Droga wzwyż. Samemu czy z przewodnikiem?

Do czego jesteśmy powołani i dokąd zmierzamy? Chcemy poznać i pogłębić nasze wnętrze, ale nie wiemy jak. Pragniemy świętości, a wciąż przegrywamy z grzechem. Co robić? Jak sobie z tym poradzić? Idziemy, 5 października 2008



Przewodnictwo duchowe jest w praktyce różnie przeżywane. – Jeśli do księdza przychodzi ktoś, by porozmawiać z nim o swoim życiu wewnętrznym, w pewnym stopniu jest to już kierownictwo duchowe, choć nie zostaje ono nazwane – mówi inny doświadczony i lubiany duszpasterz ks. Kazimierz Seta. To – jak pisze o. Frattallone – kierownictwo duchowe w szerokim znaczeniu, które bywa udziałem każdego z nas, jednak bliższe jest właśnie konsultacji psychologiczno-duchowej. Z kierownictwem jest jednak jak z treningiem – nie wystarczy jeden, by nabrać kondycji. Potrzebujemy stałego trenera – kierownika w ścisłym sensie. Nie trzeba od razu straszyć kandydata na „sportowca” morderczym „treningiem”, ale zacząć od małych kroków.

Większość doświadczonych kierowników duchowych zwraca uwagę na użyteczność rekolekcji ignacjańskich oraz stałej spowiedzi jako „wstępu” do kierownictwa. – Relacja, jaka zawiązuje się między spowiednikiem a penitentem, może wyjść poza granice wyznawanych przez tę osobę grzechów i dotyczyć spraw związanych z jej dylematami, wątpliwościami, decyzjami, przed którymi stoi. Ta praktyka może przerodzić się w kierownictwo duchowe. Często jest też tak, że człowiek przeżywa jakieś doświadczenie duchowe, pojechał np. na Kurs Filip, wszedł do jakiejś wspólnoty, doświadczył przebudzenia wiary i sam odkrywa potrzebę kierownictwa duchowego. Dlatego tak ważną rolę odgrywa ewangelizacja – tłumaczy ks. Trzciński.



Jaki mistrz, taki uczeń


Każdy ma swoją indywidualną drogę z Panem Bogiem, więc i kierownictwo duchowe –mówimy zarówno o kierowanych, jak i kierownikach – wymyka się stereotypom. Pewne jest, że od jednych wymaga zaufania, otwartości i wytrwałości w byciu prowadzonym, a od drugich – mądrości, dyskrecji i wyrobienia duchowego. – Inaczej – mówi ks. Jakub Szcześniak, rekolekcjonista i kierownik duchowy z podwarszawskich Lasek – kierownik jest zagrożeniem dla siebie i dla innych. Jednak na tym większość pewników się kończy. Skala naszego zainteresowania kierownictwem duchowym jest niewielka, a księża – chociaż Kościół zdecydowanie zachęca ich do podejmowania się tej posługi – wcale się do niej nie rwą.
Święty Jan od Krzyża stwierdza: „Dusza pragnąca postępować w skupieniu i doskonałości, musi bardzo uważać, w czyje ręce się oddaje. Jaki bowiem jest mistrz, taki będzie i uczeń” („Żywy płomień miłości”). Nie bez znaczenia jest więc, kogo na kierownika duchowego wybierzemy. – Tymczasem – tłumaczy rektor warszawskiego archidiecezjalnego seminarium ks. prof. Krzysztof Pawlina – aby być dobrym kierownikiem duchowym, nie wystarczy skończyć seminarium. Potrzebne jest doświadczenie życia kapłańskiego i konfesjonału, a dzisiaj, przy zmieniającej się cywilizacji i skomplikowanych osobowościach ludzkich, także znajomości psychologii.

Przede wszystkim kierownik duchowy powinien sam prowadzić głębokie życie duchowe i być mistrzem modlitwy – podkreśla. Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej „Pastores dabo vobis” apeluje: „Trzeba koniecznie odkryć na nowo wielką tradycję osobistego kierownictwa duchowego, które zawsze przynosiło liczne i cenne owoce w życiu Kościoła”. Jednak wielu kapłanów unika wręcz kłopotu, jaki spadłby na ich głowy wraz z podjęciem się tej posługi. Według o. Augustyna w Polsce jest wciąż za mało przygotowanych do niej duszpasterzy, ale są: zwłaszcza jezuici, dominikanie, kapucyni, karmelici, księża diecezjalni, a także ludzie świeccy.



«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama