Normalnemu człowiekowi krzyż nie może przeszkadzać

Wprowadzając stan wojenny, komuniści niemal jednocześnie internowali ludzi i wyrzucali krzyże z miejsc publicznych. W szczególności ze szkół. Przed ćwierć wiekiem uczniowie szkoły rolniczej w Miętnem powiedzieli jednak komunistom zdecydowane – „nie”. Wsparli ich nauczyciele. Niedziela, 12 lipca 2009



– Bardzo dramatyczne były te modlitwy młodzieży na korytarzu – opowiada Krystyna Czarnocka. – Kiedy nauczyciele wyrwali ich z szeregu, uczniowie krzyczeli: „Nie dajmy się, trzymajmy się razem!!!”; „Oddajcie nam krzyże, pragniemy krzyży!!!”. Wstrząsające były to sceny. Ból po sercu przechodził. I dziś, kiedy myślę o tym, stają mi łzy w oczach. Bogusia Góra znalazła wiersz w książeczce do nabożeństwa zatytułowany: „Nie zdejmę krzyża ze swej ściany”.

Zaproponowała, byśmy go przepisały i rozdały młodzieży. Nie miałyśmy też dostępu do maszyny, więc przepisywałam lewą ręką kilka razy, by nie poznano charakteru mojego pisma. Potem rozdałyśmy ten tekst młodzieży. I kiedy kolejnego dnia zaczęto szarpać uczniów na korytarzu, to oni tak pięknie ten wiersz recytowali, że aż ciarki przechodziły.

Szkołę ponownie odwiedzili funkcjonariusze PZPR z Siedlec.

Protestem zainteresowała się też garwolińska i siedlecka Służba Bezpieczeństwa. Wzięto pod dokładną obserwację kilkoro nauczycieli i kilkanaścioro uczniów. Tymczasem ordynariusz diecezji siedleckiej, bp Jan Mazur, solidaryzując się z uczniami, wręczył każdemu z nich krzyż. I wkrótce w szkole pojawiło się ponad 500 krzyży. W lutym 1984 r. dyrekcja zorganizowała wywiadówkę. Niemal każdy z rodziców przywiózł ze sobą krzyż i powiesił w klasie, na korytarzu. Wielogodzinna wywiadówka przerodziła się w burzliwe zebranie rodziców z dyrekcją szkoły. Doszło do ostrej wymiany zdań.

– Dla dobra waszych dzieci i spokoju w szkole radzę państwu zdjąć krzyże i zaniechać jątrzenia sprawy – mówił dyrektor Domański.

– Nie mogę zabronić synowi upominania się o krzyż, bo sama uczyłam go żegnać się i czcić ten znak. Zawsze, kiedy wychodzi do szkoły, błogosławię go tym znakiem – argumentowała jedna z matek.

„Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo...”

Przywiezione przez rodziców krzyże pod koniec lutego ktoś zdjął ze szkolnych ścian i cichcem, pod osłoną nocy, zawiózł do kościoła w Garwolinie. Położył w foliowej torbie pod drzwiami i uciekł. 6 marca młodzież zbojkotowała zajęcia. Od rana zamiast lekcji podjęto sześciogodzinną modlitwę przerywaną pieśniami religijnymi. Następnie młodzież wyruszyła procesyjnie z krzyżem na czele i kilkuset krzyżykami otrzymanymi od bp. Mazura do kościoła w Garwolinie.

Po powrocie uczniów ze Mszy św. Rada Pedagogiczna podjęła decyzję o zawieszeniu zajęć w szkole. Następnego dnia młodzież ogłosiła strajk okupacyjny szkoły i ponownie poszła procesyjnie w kierunku Garwolina, śpiewając „Rotę” i pieśni religijne. Tym razem po wieczornym Apelu Jasnogórskim. Jednak już na kilometr przed garwolińskim kościołem zatrzymały ich SB i ZOMO i nie pozwoliły na dalszy marsz.

– Kiedy zauważyliśmy kordony zomowców, pojawił się w nas mały strach – wspomina po latach Jarosław Maczkowski. – To było w nocy z 7 na 8 marca, więc próbowaliśmy rozładować atmosferę napięcia, składając dziewczynom życzenia z okazji Dnia Kobiet. Ale tak naprawdę największa panika powstała, kiedy naprzeciwko nas stanął kordon zomowców z pałami, w hełmach, niektórzy mieli tarcze. Walili pałami o swoje cholewy i to działało na nas deprymująco.




«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama