Żołnierz zawodowiec

Głęboka noc. Nagle potworny huk zrywa cię z łóżka. Z hełmem i kamizelką gnasz do najbliższego schronu. Moździerzowy pocisk trafia zaledwie o kilka metrów od pryczy, na której śpisz. Czasem tych kilku metrów może zabraknąć. Przewodnik Katolicki, 25 listopada 2007




Z misją w Kosowie wiąże się dla Michała Rohde też jedno bardzo ważne wydarzenie. – Mój ślub i wesele, do którego wszelkie formalności musieliśmy załatwiać przez telefon – mówi ze śmiechem. Udało się. Dostał 10 dni urlopu, wrócił do kraju. Przysięgę małżeńską złożył w mundurze, a po weselu wraz z żoną udali się jeszcze na bardzo skrócony, czterodniowy miesiąc miodowy do Czech i... wrócił na misje. – Tak jak zaczęliśmy nasze wspólne życie, tak jest do dziś. Zawód wojskowego wymaga poświęcenia żołnierza, którego nie ma w domu, ale przede wszystkim żony, która o ten dom pod jego nieobecność dba – dodaje.


Brothers in Arms


Bośnia była kontynuacją Kosowa. Po roku oddechu wraz z 10. Batalionem Zmechanizowanym ze Świętoszowa oficer Rohde trafił do bazy polsko-nordyckiej. Stamtąd odesłano ich do wzmocnienia 18. batalionu stacjonującego w Kaczaniku. Działania nie różniły się od tych podejmowanych 12 miesięcy wcześniej.

W końcu przyszło szkolenie oficerskie w USA. Najpierw był miesięczny kurs językowy w DLI, w San Antonio, później siedem miesięcy w Fort Nox. Młody oficer szkolenie na dowódcę kompanii wspomina dziś tak: „Wstajesz rano i patrząc w lustro mówisz: „Hi Mike”, zamiast po prostu „cześć Michał” – to jest okropne. Raz na tydzień przekręcasz gałkę, dzwonisz do rodziny i dopiero wtedy mówisz po polsku”. Na szczęście po polsku można było też pisać maile. To właśnie z jednego z nich dowiedział się od żony, że będą mieli dziecko. – Udało mi się wrócić do domu na trzy tygodnie przed jej narodzinami. Dziś Agnieszka ma prawie 5 lat – wyjaśnia dumny tata. Co zatem z tęsknotą do żony, córki? Jak sobie z nią radzić? – Rozwój techniki; Skype, Gadu-Gadu, maile i telefony sprawiają, że nie jest aż tak źle. Choć każdy przeżywa swoje dramaty. Mnie na misji zastała wiadomość o śmierci ojca. Człowiek potrzebuje wtedy samotności, „zresetowania” myśli... Tam nie ma na to miejsca – wyjaśnia Rohde. Pomoc wtedy niosą psychoprofilaktyk, kapelan, ale przede wszystkim najbliższy kolega. – To z nim przebywasz najdłużej, to jemu powierzasz swe życie podczas patroli – wyjaśnia, dodając, że tę niezwykłą więź, braterstwo, trudno wyjaśnić. Najlepiej oddają je słowa piosenki Dire Straits „Brothers in Arms”.


Zamiast barszczu: coca-cola


Braterstwo broni, wojskowa - druga rodzina, szczególnie ważne stają się podczas świąt. – Mentalnie te święta nigdy nie będą tak prawdziwe, jak te z najbliższymi. Człowiek stara się jednak stworzyć namiastkę domu, rodziny, panującej tam atmosfery – przyznaje. Obok wymiaru duchowego służą ku temu olbrzymie zabiegi logistyczne. – Pamiętam pierwsze Święta Wielkanocne spędzone w Kosowie. Udało się nam załatwić białą kiełbasę, chrzan. Tylko zamiast kubka barszczu była coca-cola – śmieje się Rohde, dodając, że obok dzielenia się jajkiem, tęskni też do tego talerzyka, koszyka ze święconką, porcelanki. W Iraku było podobnie. – Podczas ostatnich świąt był żurek i jajka, z wielkimi problemami sprowadzone przez logistyków z kraju. Pierwszy raz w życiu moim koszykiem na święconkę był też hełm, a zamiast pieczonej babki jadłem Snikersa. Ale ma to swój urok – dodaje. Z Bożym Narodzenie nie jest inaczej. Pasterka, opłatek, choinka, prezenty, tylko zamiast eleganckich garniturów i najbliższych przy boku, moro i broń. – Był i św. Mikołaj, za którego przebrał się dowódca batalionu, ppłk Piotr Ząbkowski. Choć większość zamiast prezentów dostała rózgi, to i tak była wielka frajda – wspomina z uśmiechem.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama