O lewicy w cieniu prawicy

Niedziela 28/2010

Z badań wiadomo, że elektorat Grzegorza Napieralskiego większą sympatią darzy Bronisława Komorowskiego, choćby na zasadzie „anty-PiS-owskiej wspólnoty”...

 

Wiesława  Lewandowska: – Do 20 czerwca wydawało się, że mamy stabilny, dwupartyjny system polityczny, który tworzą dwa centroprawicowe stronnictwa o wspólnych korzeniach, różniące się bardziej wzajemną nieufnością niż programami. A tu niespodziewanie – nie przewidywały tego wcześniejsze sondaże – wyborcy wskrzeszają partię lewicową, obdarzając jej kandydata na prezydenta prawie 14-procentowym poparciem!

Dr Wojciech Żukowski: – Moim zdaniem, dość powszechnie powtarzana opinia o odrodzeniu się polskiej lewicy jest przesadzona, a nawet do pewnego stopnia nieprawdziwa.

– Dlaczego?

– Wynik wyborów nie jest aż tak wielką niespodzianką, jak to okrzyknęły media. Wszak do drugiej tury weszli Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński: przedstawiciele dwóch największych polskich partii, wywodzących się z tradycji solidarnościowej. Także wynik kandydata lewicy Grzegorza Napieralskiego nie odbiega od rezultatów uzyskiwanych ostatnio – samodzielnie czy w różnych koalicjach – przez SLD. Niewiele zmienia także klęska lidera PSL Waldemara Pawlaka. Kandydaci ludowców już tradycyjnie mają kłopoty ze zmobilizowaniem swego politycznego zaplecza w czasie wyborów prezydenckich. No ale dla nich znacznie ważniejsze są te parlamentarne i te samorządowe wybory.

– Bagatelizuje Pan wynik wyborczy lidera SLD?

– Wygrana Grzegorza Napieralskiego jest rzeczywiście interesującym zjawiskiem, które w długiej perspektywie może – choć nie musi – okazać się ważne. Natomiast „na dziś” jest to tylko potwierdzenie pozycji, którą SLD zachował po wielkiej klęsce z roku 2005. A więc roli „tego trzeciego” z kilkunastoprocentowym wsparciem. Takie były notowania Sojuszu w roku 2005, podobne Lewicy i Demokratów w 2007 r. Patrząc z tej perspektywy, jest status quo.

– Ale chyba tylko w tym sensie, że Napieralski nie wszedł do drugiej tury wyborów, bo czy to niespodziewanie duże poparcie dla tej „trzeciej siły” nie jest jednak nowością i o czymś nowym w polityce nie świadczy?

– Jeśli już koniecznie musimy mówić o „nowości”, to polega ona na tym, że Napieralski uratował swą partię przed oczekiwaną przez wielu obserwatorów marginalizacją, wynikającą z pozyskania elektoratu lewicy przez kandydata Platformy już w pierwszej turze głosowania. Tak się rzeczywiście, mimo wielu starań dotychczasowych, „historycznych” liderów Sojuszu (zwłaszcza Kalisza, Olejniczaka i Cimoszewicza), nie stało. 20 czerwca

Komorowskiego poparła większość „eseldowskich” baronów (za wyjątkiem Millera i częściowo Kwaśniewskiego), ale tylko część „twardego” elektoratu tej partii. Pozostała część wybrała Napieralskiego, który pozyskał dodatkowo sporo nowych, socjalnie nastawionych, młodych zwolenników spoza tradycyjnego, postkomunistycznego matecznika. Bilans tej rozgrywki to kilkunastoprocentowe poparcie obecnego szefa SLD. Z perspektywy dzisiejszego układu sił w Sejmie to żadna zmiana.

– No to chyba nie słucha Pan mediów i polityków, którzy wieszczą  „narodziny cywilizowanej, europejskiej lewicy” w Polsce i nadejście „euronormalności”!

– Słucham, ale pozwalam sobie zachować odrębne zdanie. I naprawdę uważam, że to przesada. Bardzo głośne diagnozy sporej części mediów, zwłaszcza komercyjnych telewizji (no i publicznej „Dwójki”), że oto  wydarzyło się coś wielkiego, wiążą się nie tyle ze skalą zjawiska, ile z ogromną tęsknotą wielu środowisk (nie tylko tu, w Warszawie, ale i w wielu innych stolicach Europy), aby w polskiej polityce wreszcie pojawiła się silna lewica – czyli formacja antykościelna i odrzucająca (a przynajmniej krytykująca) inne polskie zbiorowe tożsamości. Umacniająca – w razie wyborczych sukcesów tu, w kraju, wpływy lewicy w skali całej Unii Europejskiej. Musimy bowiem wiedzieć, że dominacja PO i PiS na polskiej scenie partyjnej przesuwa na prawo środek ciężkości w całym europejskim systemie partyjnym. Jesteśmy sporym państwem i zepchnięcie lewicy do roli „średniaka” w cieniu „dużych” zmienia układ sił w całym Parlamencie Europejskim. Jedne frakcje tracą (lewica, liberałowie), inne – zyskują (zwłaszcza – dzięki silnej pozycji PiS – konserwatyści).

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...