Pożegnanie „czarnego papieża”

Po 24 latach sprawowania urzędu przełożonego generalnego Towarzystwa Jezusowego Peter-Hans Kolvenbach SJ zdecydował się złożyć dymisję. W przyszłym roku, o. Kolvenbach znajdzie się więc w tzw. galerii potworów. Życie duchowe, 53/2008




Przed piętnastu laty, w książce będącej wywiadem-rzeką, w sytuacji postępującej sekularyzacji i wzrastającej obojętności religijnej wskazywał Ojciec na wielkie wyzwania stojące przed Kościołem, a zatem i przed Towarzystwem Jezusowym. Czy są one w dalszym ciągu aktualne? Czy widzi Ojciec jakieś inne wyzwania?

Od początku jezuici odnajdywali siebie w osobie św. Pawła. Podczas gdy św. Piotr został powołany, aby utwierdzać siostry i braci we wspólnocie Kościoła, św. Paweł czuł się posłany, aby nieść serce Kościoła na krańce świata. O granicach można mówić w sensie geograficznym: dzisiaj w Azji w przeważającej większości wiara chrześcijańska nie jest jeszcze czymś żywym. Często zapomina się o tym, że tylko jedna trzecia ludzkości wyznaje Chrystusa według obrządku protestanckiego, prawosławnego i katolickiego. Istnieją jednak także granice kulturowe. Widzimy bowiem społeczeństwa, ukształtowane przez wiarę chrześcijańską, oddalające się od niej, aby bronić laickości, w której wartości ewangeliczne pozostają na marginesie. Benedykt XVI przypomniał niedawno o innej barierze – o relacjach pomiędzy wiarą a rozumem, które nie mogą istnieć w separacji, lecz winny się wzajemnie ubogacać. Wobec tych granic czy wyzwań niczego nie straciła na aktualności misja jezuitów, by głosić Dobrą Nowinę wszędzie tam, gdzie Pan Zmartwychwstały nie jest znany albo jest znany niewystarczająco.

W ostatnich latach mówi się o „powrocie Boga”. Czy rzeczywiście wzrasta zapotrzebowanie na wymiar religijny?

Jak tu mówić o powrocie, jeśli fakty pokazują, że Bóg nigdy nie opuścił ani ludzkich serc, ani ludzkiego życia? Są takie chwile, kiedy człowiek sądzi, że może żyć, jakby Boga nie było. Niespodziewanie jednak staje naprzeciw trudności nie do pokonania, kryzysu etycznego i wówczas odwołuje się do wymiaru duchowego. To daje się odczuć. Nasi przodkowie mówili, że rozpacz każe prosić. Prawdę mówiąc, wielkie problemy z terroryzmem, wyzyskiem, głodem czy ochroną środowiska naturalnego są do rozwiązania dzięki rozwojowi techniki. Możemy bardziej sprawiedliwie rozdzielać dobra naszej ziemi i wstrzymać produkcję broni atomowej, ale tak naprawdę nie chcemy tego zrobić. Nie jest to niemożliwość o charakterze naukowym czy technicznym, lecz jakaś blokada serc, które stały się z kamienia. Jedynie świadoma lub nieświadoma obecność Boga, który nas kocha, może je przekształcić w serca z ciała i przepełnione miłością. Powrót Boga, który objawia się dzisiaj w wielu wydarzeniach religijnych, mówi nam, czasami niejasno, aczkolwiek konkretnie, że gdyby Bóg „nie budował z nami domu”, na próżno dążylibyśmy do celu (por. Ps 127, 1).

Nie wydaje się Ojcu, że wzrastającemu wymiarowi religijnemu towarzyszy wzrost fanatyzmu w innych religiach?

Dla fanatyzmu religijnego, fundamentalizmu czy integryzmu wspólnym mianownikiem jest opór, często agresywny lub gwałtowny, wobec wszystkiego, co w społeczeństwie jest nowe albo nowoczesne. Wszystkie te środowiska walczą przeciw ewolucji, narzucając jako jedyne rozwiązanie powrót do tradycji i do starych zwyczajów. Każda modyfikacja w stylu życia, w systemie wartości, w wierze w Boga może sprowokować opór, który odwołuje się do litery prawa lub charakteru sakralnego zwyczajów. Ponieważ żyjemy w okresie przemian, to zjawisko narasta. Nawet jeśli zmiana ma charakter czysto polityczny lub społeczny, opór można łatwo wykorzystać i wprowadzić go w wymiar religijny. Manipulowanie religią w celach politycznych często się zdarza choćby na Bliskim Wschodzie.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama