Czy Pan Bóg mieszka w necie?

Wirtualny świat zdaje się coraz częściej zastępować świat rzeczywisty. Jest on praktycznie nieograniczony, pozbawiony kontroli, anonimowy. Czy jednak także wyjęty spod oceny moralnej? Księża nie mówią o tym na ambonie i katechezie, a zatem to nie grzech – tak zdaje się rozumować wielu ludzi. Różaniec, 5/2008



Wirtualny tłok


Marlena: – Chcę zdradzić, bo zostałam zdradzona. Mąż mnie zdradził po 9 latach małżeństwa z kobietą poznaną na czacie. Wróciłam wcześniej z pracy i złapałam ich…
– I szukasz żonatego do zdrady?…
– Tak myślisz? Sama nie wiem…


„Zdrada”, „Seks”, „Dla żonatych”, „Mężowie i żony”, „Ostry seks” – to tylko niektóre nazwy fragmentów wirtualnej przestrzeni, gdzie od wczesnego rana aż do późna w nocy jest bardzo tłoczno. Często nicki mówią same za siebie: „Śmiała mężatka”, „Żonaty”, „Orgazm teraz”… W wirtualnej przestrzeni od wczesnego rana aż do późna w nocy jest bardzo tłoczno. Wchodzą tu, żeby rozjaśnić swoją szarą rzeczywistość, czasem poopowiadać o swoich dewiacjach, zwierzyć się, wykrzyczeć swój ból, niespełnienie. Wchodzą z nudy, ciekawości, dla dreszczyku emocji, który rozproszy monotonię biurowej czy domowej codzienności. Czasem szukają tego, czego mąż, żona nie są w stanie zapewnić.

Bywa też, że sprowadza ich tu chęć wygadania się przed kimś obcym. Tu jest bezpiecznie. To wciąga jak narkotyk. Nie ma miejsca na kompleksy, bariery czy defekty urody. Nikt nie pyta, czy siedzi się przed monitorem komputera w zgrabnej garsonce i pełnym makijażu. Kłamstwo jest chlebem powszednim. Zakompleksiony, piegowaty nastolatek zamienia się w macho. Dorosły mężczyzna może bez skrępowania szukać potwierdzenia swojej męskości. Czyż to nie jest magnetyczne?



Sumienie


Kilka lat temu Maciej Ślesicki nakręcił film pt. Show. Grupa ochotników zostaje zamknięta na wyspie. Mieszkają w domu, w którym każdy ich krok śledzą kamery, a z nimi miliony telewidzów. Rozpoczyna się intryga, prowadząca w finale do tego, że doprowadzony na skraj wytrzymałości psychicznej bohater strzela do człowieka. Nabój okazuje się ślepy. Śmiech. Finał fabuły. Cel zostaje osiągnięty! Nikt się nie przejmuje słowami „wkręconego” w całą sytuację nieszczęśnika: – Ale ja go zabiłem. To nic, że nabój był ślepy. Ja go zabiłem w sobie wtedy, kiedy strzeliłem.

Dopełnieniem czatu wcale nie musi być spotkanie w realu – i zwykle do niego nie dochodzi. Realizację czynu poprzedza decyzja podjęta w umyśle. Cała reszta jest już tylko konsekwencją tego wyboru. Zatem podłość, zdrada, sprowadzenie drugiej osoby tylko do roli dawcy usługi seksualnej są takie same w świecie wirtualnym, jak i w realnym. Nie ma tu większej różnicy. Odpowiedzialność moralna jest taka sama. Świadome wikłanie się w internetowe romanse, cyberseks, taplanie się w błocie niczym nieskrępowanej, często wulgarnej pożądliwości, wchodzą jak najbardziej w zakres oceny moralnej. Są ciężkim grzechem.



«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama