Niewielka wielkość

Byłem pod wielkim wrażeniem. Szedłem na spotkanie z jednym z najsławniejszych ludzi w Polsce, podświadomie obawiając się, że to jeszcze jeden z politycznych kaznodziejów-gwiazdorów, a przede mną siedział młody, drobnej postury ksiądz, który nie uważał się ani za wielkość, ani za bohatera. Tygodnik Powszechny, 8 marca 2009


Spotkaliśmy się z inicjatywy wspólnych przyjaciół, Anny i Klemensa Szaniawskich. Odwiedziłem ich późnym popołudniem, Ania zatelefonowała do księdza Jerzego. Powiedziała, bez podawania racji (telefon na podsłuchu), że musi przyjść. Ksiądz się wymawiał, tłumaczył, że ma już umówione spotkanie, ale Ania nie ustąpiła. Po godzinie zadzwonił więc do drzwi mieszkania na Gojawiczyńskiej. Był z nim Waldemar Chrostowski.

Podczas kolacji popijaliśmy wino, a ksiądz Jerzy żartobliwie zauważył, że kiedy w parafii składano ślub abstynencji, on siedział w więzieniu, dzięki czemu przysięgi nie złożył i może się teraz napić. Opowiadał o aresztowaniu, serdecznie o towarzyszach z celi, którzy okazali mu wiele szacunku. Milicjantowi, który dokonywał upokarzającej rewizji – sam funkcjonariusz był zażenowany – obiecał, że ochrzci dziecko, które niebawem miało się urodzić.

Byłem pod wielkim wrażeniem. Szedłem na spotkanie z jednym z najsławniejszych ludzi w Polsce, podświadomie obawiając się, że to jeszcze jeden z politycznych kaznodziejów-gwiazdorów, a przede mną siedział młody, drobnej postury ksiądz, który nie uważał się ani za wielkość, ani za bohatera. Był rozluźniony, pogodny i przejęty spotkaniem z kimś, kto – być może – niebawem spotka Papieża. Kiedy rozmowa zeszła na ewentualność uwięzienia, z jego ust nie padły żadne podniosłe deklaracje. Szczerze wyznał, że się więzienia boi, bo nie wyobraża sobie, jak mógłby żyć bez koniecznych lekarstw (cierpiał na chorobę wrzodową). Pamiętam to poczucie kontrastu: legenda, a niepokoi się o wrzody.

Spotkanie u Szaniawskich było za krótkie. By móc zdać pełniejszą relację Janowi Pawłowi II, umówiłem się z ks. Popiełuszką jeszcze na dzień następny. I niemal cały ten następny dzień przegadaliśmy – najpierw w naszym domu zakonnym na Marymoncie, a potem u niego, na plebanii u św. Stanisława Kostki. Oto zapamiętane i zanotowane wrażenia z tamtych rozmów.

Na gorąco

Mówiąc o Mszach za Ojczyznę, jakby nie przywiązuje wagi do tego, że na jego Msze, na jego kazania ciągną z całej Polski tłumy. Uważa, że został zagarnięty przez wielkie wydarzenia. Uderzająca jest jego skromność, rzadki u nas, księży, brak egocentrycznego eksponowania swojej roli.

Chętnie i obszernie mówi o owocach duchowych tych spotkań, o ludziach, którzy wrócili do Boga, o pojednaniach, o udzielanych po wielu latach rozgrzeszeniach. Znacznie mniej o aspektach policyjnych. Ten wątek pojawia się raczej jako zabawne anegdoty, opowieści o sposobach neutralizowania prób prowokacji.

Oczywiście wie, że jest na muszce. Wspominał o wrzuconej mu do mieszkania cegle z ładunkiem wybuchowym, ale mówił o tym, by opowiedzieć o ludziach, którzy wiernie go chronią.

Ogromnie go boli, że kiedy wypuszczony z więzienia poszedł z kwiatami do ks. Prymasa Glempa podziękować za interwencję (interweniował abp Bronisław Dąbrowski), ks. Prymas od progu zaczął go surowo upominać, że źle spełnia obowiązki duszpasterza pielęgniarek i że może odebrać mu facultates. Pytał mnie, co – z kanonicznego punktu widzenia – mu grozi, bo słowa Prymasa zrozumiał tak, że może być zredukowany do stanu świeckiego. Uspokoiłem go, że to wykluczone. Może, co najwyżej, otrzyma zakaz głoszenia kazań...

Opowiada to ze łzami w oczach, mówi, że tak nie rozmawiali z nim nawet esbecy. Jest rozżalony, bo przecież szedł dziękować, i dlatego, że czuje się niesprawiedliwie oceniony, bo wie, że duszpasterskie obowiązki wykonuje dobrze. Pyta, co moim zdaniem powinien zrobić. Jest coś wzruszającego w tym, że on, który pociąga setki tysięcy ludzi, pyta mnie, tak jak młodszy ksiądz pyta starszego brata...

Powiedziałem, że takie rzeczy w Kościele trzeba spokojnie wytrzymywać, i radziłem, by o tym incydencie nie opowiadał wszystkim znajomym – co chyba robił – bo nastawienia Prymasa przez to nie zmieni, a sobie zaszkodzi.

Mówimy też o ewentualności jego wyjazdu na studia do Rzymu. Powiedział, że zapytany przez któregoś z przełożonych odparł, iż nie może jechać, bo nie może sprawić zawodu ludziom, którzy mu zaufali, odniosłem jednak wrażenie, że ewentualności wyjazdu nie odrzuca. Powiedział coś takiego, że nie teraz, ale potem jednak będzie musiał pojechać.

W sumie: wielkość, która nie przywiązuje do swojej osoby wielkiej wagi. Wielkość sprawy, wielkość wydarzeń, w środku których się znalazł, ale nie wielkość jego samego.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama