Nikt nie płacze nad Panem

Nie ma u św. Marka ani jednego zdania o tym, że Kościół uwierzył w zmartwychwstanie! Może zatem warto więcej mówić o śmierci Boga. Albo chociaż pozwolić mówić innym.


Dlatego proroctwo o śmierci Boga trzeba potraktować poważnie. Tak poważnie, jak robi to Jan Hartman, mówiąc o „grozie tego wydarzenia” i o „kosmicznej tragedii”, na której opisanie brakuje słów, lub jak mama księdza Jerzego Szymika (wspomniał o niej abp Życiński), która wzruszyła ramionami na wieść o śmierci Boga i wypowiedziała jedynie krótkie „Wiem. Na krzyżu. W Wielki Piątek”. Wbrew pozorom to była bardzo poważna i głęboka dopowiedź, bo chrześcijanie w takiej sytuacji najczęściej mają odruch obronny: śmierć Boga chcą usunąć Jego zmartwychwstaniem.

Istnieje bowiem w życiu chrześcijanina pokusa, żeby Krzyż Pana przysłonić Jego pustym grobem. Mówiący o śmierci Boga jeszcze nie skończy swojej wypowiedzi, a już otwierają się usta uczniów Chrystusa, żeby dorzucić „ale!”: „no tak, umarł, ale zmartwychwstał!”. Tymczasem Bóg pozwolił, żeby wieść o Jego śmierci żyła zupełnie sama, bez radosnej nowiny o zmartwychwstaniu cały piątkowy wieczór i całą sobotę. Ewangelia Marka natomiast (najstarsza i najprawdopodobniej spisana na potrzeby wielkanocnej liturgii Kościoła) kończyła się pierwotnie na zdumiewającej reakcji kobiet poproszonych przez anioła, żeby obwieścić uczniom Jezusa zmartwychwstanie: „nikomu też nic nie powiedziały, bo się bały”. Kościół jednak nie wytrzymał napięcia obecnego w tak zakończonej Ewangelii i dopisano kilka zdań. Jednak nawet w dopisanym fragmencie trzy razy powraca wstrząsające „nie dali temu wiary”, „im też nie uwierzyli”, „wyrzucał im brak wiary”. Nie ma u Marka ani jednego zdania o tym, że Kościół uwierzył w zmartwychwstanie! Może zatem warto więcej mówić o śmierci Boga. Albo chociaż pozwolić mówić innym.

Zbyt szybkie dawanie wiary i ogłaszanie zmartwychwstania jest chyba próbą ucieczki chrześcijan od dramatu śmierci Boga. Nawet jeśli Jezus po zmartwychwstaniu nie zaprosił przyjaciół na triumfalne spotkanie w wielkanocny poranek – jak napisał abp Życiński – to Jego uczniowie spotkanie takie organizują, wykrzykując jeszcze w ciszy Wielkiego Piątku wielkanocne „Alleluja!”.

Jest wielce symboliczne, że w Polsce w Wielką Sobotę nikt nie płacze nad Panem, nie ma tej wielkiej ciszy, która zaległa w świecie, gdy Bóg umarł. Wszyscy święcą jajka i szynkę, bo przecież jutro zmartwychwstanie! Tak nam potrzeba tego brakującego triumfu Zmartwychwstałego, że chcemy, żeby Pan zatriumfował chociażby naszą silną wiarą. Bronimy jej zatem za wszelką cenę, zadowalamy się nawet „wiarą na wiarę, jakby z łaski naszego postanowienia”, o której pisał Hartman. Iluż to teologów broni wiary, wyjaśniając „z naukowego punktu widzenia” plagi egipskie i przejście Izraelitów przez Morze Czerwone, nawet jeśli kosztem tych akrobacji teologiczno-geograficznych jest faktyczna utrata wiary, skoro to nie Bóg uderzył w Egipt, ale jakiś wulkan?

Wiara jest święta i trzeba jej strzec, chociażby za wszelką cenę. A może to dlatego przybywa ateistów, że myśmy za bardzo uwierzyli? Wierzymy tak bardzo, że wiara religijna wydaje się nam „fundamentem ludzkiego bytu”! – jak twierdził prof. Leszek Kołakowski zacytowany przez abp. Życińskiego w celu odsunięcia od siebie podejrzenia o „biskupie uprzedzenia”. Fryderyk Nietzsche i Jan Hartman najwidoczniej też tak sądzą, skoro śmierć Boga i kres wiary religijnej popycha ich do bezgranicznej rozpaczy. Trudno się dziwić, że nie jest im do śmiechu, skoro utraciwszy wiarę istnieją bez fundamentów. Wiary, która jest fundamentem ludzkiego istnienia, każdy człowiek będzie bronił do upadłego, a gdy walkę przegra, to nic mu nie pozostanie, jak popaść w pozornie pokorną rozpacz...

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama