Hiob z Oregonu

W krótkim czasie książka zyskała wielką popularność wśród chrześcijan różnych wyznań, co zaniepokoiło niektórych duchownych i liderów religijnych. Więź, 2-3/2010



Przyjaciele uważali go za człowieka inteligentnego, bardzo zainteresowanego problemami teologii, porządku świata, wiary, a jednocześnie – niezbyt religijnego. Willi opisuje stosunek Macka do religii jako Hassliebie (miłość/nienawiść) i podejrzewa, że w podobny sposób Mack traktuje Boga: uważa go za ponurego, dalekiego, wzniosłego, ale takiego, którego trzeba szanować i na swój sposób nawet kochać. Trudno jednak wymagać, aby po traumatycznych doświadczeniach z dzieciństwa Mack mógł wyobrażać sobie Boga jako dobrego, czułego Ojca.

Obraz Macka jako człowieka „zwykłego”, ale „sprawiedliwego”, przypomina portret Hioba, „męża sprawiedliwego, prawego, bogobojnego i unikającego zła” (Hi 1,1-2). Podobnie jak na Hioba, na Macka również spada niespodziewane nieszczęście: jego najmłodsza córka Missy została uprowadzona z kempingu, gdzie Mack spędzał przyjemny weekend z trójką młodszych dzieci. Poszukiwania dziewczynki nie dały rezultatu, trzeba było przyjąć, że została w okrutny sposób zamordowana. Po tych tragicznych wydarzeniach Mack pogrąża się w Wielkim Smutku, snując samooskarżające rozważania: „gdyby nie pojechał z dziećmi na biwak”, „gdyby wyjechali dzień wcześniej”... Podobnie jak biblijny Hiob, Mack nie traci wiary w Boga, choć u obu wiara ta nie przynosi ukojenia, nie uwalnia od koszmarów, bólu, rozgoryczenia. Pozwala jednak krzyczeć i pytać. W pewnym momencie Bóg wychodzi z inicjatywą pokazania bohaterowi, jak fałszywy obraz Najwyższego w sobie pielęgnuje. Hiobowi Bóg przedstawia się w czasie kolejnych mów (Hi 38; 40,7-41,26), Macka zaprasza na spotkanie do chaty, gdzie najprawdopodobniej zamordowana została Missy.

Kiedy Mack otrzymuje wiadomość od „Taty” (tak żona Macka nazywała Boga), początkowo uważa to za okrutny żart mordercy, nie wierzy, że Bóg mógłby „pisać liściki”, dokonać teofanii w jakikolwiek inny sposób niż w Biblii, będącej dla Macka – protestanta z teologicznym wykształceniem – jedynym źródłem objawienia. Po pewnych wahaniach Mack podejmuje jednak krok, który można przyrównać do zakładu Pascala. Jeśli to rzeczywiście Bóg przysłał tę wiadomość, to Mackenzie pojedzie do chaty, aby się z Nim spotkać i zapytać o kilka rzeczy (por. Hi 42,4).

Okazało się, że zapraszającym do chaty był rzeczywiście Bóg. Ale Bóg zupełnie inny, niż ten, którego sobie wyobrażał. Ukazał się bowiem jako przysadzista Murzynka o bardzo bezpośrednim sposobie bycia. Kobieta każe nazywać się Tatą albo Elousią. Z jednej strony wydaje się to ukłonem wobec środowisk związanych z teologią progresywną, propagujących taki obraz Boga, który byłby do przyjęcia przez zwolenników feminizmu czy transgenderyzmu. Z drugiej strony, odczytanie obrazu tylko na tym planie naraziło Younga na zarzuty ze strony fundamentalistów stojących na stanowisku, że Bóg musi być przedstawiany jako mężczyzna, ponieważ w taki sposób na ogół sam przedstawia się w Biblii. Na ogół – bo w Piśmie Świętym znajdują się też teksty świadczące o kobiecym i macierzyńskim obliczu Boga (np. Iz 42,14; 66,13; Ps 22,9), a motyw matczynej Bożej miłości rozwijany był chętnie przez chrześcijańskich pisarzy i mistyków. Przyczynę objawienia się w takiej akurat postaci tłumaczy sam/a Tata: „Chciałam uwolnić Cię na chwilę od twojego religijnego wykształcenia i uwarunkowań”. Rzeczywiście, Macka, który wiary nie stracił, nie trzeba w niej utwierdzać. Trzeba zdekonstruować jego fałszywe i stereotypowe wyobrażenia o Bogu.

Young pokazuje, że Bóg wymyka się ludzkim wyobrażeniom, jest INNY niż człowiek myśli (Ez 28,2; Ps 92,6-7; Iz 55,7-9). Tak jak Bóg z Księgi Hioba nie dał się sprowadzić i zamknąć w ludzkich wyobrażeniach na temat sprawiedliwości, tak Bóg-Ojciec Younga nie da się zamknąć w postaci nobliwego starca. W to kontrowersyjne obrazowanie wpisuje się też postać Sarayu – Ducha Św. przedstawionego jako drobna, eteryczna Azjatka, która cały czas zdaje się drgać i wirować. Najbardziej zachowawczy jest portret Jezusa – niezbyt przystojnego, ale sympatycznego mężczyzny o semickich rysach twarzy z charakterystycznym dużym nosem.

Widać tu też wpływ third quest i przywracania Jezusowi jego żydowskich korzeni, co w dużej mierze zaważyło na postrzeganiu Syna Bożego bardziej jako „naszego starszego brata” niż zmartwychwstałego Pana Kościoła. Stworzenie takiego obrazu Trójcy nie jest zapewne przypadkowe. O ile z obrazem czarnego Boga czytelnik mógł się już oswoić – dość wspomnieć popularny film Toma Shadyaca Bruce Wszechmogący – o tyle Bóg-Azjata/Azjatka wciąż pozostaje nowością.



«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama