"Oferta" niepokoju

Mam na myśli małżonków, którzy mają już urodzone dziecko z probówki, ale jednocześnie są świadomi, że w klinice są przechowywane w stanie zamrożenia embriony - będące przecież ich dziećmi. Jak potraktować taką sytuację w konfesjonale? Przewodnik Katolicki, 23 marca 2008



Od kilku miesięcy technika zapłodnienia pozaustrojowego, zwana
w skrócie in vitro, stała się przedmiotem publicznej debaty,
która na razie nie doprowadziła do żadnych rozwiązań prawnych,
a przecież dyskusja ku temu winna prowadzić.



Historia techniki in vitro sięga lat 70. XX w. Pierwszego skutecznego zapłodnienia pozaustrojowego z wykorzystaniem ludzkich gamet dokonali angielscy uczeni R.G. Edwards i P.C. Steptoe, którzy doprowadzili do powstania embrionu „w probówce” (in vitro) i jego implantacji (wszczepienia i zagnieżdżenia) w macicy kobiety. Dzięki temu 25 lipca 1978 r. urodziła się Louise Brown. A więc pierwszy człowiek poczęty tą metodą kończy w tym roku 30 lat.



"Nieostry" argument


Kongregacja Nauki Wiary, publikując „Instrukcję o szacunku dla rodzącego się życia ludzkiego i o godności jego przekazywania”, zwaną w skrócie Instrukcją „Donum vitae” - „Dar życia”, zwraca uwagę na kilka znaczących dla moralnej oceny aspektów. Instrukcja podkreśla najważniejszy problem, który jest podstawą negatywnej oceny techniki in vitro, jakim jest sposób przekazywania życia. Zwraca uwagę, że winno być ono owocem aktu miłości małżonków - rodziców, a nie wynikiem skomplikowanych technik laboratoryjnych. Jest to argument najbardziej fundamentalny, odnoszący się do natury techniki. Kościół odwołuje się tutaj do pojęcia godności człowieka i godności przekazywania ludzkiego życia. Trzeba przyznać, że jest to argument „nieostry”, któremu spragnieni dziecka rodzice przeciwstawiają swoją miłość do poczętego tą drogą dziecka. Niewątpliwie stoimy wobec niezwykle złożonej sytuacji, której analizę i ocenę utrudniają emocje, pragnienia, odczucia.



Ryzykowna rzeczywistość


Drugim elementem, który koniecznie trzeba uwzględnić w ocenie techniki in vitro, jest los kreowanych embrionów. Z góry można założyć, że - w przeciwieństwie do poprzedniego argumentu stoimy wobec rzeczywistości bardziej konkretnej, wręcz namacalnej. Technika in vitro odznacza się niezwykle niską skutecznością. Istnieją rozmaite dane na ten temat, ale z dużym prawdopodobieństwem można jej skuteczność ocenić w granicach 25-30 proc. To stawia nas wobec kilku zagadnień.

Po pierwsze, trzeba nam wczuć się w sytuację kobiety, która kilkanaście razy musi poddawać się kolejnej procedurze medycznej, kilkanaście razy budzone są jej nadzieje i kilkanaście razy przeżywa rozczarowanie. Bywa i tak, że nigdy jej nadzieje nie zostaną spełnione. Przede wszystkim jednak kolejne nieudane próby oznaczają kolejne obumarłe embriony, które wykreowane w tej technologii, zostały wystawione na tak wielkie ryzyko. Powstaje pytanie - czy mamy prawo tak ryzykować ludzkim życiem? A trzeba tu zaznaczyć, że żywy embrion musi być traktowany jako żywy ludzki byt - niezależnie od spotykanych w mediach opinii różnego autoramentu przeciwników takiego sposobu traktowania embrionu.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama