Różne oblicza strapienia duchowego

Zaniedbanie to najbardziej typowa przyczyna stanu strapienia, najbliższa acedii. Święty Ignacy Loyola mówi: „ponieważ jesteśmy oziębli, leniwi lub niedbali w naszych ćwiczeniach duchowych; i tak z powodu naszych win oddala się od nas pocieszenie duchowe” Głos ojca Pio, 56/2009



W czasie studiów, tuż przed sesją, miałem kilkutygodniowy epizod samotnego mieszkania w gajówce. Mój ówczesny tryb życia można uznać za daleką analogię sposobu funkcjonowania ojców pustyni, choć w bardzo okrojonym czasowo wymiarze i bez konieczności wyplatania koszów, aby się utrzymać. Nie była to jednak tylko romantyczna sielanka, bo czas ten dał mi również okazję do zmierzenia się z chorobą pustelników, jaką stanowiło duchowe zniechęcenie.

Między acedią a strapieniem duchowym

Mistrzowie życia duchowego wszystkich epok dobrze znali ten problem, choć w różny sposób go nazywali i interpretowali. Dla Ewagriusza Pontyjskiego i innych ojców pustyni była to acedia. Z kolei św. Franciszek „braćmi muchami” nazywał tych, którzy, mimo że wstąpili do jego zakonu, chcieli być „bezczynni w służbie Bożej”. Wreszcie św. Ignacy Loyola w swoich regułach rozeznawania duchów mówi o strapieniu duchowym, określając je jako „ciemność w duszy, zakłócenie w niej, poruszenie do rzeczy niskich i ziemskich, niepokój z powodu różnych miotań i pokus, skłaniający do nieufności, bez nadziei, bez miłości.

Dusza stwierdza wtedy, że jest całkiem leniwa, letnia, smutna i jakby odłączona od swego Stwórcy i Pana”. Stan ten przeciwstawia pocieszeniu duchowemu, będącemu wszelkim pomnożeniem „nadziei, wiary i miłości i wszelkiej radości wewnętrznej, która wzywa i pociąga do rzeczy niebieskich i do właściwego dobra”.

Któż z nas nie zna obydwu tych stanów? Wystarczy wspomnieć te momenty z naszego życia, kiedy z entuzjazmem i nadzieją rzucaliśmy się ku jakiejś nowej działalności i każdy podejmowany wysiłek przynosił szybką gratyfikację w postaci poczucia satysfakcji z dobrze wykonanego zadania. Znamy też i odwrotne stany, kiedy każda kolejna godzina dłużyła się nam niemiłosiernie i nieustannie wynajdowaliśmy sobie coraz to nowe pozorne działania, których jedynym celem było zająć nas na chwilę i odciągnąć od właściwej pracy.

Chyba najlepiej takie zachowanie opisuje wspomniany już Ewagriusz z Pontu: „Demon acedii, nazywany także demonem południa jest najuciążliwszy spośród wszystkich demonów. Nachodzi mnicha koło godziny czwartej i osacza jego duszę aż do godziny ósmej. Najpierw sprawia, że słońce zdaje się poruszać zbyt wolno lub wręcz nie poruszać wcale, a dzień tak się dłuży, jakby miał pięćdziesiąt godzin.

Następnie przymusza mnicha, aby ciągle wyglądał przez okno i wybiegał z celi, by wpatrywać się w słońce, jak daleko jeszcze do godziny dziewiątej; albo by oglądał się tu i ówdzie, czy któryś z braci nie [nadchodzi]. Wzbiera w nim jeszcze nienawiść do miejsca, [w którym mieszka], do takiego życia i do ręcznej pracy. I [podsuwa myśl], że zanikła miłość wśród braci, a nie ma nikogo, kto by go pocieszył. [...]

Sprawia, że opanowuje go tęsknota za innymi miejscami, w których łatwiej znaleźć to, co konieczne [do życia], i rzemiosło, które wymaga mniej wysiłku, a przynosi więcej korzyści. I dodaje, że podobanie się Panu nie jest zależne od miejsca. Wszędzie bowiem – mówi – można wielbić Boga”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama