Pełnym głosem

Marzy mi się, by wierni w kościołach śpiewali tak, że przechodzień, słuchający przez uchylone drzwi dobywających się pieśni, zapragnął przekroczyć próg świątyni. Bym mógł w kościele, wraz z innymi wiernymi, śpiewać Bogu pełnym głosem. RUaH 22/2002

O śpiewie liturgicznym uwagi z głębi kościoła

Podpoznańska kaplica na nowym osiedlu, tuż przy budującym się kościele. Niedzielna msza w jesienny wieczór. Przez głośniki płynie śpiew i muzyka wykonywana przez młodych, stojących na chórze ludzi. Słychać skrzypce i gitarę elektryczną akompaniujące nowym pieśniom, znanym nielicznym uczestnikom pielgrzymek i członkom młodzieżowych grup modlitewnych. Płynie piękny śpiew z instrumentalnym podkładem, ale kościół milczy. Gdy ksiądz intonuje dobrze znane wszystkim części stałe mszy, podnosi się z głębi kaplicy cichy śpiew, ale słychać go tylko w przedniej części, tył świątyni milczy.

Rekolekcje dla studentów w jednym z poznańskich kościołów. Wcześniej półgodzinna nauka śpiewu. Schola intonuje pieśni wspierając się akompaniamentem gitary, której używa ktoś z dużym kunsztem. Pieśni brzmią w całym kościele, tak się przynajmniej wydaje, lecz w tyle świątyni panuje cisza.
Niedzielna przedpołudniowa msza w jednym z kościołów parafialnych w Poznaniu. Organista z dużym wyczuciem intonuje pieśni, które wierni lepiej lub gorzej śpiewają. Czasami uda się zaśpiewać nawet dwie zwrotki. Właśnie trwa okres Bożego Narodzenia i co jakiś czas pojawiają się znane kolędy, ale ludzie z trudem wśpiewują się w tonację organów, gardło męczy się po kilku wersetach...

Nakreśliłem kilka obrazów przebiegu liturgii, które zapewne są reprezentatywne dla wielu regionów Polski, szczególnie dla parafii miejskich. Ich wspólnym rysem jest nie tyle brak śpiewu w kościele, co bierna postawa wiernych. Nasilenie biernych postaw podczas liturgii obserwowane jest w Polsce od ponad 10. lat, a dotyczy przede wszystkim ludzi młodych. I ma się wrażenie, że pomimo świadomości tego stanu sytuacja nie tyle polepsza się, co bardziej jeszcze komplikuje. Powstaje wiele chórów parafialnych i zespołów młodzieżowych, działają schole, zaprasza się na msze orkiestry i profesjonalnych muzyków, wielu organistów to ludzie z wyższym wykształceniem muzycznym. Ale to wszystko nie zawsze daje dobre efekty. Dlaczego? Dlaczego przestajemy śpiewać w naszych świątyniach?

Zanik tradycji śpiewu

Odpowiedź łatwo uprościć, wskazując na jedną przyczynę, np. niedostosowanie repertuaru kościelnego do gustów młodego pokolenia. Ale rzecz wydaje się dużo bardziej złożona. Nie sposób wskazać tu wszystkie przyczyny, ale choć kilka warto przytoczyć. Przede wszystkim przestajemy śpiewać jako naród. Słowianie zawsze byli rozśpiewani, wieś polska rozbrzmiewała przez cały rok pieśniami religijnymi, śpiewanymi modlitwami, ale także pieśniami związanymi z pracą, zabawą, weselem. To wszystko niemal doszczętnie w Polsce zanikło, choć trwa u wielu naszych sąsiadów: Czechów, Ukraińców, Litwinów. Nawet tak "zachodni" naród jak Anglicy śpiewa lepieji więcej od nas. Warto uświadomić sobie, że tradycyjny repertuar pieśniarski był ogromny (dziesiątki tysięcy pieśni i przyśpiewek) i trwał całkiem nieźle jeszcze do połowy XX wieku! Odrzuciliśmy go nieomal w całości, jakby na przekór temu, co dzieje się na wielu obszarach Europy, gdzie powraca się do korzeni, kultywuje je i na nowo odczytuje. Jedyny śpiew, jaki u nas pozostał (poza do dziś śpiewającymi regionami Kurpiów, Podhala i mniejszościami narodowymi) to właśnie śpiew kościelny, a ten zamiera na naszych oczach. W Kościele bowiem, pomimo zaleceń II Soboru Watykańskiego, a czasem zupełnie bez ich zrozumienia, zanika mechanizm przekazywania tradycji śpiewu, który w Polsce funkcjonował przez tysiąc lat. Nie znamy i nie uczymy się tekstów ani starych, ani nowych pieśni, a jeżeli już, zapamiętujemy najwyżej jedną, dwie zwrotki. Kryzys pamięci... owszem, ale również brak dobrej edukacji i zbyt częste zmiany repertuaru (dr Zoła mówiło przebojach w Kościele, które żyją najwyżej kilka sezonów). Nie ma też w większości parafii ludzi, którzy byli niegdyś żywą pamięcią - potrafili bez śpiewników odtworzyć cały repertuar i to w pełnej wersji, po kilkadziesiąt zwrotek każdej pieśni. My nie śpiewamy często nawet wtedy, gdy znamy teksty. Zapewne każdy przeżył doświadczenie śpiewu wspólnotowego, kiedy nic nie zagłusza, nie pośpiesza, nie śrubuje wysokości, gdzie śpiew nie męczy, a płynie spokojnie, niesie radość i poczucie wolności. Często zdarza się to również w kościołach, niestety, najczęściej wtedy, gdy nie ma organisty, a ksiądz odprawiający mszę intonuje wszystkim znane pieśni.
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...