Zawodowy obowiązek?

W drodze 12/2010 W drodze 12/2010

Społeczna zgoda na dokonywanie zbrodni oraz ich usprawiedliwianie, kiedy za odmowę można zostać ciężko ukaranym, oraz społeczne udawanie, że nic nie wiemy o zbrodniach, jakich dopuścili się „nasi”, to zapewne jedna z istotnych przyczyn dechrystianizacji współczesnych społeczeństw europejskich

 

W czerwcu 2010 roku Zgromadzenie Rady Europy przygotowało projekt deklaracji wzywającej do ograniczenia pracownikom służby zdrowia prawa do sprzeciwu sumienia. To jeden z przejawów tego procesu, przed którym w encyklice Centesimus annus przestrzegał Jan Paweł II, pisząc, że „demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”. Na szczęście, cztery miesiące później europosłowie zmodyfikowali projekt deklaracji, która ostatecznie broni praw pracowników służby zdrowia do odmowy podejmowania działań niezgodnych z sumieniem.

Trudno jednak zaprzeczyć, że lekarze (a chyba jeszcze częściej średni personel medyczny) są przymuszani do wykonywania aborcji, a w niektórych krajach do udziału w dokonywaniu eutanazji. Odmowa realizowania tego rodzaju „usług” grozi nieraz wyrzuceniem z pracy. Od lekarzy oczekuje się też wystawiania recept na środki antykoncepcyjne czy poronne, a od aptekarzy ich sprzedawania.

W wypadku takich żądań w szczególnie trudnej sytuacji są młodsi pracownicy, niemający jeszcze mocnej pozycji w hierarchii zawodowej, bardziej narażeni na mobbing ze strony kierownictwa i kolegów, materialnie jeszcze nieustabilizowani, dla których utrata pracy mogłaby się okazać ekonomicznym trzęsieniem ziemi.

Świadomy katolik nie ma wprawdzie wątpliwości, że do aborcji czy eutanazji nigdy nie wolno przykładać ręki; niekiedy jednak może się zastanawiać, czy przywołany wyżej pomocnik aptekarza ma bezwzględny obowiązek odmówienia udziału w sprzedawaniu środków służących – jak to określa zakłamany język cywilizacji śmierci – „zdrowiu reprodukcyjnemu”.

Boga słuchać bardziej niż ludzi

Zacznijmy od przypomnień ogólnych. Nasze pytanie dotyczy tych ustaw i nakazów, które są niezgodne z zasadami sprawiedliwości wcześ­niejszymi niż jakiekolwiek prawo stanowione przez ludzi. Otóż wobec takich ustaw obowiązuje zasada, że Boga należy słuchać bardziej niż ludzi (por. Dn 3,16–18; Dz 4,19). Kiedy prawo cywilne jest jawnie niezgodne z prawem moralnym – pisał Jan XXIII w encyklice Pacem in terris, 51 – „kończy się władza, a zaczyna potworne bezprawie”. Papież Benedykt XVI zdecydował się nawet powtórzyć naukę św. Augustyna, że „państwo, które nie kierowałoby się sprawiedliwością, zredukowałoby się do wielkiej bandy złoczyńców” (encyklika Deus Caritas est, 28).

Przed nim Jan Paweł II, m.in. w encyklice Evangelium vitae, 72, przypomniał powszechnie przyjętą w Kościele naukę św. Tomasza z Akwinu, że „prawo ludzkie jest prawem w takiej mierze, w jakiej jest zgodne z prawym rozumem, a tym samym wypływa z prawa wiecznego. Kiedy natomiast jakieś prawo jest sprzeczne z rozumem, nazywane jest prawem niegodziwym; w takim przypadku jednak przestaje być prawem i staje się raczej aktem przemocy”. A w innym miejscu św. Tomasz pisał: „Każde prawo ustanowione przez ludzi o tyle ma moc prawa, o ile wypływa z prawa naturalnego. Jeśli natomiast pod jakimś względem sprzeciwia się prawu naturalnemu, nie jest już prawem, ale wypaczeniem prawa”.

W XX wieku tysiące ludzi przymuszano do czynów niegodziwych – podczas wojen do zbrodni wojennych, w czasach pokoju do zabijania lub uczestnictwa w zabijaniu poczętych dzieci. Przywołam tutaj beatyfikowanego w październiku 2007 roku austriackiego rolnika Franza Jae­gerstaettera, który w swoim sumieniu uznał prowadzoną przez Hitlera wojnę za jawnie niesprawiedliwą i doszedł do wniosku, że nie wolno mu w niej uczestniczyć. Był ojcem trojga małych dzieci i dobrze wiedział, że odmowa przyjęcia hitlerowskiego munduru skończy się karą śmierci – sądził jednak, że nie ma innego wyboru. „Czy istnieje – pisał w celi śmierci – coś gorszego od mordowania i rabowania innych ludzi broniących własnej ojczyzny?”.

Społeczna zgoda na dokonywanie zbrodni oraz ich usprawiedliwianie, kiedy za odmowę można zostać ciężko ukaranym, oraz społeczne udawanie, że nic nie wiemy o zbrodniach, jakich dopuścili się „nasi”, to zapewne jedna z istotnych przyczyn dechrystianizacji współczesnych społeczeństw europejskich. Pod tym względem nie jesteśmy lepsi od piętnowanych w Piśmie Świętym mieszkańców Jerozolimy: „Znalazła się na twych połach krew ludzi niewinnych… A mimo to dowodzisz: Jestem niewinna… Oto Ja ciebie przed swój sąd przyzywam – za to, że mówisz: Nie zgrzeszyłam” (Jr 2,34n).

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama