O zapłodnieniu in vitro porozmawiajmy spokojnie

Wesołe nagabywania, kiedy wreszcie będziecie mieli dziecko, mogą być miłe młodym małżonkom, którzy postanowili z poczęciem dziecka trochę poczekać, ale głęboko ranią tych, o których niepłodności my jeszcze nie wiemy. Jeszcze głębiej ranią „mądre” rady, żeby dziecko adoptować. W drodze, 3/2008



to jak nieoczekiwanie samo życie potwierdza nieraz prawdę nauki Kościoła na temat miłości małżeńskiej! Dokładnie w duchu intuicji tego mężczyzny Kościół uzasadnia swoją naukę na temat wszystkich czterech wymienionych wyżej problemów.

Kościół nie zgłasza żadnych zastrzeżeń wobec stosowania sztucznego zapłodnienia u krów czy owiec ani wobec technik zapłodnienia in vitro, gdyby ktoś chciał je wykorzystać wobec zwierząt. Jednak ludzkie dziecko, o którego poczęcie zabiegają małżonkowie, będzie osobą, kimś obdarzonym godnością, niedostępną żadnemu zwierzęciu. Dlatego nie godzi się, żeby było poczęte inaczej niż w prawdziwej miłości swoich rodziców.

Wiadomo, że bywa różnie. Nawet w małżeństwie dziecko może być poczęte w okolicznościach urągających miłości. Ale nauka Kościoła dotyczy tego, jak być powinno. Dziecku należy się to, żeby jego poczęcie dokonało się po ludzku, żeby było poczęte w takim akcie miłości, w którym dający mu życie małżonkowie wyrażają całkowite wzajemne oddanie się sobie.

To tylko antykatolicki stereotyp wmawia Kościołowi doktrynę, jakoby jedynym celem aktu małżeńskiego miało być płodzenie dzieci. Realny Kościół od bardzo dawna naucza, że celem małżeństwa jest również wzajemna miłość. W imię tej prawdy Kościół zawsze stanowczo bronił prawdziwości małżeństwa ludzi bezpłodnych. Sensem małżeństwa – pisał św. Augustyn w roku 401, a więc sześćset lat przed Bolesławem Chrobrym, w dziełku pt. Wartości małżeństwa – „jest nie tylko rodzenie potomstwa, lecz także naturalna społeczność, jaka tworzy małżeństwo między osobami różnej płci. Inaczej nie można by nazwać małżeństwem związku starszych osób, które straciły dzieci lub wcale ich nie miały”.

Jednak czym innym jest niepłodność, czyli niemożność poczęcia dziecka, czym innym aktywne działanie przeciwko poczęciu, inwazyjne zamknięcie aktu małżeńskiego na dar życia. U źródeł sprzeciwu Kościoła zarówno wobec antykoncepcji, jak wobec technicznych metod doprowadzania do poczęcia dziecka, leży przeświadczenie o nierozerwalności tych dwóch sensów aktu małżeńskiego. Najgłębsza, jaka jest możliwa na tej ziemi, wzajemna jedność oraz otwarcie na dar rodzicielstwa stanowią – powinny stanowić – coś jednego, coś, czego nie godzi się rozrywać.
Chodzi nie tylko o to, że zabija się wiele embrionów

Niektóre pary, widzące w metodzie in vitro ostatnią szansę, żeby urodzić dziecko, żywiołowo protestują przeciwko odnoszeniu powyższej analizy do ich sytuacji. „My nie tylko doskonale rozumiemy – mówią – że zjednoczenie małżeńskie powinno wyrażać, cieleśnie i duchowo, naszą całoosobową miłość oraz otwarcie na dar życia, ale my tak właśnie nasze spotkania seksualne przeżywamy. Przecież tylko dlatego chcemy się uciec do metody in vitro, gdyż jest to jedyny sposób, ażeby nasze wynikające z wzajemnej miłości otwarcie na dar życia mogło zaowocować”.

Zazwyczaj pary te z góry się bronią przed zarzutem, że w wyniku swoich starań o dziecko, być może, będą je mieli, ale kosztem wielu innych pochodzących od nich embrionów, których lekarze nie dopuszczą do dalszego życia. Ten fakt bagatelizuje się albo stwierdzeniem, że w naturze również wiele embrionów ginie na samym początku swojego życia, albo zapewnieniem, że my będziemy stosować tę wersję metody in vitro, w której prowadzi się do zapłodnienia tylko jednego albo dwóch jaj, a zatem żadnych „zbędnych” embrionów ani żadnego uśmiercania nie będzie.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama