Potrzebni, niezbędni, konieczni

Niedziela 19/2010

Dla nikogo znającego się na wojsku nie ulega wątpliwości, że kapelani są potrzebni, nawet jeżeli nie wszyscy żołnierze są religijni.

Tam nie ma różnic. „One mission, one team”. Nieważne, kim jesteś, nieważne, co robisz, ważne, że tutaj jesteś – opisywał „Niedzieli” swoją rolę ks. Władysław Jasica. Major Wojska Polskiego. Kapelan. W Afganistanie był z żołnierzami 13 miesięcy. Odprawiał Msze św. Spowiadał. Prowadził kursy przedmałżeńskie, a czasem – jak mówił – był potrzebny tylko po to, żeby dać się wygadać. I aż po to, bo często akurat to jest najbardziej potrzebne. Żołnierze nie są maszynami. Zmagając się z niewyobrażalnym złem, tym bardziej potrzebują duchowego wsparcia, które oferują im duchowni w mundurach z polskiego i innych narodowych kontyngentów uczestniczących w afgańskiej misji.

Na VI zmianie z polskimi żołnierzami w Afganistanie przebywało dwóch kapelanów: ks. kmdr por. Zbigniew Kłusek w Zgrupowaniu Bojowym „Alfa” w Ghazni oraz ks. kpt. Stanisław Denys w Zgrupowaniu Bojowym „Bravo” w bazie Warrior. Służyli 2 tys. żołnierzy z 21. Brygady Strzelców Podhalańskich z Rzeszowa. – 60 tys. amerykańskich żołnierzy ma do dyspozycji 100 kapelanów – podkreśla ks. mjr Jasica, który w Afganistanie był w 2008 r., dając do zrozumienia, że i polskim żołnierzom przydałoby się więcej duchownych w mundurach. Zresztą,  Amerykanie też narzekają, że i ich jest za mało. – Jest nas bardzo mało – skarżył się niedawno serwisowi „Catholic News Service” kapelan Bradley West. – Niektórzy żołnierze, szczególnie ci na najbardziej wysuniętych posterunkach, przez całą misję nie będą widzieli kapelana – dodał, uzasadniając swoją tezę.

Lekarstwo na zło

Zadanie kapelana jest szalenie trudne. Dobrze ujął je amerykański duchowny, pochodzenia czeskiego, ks. Mirek Jordanek: „Zadaniem kapelana jest pokazać w tych wojennych warunkach miłującego Boga”. Pośród strzałów, wybuchów granatów, śmierci... mówić i przekonać, że zwycięży miłość. Zadanie karkołomne, ale niezbędne i dlatego żołnierzom potrzebny jest kapelan. Co robi, aby nie zawieść pokładanych w nim nadziei? Najkrócej można powiedzieć, że jest z wojskowymi. Na dobre i na złe. – Dyspozycyjność księży w mundurach jest największą zaletą duchownych – tłumaczy ks. kpt. Denys. – Trudno bowiem przewidzieć, kiedy któryś z nich będzie potrzebował pilnej rozmowy, porady czy spowiedzi. Jest to często spowodowane jakimś kryzysem, chwilowym załamaniem czy dramatyczną wieścią z Polski od swoich krewnych czy przyjaciół – dodaje. – Kapelan zawsze musi mieć czas dla żołnierzy – uzupełnia ks. mjr Jasica. – Musi być towarzyszem nieustannie gotowym przyjąć, wysłuchać, doradzić, a często, może nawet najczęściej, musi po prostu pozwolić im się wygadać. Staje się powiernikiem tego wszystkiego, co im w duszy gra – kończy poetycko ks. Jasica. – Każdy żołnierz, od pułkownika do szeregowca, potrzebuje kogoś, żeby się zwierzyć, potwierdza słowa polskich duchownych Kanadyjczyk ks. gen. David Kettle. – Kiedy życie jest w niebezpieczeństwie, jesteś bardziej skłonny pytać o rzeczy fundamentalne:

Czy istnieje życie po śmierci? Czy istnieje Bóg, który troszczy się o mnie? Kapelani są właśnie tymi osobami, które potrafią odpowiedzieć na te pytania – tłumaczy duchowny z Kraju Klonowego Liścia.

Kapelan dla wszystkich

Dla nikogo znającego się na wojsku nie ulega wątpliwości, że kapelani są potrzebni, nawet jeżeli nie wszyscy żołnierze są religijni. – Na pewno przekrój żołnierskiego środowiska odbija rozwarstwienie społeczeństwa w kraju, także pod względem religijnym – mówi o religijności żołnierzy, z którymi był w Afganistanie, ks. mjr Jasica. – Wśród mundurowych są ludzie głęboko religijni, są tacy o średnim stopniu zaangażowania religijnego, ale nie brak też ateistów. Jednak nawet przedstawiciele tej ostatniej grupy nie dali mi odczuć, że jestem niepotrzebny. To jest właśnie wyraz aksjomatu, który musi obowiązywać na misji takiej jak w Afganistanie – „One mission, one team”.

W polskich kaplicach w Ghazni i Warrior znajduje się zaledwie 50 miejsc. W każdą niedzielę są trzy Msze św. Nierzadko chętnych do uczestnictwa w Eucharystii jest tak wielu, że miejsc brakuje. Zdarza się więc, że Msze św., szczególnie w największe święta, sprawowane są w stołówce, tak żeby wszyscy chętni mogli się pomieścić. Co daje żołnierzom, którzy za chwilę mają wyruszyć w niebezpieczną misję, Msza św.? Poczucie wspólnoty. Jest też dla nich oazą dobra w morzu zła, z którym stykają się, gdy ktoś do nich mierzy i chce ich zabić.

I to nie tylko polscy żołnierze z tradycyjnie katolickiego kraju. – Żołnierze chodzą licznie na nabożeństwa, uczęszczają na różnego rodzaju spotkania biblijne, ale to, co mnie najbardziej zadziwiło, to tysiące konwersacji, które przeprowadziłem z żołnierzami w najróżniejszych miejscach – potwierdzał obserwacje polskich kapelanów ks. Antony Feltham-White, kapelan brytyjskiej armii.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...