobaczyłem, jak ten kapłan sprawuje Mszę św.”.



Śladami Ojca Pio


Kiedy dane mi było przez rok posługiwać w San Giovanni Rotondo jako spowiednik i opiekun grup przybywających do sanktuarium, wielokrotnie wieczorami sam modliłem się przed krzyżem, w miejscu, gdzie mój święty Współbrat otrzymał stygmaty – znamiona miłości Boga do człowieka. Dużo zastanawiałem się nad fenomenem tego człowieka, który „nic nie robił”, tylko spowiadał i odprawiał Eucharystię. Tajemnica cierpienia przeplatanego modlitwą i zwyczajnym życiem. Potęga Boga, która zamanifestowała się w chorowitym człowieku, nieodznaczającym się niczym szczególnym. To, co zadziwiało i nadal fascynuje mnie w osobie Ojca Pio, to jego bezgraniczne zaufanie w prowadzenie Boga w życiu i zaufanie świętej Matce – Kościołowi. Swego czasu Stolica Apostolska nałożyła na niego kary, na skutek których nie mógł publicznie odprawiać Mszy św. i spowiadać wiernych, czyli – krótko mówiąc – podcięto mu skrzydła, położono kres misji, która – dzisiaj możemy to spokojnie powiedzieć – dana mu była od Boga jako jego posługa dla zbawienia ludzi. A on spokojnie, choć z sercem przepełnionym cierpieniem, zaakceptował to. Dał świadectwo wiary, że jest Bóg! Że Jezus Chrystus umarł i zmartwychwstał, że to Bóg, a nie ludzie kierują jego życiem.



«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama