To przemijanie ma sens

Pierwsze dni listopada zatem, jak żadne inne, przypominają wciąż na nowo o tajemnicy świętych obcowania. I o tym, że nie samo odwiedzanie cmentarzy jest najważniejsze, ale Msza św. i modlitwa za zmarłych. Niedziela, 26 października 2008



Ks. Jan Twardowski powiedział mi kiedyś, że wierzy, iż na tamtym świecie, po przejściu na „drugi brzeg”, wychodzi po człowieka Pan Jezus. A zaraz potem zjawiają się bliscy, którzy kochali nas tutaj, na ziemi. I że na pewno tej chwili nie należy się lękać. Bo śmierć zawsze jest sprawą Bożą. Stwórca tak zaplanował świat, że w jego sens wpisał śmierć, czyli początek nowego życia. Gdyby nie było śmierci, życie ludzkie pozbawione byłoby sensu, zostałaby wielka pustka.

Święto modlitwy

Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny to pozytywne święta. Ich przesłanie jest jasne: człowiek nie umiera, ale nadal żyje, by przejść do zmartwychwstania.

Te dni są ze sobą ściśle związane. W tym czasie objawia się pełny wymiar Kościoła, który obejmuje zbawionych w niebie, przebywających w czyśćcu i pielgrzymujących na ziemi.

1 listopada czcimy wszystkich, którzy są święci, a więc zbawieni. 2 listopada zaś jest czasem modlitwy za tych, którzy znajdują się w czyśćcu i uwalniają się od win. Te modlitwy mogą skrócić trud oczyszczenia tych, którzy nie doszli jeszcze do nieba. Jak bowiem uczy Kościół – po śmierci człowiek idzie albo na potępienie, albo zostaje zbawiony. Zbawiony – to znaczy, że trafia od razu do nieba lub najpierw do czyśćca, gdzie cierpi, gdyż musi odpokutować swe winy.

Nie możemy ludzkimi, ziemskimi miarami mierzyć długości tego cierpienia, trudno określić, czy będzie ono trwać dwieście czy tysiąc lat. Posługując się kategoriami ziemskimi, możemy jednak powiedzieć, że nasze modlitwy mają moc skrócenia czyjegoś cierpienia w czyśćcu. Sam zmarły bowiem po śmierci nie może już nic dla siebie uczynić. Jego czas zasługiwania na niebo skończył się na ziemi.

Mówił już o tym w IV wieku św. Augustyn: „Nie można zaprzeczyć, że dusze zmarłych doznają ulgi dzięki pobożności swoich żyjących bliskich”. Ciekawe jest, że Augustyn przez całe życie widział świętość swojej matki, jej dobroć, pobożność, a gdy umarła – dostrzegał potrzebę modlitwy za nią.

Każdy człowiek bowiem ma jakieś niedoskonałości i nawet jeżeli umiera pojednany z Bogiem, bez grzechu ciężkiego, też potrzebuje oczyszczenia i modlitwy. O modlitwę prosił również Jan Paweł II – za życia i po śmierci.

Pierwsze dni listopada zatem, jak żadne inne, przypominają wciąż na nowo o tajemnicy świętych obcowania. I o tym, że nie samo odwiedzanie cmentarzy jest najważniejsze, ale Msza św. i modlitwa za zmarłych.

W przeciwnym razie obchody tych świąt są wielką pomyłką i nic naszym bliskim zmarłym nie dają. A przecież wciąż kochamy tych, którzy odeszli, i pragniemy im pomóc.
Bez wątpienia są to też święta zadumy nad życiem i śmiercią, nad losem człowieka oraz wiecznością. Jaka ona będzie? Trafnie ujął to znany teolog Hans Urs von Balthasar, mówiąc, że rzeczy ostateczne są dla naszego myślenia „nieobrazowe”.

Nie możemy sobie wyobrazić, jak wygląda życie po życiu. Także Pan Jezus nie zaspokaja ciekawskiej natury człowieka, który nie pojmie nigdy tego, co znajduje się poza czasem i poza przestrzenią. Nie sposób bowiem przekazać tego, co jest po drugiej stronie.




«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama