Życie buduje się na miłości

Pół roku o kulach, żmudna i bolesna rehabilitacja to dla Pazury nic, skoro w perspektywie rysowała się szansa założenia rodziny. Kiedy Dorota powiedziała, że chce za niego wyjść, dostał skrzydeł. Małżeństwo zmieniało wszystko Niedziela, 22 marca 2009



Wypadek samochodowy, który przed paroma laty przeżył Radosław Pazura, był momentem zwrotnym. Popularny aktor uznał, że życie, jakie dotąd wiódł, było pozbawione głębszego sensu, bo brakowało w nim miłości do Boga

Gdy zrozumiałem, że mogłoby mnie nie być, że dzieliły mnie minuty od śmierci, poczułem, że to wszystko stało się po coś. Zostałem uratowany, bym przyjrzał się sobie, swojemu życiu i znalazł czas na to, by je zmienić – wspomina Radosław Pazura. Przyznaje, że mimo iż „swoje odklęczał jako ministrant w kościele” i był człowiekiem wierzącym, do Boga zbliżył się pełniej dopiero po wypadku. Wtedy przeżył duchowy przełom. Dotąd żył jak dziecko szczęścia, zachłyśnięty sukcesem. Wydawało mu się, że wszystko zależy od niego, wszystko może, że kieruje własnym losem. – A tak nie jest, Bóg nami kieruje – mówi teraz Pazura.

Założył też fundację „Krewniacy”, której celem jest popularyzacja honorowego krwiodawstwa i zbieranie środków na ambulanse. Traktuje to jak spłacanie długu, bo kiedy ważyły się losy jego życia i śmierci, przeszedł dwie transfuzje, bez których by nie przeżył.
Od futbolu do aktorstwa

Radosław Pazura urodził się w Tomaszowie Mazowieckim, ale wychował w Niewiadowie, u boku starszego brata Cezarego, który był oczkiem w głowie rodziców. To na Czarka chuchano i dmuchano, a jemu w rodzinnym domu dano więcej swobody. Jak powiada, chodził samopas. Wysportowany, w szkole podstawowej kopał piłkę w drużynie futbolowej MKS Niewiadów. Potem w Liceum w Tomaszowie Mazowieckim grał w trzecioligowym klubie „Lechia”. Piłka była jego całym światem, wydawało się, że już tak zostanie.

O zmianie zainteresowań zdecydowała choroba. Kiedy z jej powodu nie mógł brać udziału w treningach, zapisał się do szkolnego kółka teatralnego i zaczął chodzić na próby sztuki Stefana Żeromskiego „Uciekła mi przepióreczka”. Zagrał w tym przedstawieniu, potem w drugim – „Generał Sułkowski”. Startował też w konkursach recytatorskich i nawet je wygrywał. Wspomina, że za recytację wiersza otrzymał w nagrodę 50 zł. To było dużo, zważywszy, że jego miesięczne kieszonkowe wypłacane przez rodziców wynosiło 5 zł. Pomyślał sobie wtedy, że pewnie z aktorstwa można nieźle żyć.

Na pewno decyzja starszego brata Cezarego, który wybrał aktorstwo, popchnęła do tego zawodu również Radosława. Zdał do warszawskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej. Niechętnie ją wspomina. Z zespołem profesorów nie miał najlepszych kontaktów. Wcale nie przez brak talentu. Raczej przez krnąbrność. Gdy na pierwszych zajęciach Aleksandra Śląska spytała studentów, dlaczego wybrali właśnie szkołę aktorską, inni mówili o natchnieniu i misji, on, że chciał być rozpoznawany w dyskotece.

Po pół roku studiów bez słowa opuścił szkołę i… wyjechał do Austrii. Był rok 1988. Dusił się w Polsce, uważał, że nikt się nie poznał na jego talencie, że może za granicą otworzą się dla niego szanse. Sześć miesięcy spędził w obozie dla uchodźców, szlifował niemiecki, pracował na budowie. Ale w Polsce po „okrągłym stole” zmieniła się sytuacja polityczna i wrócił.



«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama