Między psychoterapią a duchowością

Życie duchowe - Lato/103/2020 Życie duchowe - Lato/103/2020

W gabinecie psychoterapeutycznym na ogół nie rozmawia się o sumieniu. Nie ma tu miejsca na to, aby się do niego intencjonalnie odnosić. Byłaby to bowiem próba wywierania wpływu, przekonywania, agitacji, a czasem nawet presji.

Pacjent zgłosił się do mnie do gabinetu z problemami życiowy­mi. Obok innych tematów nagle opowiada o swoich częstych wy­padach ze znajomymi na piwo. „Ile razy w tygodniu zdarzają się takie wyjścia? – pytam. – Ile spożywa pan wtedy alkoholu?”. Po uzyskaniu odpowiedzi w żaden sposób tego nie komentuję. Na etapie wywiadu zwykle bowiem ograniczam się tylko do zbiera­nia informacji. Tydzień później, na drugiej konsultacji mężczyzna zwierza się, że po naszym pierwszym spotkaniu postanowił ograniczyć swoje zakrapiane spotkania. „Dlaczego pan to zrobił? – pytam. – Przecież ja w żaden sposób nie sugerowałem panu, czy to jest dobre, czy złe”. „Pana pytania zmusiły mnie do reflek­sji nad tym, co robię – odpowiedział. – Czy to mi służy, czy nie. Uznałem, że tamte spotkania to była jednak forma ucieczki od moich bieżących problemów. Nic sensownego na dłuższą metę z tego nie wynika…”.

Używając terminologii Zygmunta Freuda, można powiedzieć, że w pacjencie uruchomiło się ego reflektujące. Ono uzdolniło go do rezygnacji z ulegania impulsom ze sfery id. Tym, którymi rządzi zasada dążenia do przyjemności.

Psychoterapia a sumienie

W gabinecie psychoterapeutycznym na ogół nie rozmawia się o su­mieniu. Nie ma tu miejsca na to, aby się do niego intencjonalnie odnosić. Byłaby to bowiem próba wywierania wpływu, przekony­wania, agitacji, a czasem nawet presji. A jednak przytoczony wy­żej przykład dobrze obrazuje to, jak neutralne pytania terapeuty mogą uruchamiać sumienie. Dzięki nim pojawia się bowiem ja­kiś proces refleksji, który prowadzi do lepszego rozumienia siebie, a nieraz i krytycznej oceny własnego postępowania. Jej skutkiem bywa gotowość do wprowadzenia zmiany w życiu, kiedy sam pa­cjent uzna, że jego dotychczasowe działania przynoszą negatyw­ne skutki. Kiedy brakuje motywacji albo nie ma umiejętności do­konania zmiany, praca dotyczy poznawania i przepracowywania mechanizmów psychicznych, które to utrudniają.

Gdyby sam terapeuta zaczął wyrażać sąd na temat wartości mo­ralnej jakiegoś zachowania, stanąłby po stronie superego pacjen­ta, a więc oceniającej i karzącej wewnętrznej instancji. Kształtuje się ona w interakcji z rodzicami albo innymi osobami znaczący­mi. Tym samym psychoterapeuta nie prowadziłby pacjenta do refleksji nad sobą, ale próbowałby na niego wpływać. W gabine­cie psychoterapeutycznym ważniejsze jest jednak, aby to sam pa­cjent we własnym tempie dochodził do zmian w swoim życiu, niż by wyręczał go w tym terapeuta. I choć droga na skróty mogłaby czasem kusić wizją szybszej zmiany, dokonywałaby się ona pod wpływem zewnętrznego nacisku, a nie wewnętrznej motywacji. Stąd małe szanse na to, że przemiana byłaby trwała, gdyby nacisk zewnętrzny zelżał. Ponadto jakakolwiek presja ze strony terapeuty budziłaby dodatkowy opór. I zamiast walczyć z własnymi destruk­cyjnymi mechanizmami psychicznymi, pacjent zacząłby spierać się z terapeutą.

Między moralną presją a dojrzałą autonomią

Powyższe dylematy dobrze ujmuje Carl Gustaw Jung, który odróż­niał sumienie moralne od sumienia etycznego. Pierwsze można porównać do Freudowskiego superego, którym rządzi wymóg do­stosowania się do zewnętrznych społecznych norm. Dziecko jest karane w procesie wychowania za zachowania sprzeczne z norma­mi, a nagradzane za ich przestrzeganie. Sumienie etyczne rodzi się natomiast w procesie samowychowania, osobistego rozwoju, czasem w relacji z mistrzem. Wierność mu wiąże się wtedy nie z ja­kimiś zewnętrznymi naciskami, ale z osobistą motywacją. Zresz­tą superego w ujęciu Freuda też zawierało ten element w postaci dążenia do ja idealnego.

Ten etap rozwoju prowadzi do indywiduacji, a więc dalszego sa­modzielnego procesu odkrywania i realizacji wartości w życiu człowieka. Jest ono wyrazem większej dojrzałości i samodzielno­ści w poszukiwaniu powołania i wartości, na których dana osoba pragnie oprzeć swoje życie, aby lepiej rozwijać się w służbie in­nym ludziom...

Osobę, która kieruje się sumieniem moralnym, można porów­nać do najemnika, który tylko wykonuje cudze rozkazy. Sumienie etyczne występuje u osób, które nie tylko dostosowują się do ze­wnętrznych wymogów, ale potrafią żyć także w wymiarze bezinteresownego daru z siebie.

Intuicje te pokrywają się w pewien sposób z myślą św. Ignacego Lo­yoli. Autor Ćwiczeń duchowych zalecał bowiem kierownikowi du­chowemu, aby w swoim towarzyszeniu rekolektantowi w kontek­ście jego wyboru powołania nie skłaniał go ku żadnej opcji, „lecz stojąc w środku, niczym języczek u wagi, niech dozwoli Stwórcy działać bezpośrednio ze swoim stworzeniem, a stworzeniu ze swo­im Stwórcą i Panem”[1].

Sumienie w teologii moralnej

Teologia moralna definiuje sumienie jako wewnętrzną władzę człowieka, dzięki której potrafi on dokonywać oceny moralnej wła­snego postępowania. Najbardziej teologiczna definicja twierdzi, że jest to głos Boga w człowieku. To piękne i proste ujęcie. Nieco się jednak komplikuje, kiedy zaczynamy dzielić włos na czworo. Głos bowiem to inaczej komunikat, impuls, wezwanie, ocena. A jego istnienie zakłada zarówno obecność nadawcy, jak i odbiorcy. Ob­raz Boga, jaki posiada w sobie odbiorca, będzie miał zatem wpływ na to, jak zrozumie on odebrane przesłanie. Czy jego nadawcą jest surowy i niedostępny Prawodawca, czy też miłosierny Ojciec zatro­skany o los syna marnotrawnego? Wpływ na przekaz będzie miał również obraz siebie samego. A zarówno jeden, jak i drugi zwykle kształtuje się w różnych interakcjach społecznych. Stąd teologia moralna obok prawego sumienia, które trafnie ocenia postępowanie człowieka, wyróżnia również możliwe znie­kształcenia naszych ocen moralnych.

Typy sumienia

Z tego punktu widzenia sumienie może być zatem szerokie, kie­dy potrafi wszystko wytłumaczyć, a pojęcie grzechu sprowadza tylko do rzadkich rażących wykroczeń. „Nikogo nie zabiłem ani nie okradłem, więc nie mam sobie nic do zarzucenia…” – można niekiedy usłyszeć taką deklarację. Nie ujmuje ona jednak bardziej subtelnych wymiarów życia, choćby w relacjach z najbliższymi albo w kwestii realizacji obowiązków stanu.

Sumienie może być także wąskie. Występuje ono u osób, które przeżywają poczucie winy zawsze, kiedy tylko dostrzegą własne uchybienia, nawet w drobnych nieraz nie do końca świadomych zachowaniach.

Istnieje też sumienie skrupulanckie, kiedy człowiek widzi i przeży­wa swój grzech nawet tam, gdzie obiektywnie go nie ma. Tu wcho­dzimy na teren psychologii klinicznej. Z jej bowiem perspektywy w przypadku występowania silnych skrupułów moralnych można mówić o lękowych zaburzeniach nerwicowych.

I zdarzyło się w mojej praktyce, że z takim właśnie zespołem tra­fiał do mnie pacjent dzięki sugestii swojego stałego spowiednika. Kapłan zauważył bowiem, że proste pouczenie penitenta na temat tego, co jest grzechem w danej dziedzinie, a co nie, tylko na chwilę przynosiło mu ulgę. Po paru tygodniach mężczyzna bowiem po­wracał do spowiednika z kolejnymi bolesnymi wątpliwościami i lękiem, że jego mimowolne życiowe potknięcia bez jakiejś wy­szukanej ekspiacji mogą zostać niewybaczone…

Skrupuły nie są sprawą rzadką w życiu duchowym. Święty Ignacy Loyola krótko po nawróceniu przeżywał je w tak silny sposób, że miał nawet pokusę popełnienia samobójstwa. W pokonaniu ich nie pomógł ani tygodniowy całkowity post, ani nakaz ze strony spowiednika, aby więcej nie spowiadał się z grzechów, które już zostały odpuszczone. Wyzwolenie stało się jego udziałem dopie­ro wtedy, kiedy przeanalizował myśli o swojej winie od pierwszej do ostatniej i odkrył emocjonalny mechanizm, który wikłał go i zniewalał. Potem swoje odkrycia spisał w Ćwiczeniach ducho­wych w postaci reguł o skrupułach.

I choć we wspomnianych odkryciach wewnętrznych św. Ignacy widział przede wszystkim Bożą pomoc i łaskę, a myśli prowadzące do skrupułów rozumiał jako podstępy złego ducha, można spoj­rzeć na nie również z perspektywy psychoterapii behawioralno­-poznawczej. I nieraz w trakcie sesji sięgam po tego typu narzędzia, aby pomóc pacjentowi przeanalizować, jakie uczucia wywołało ja­kieś trudne doświadczenie i jakie po nim powstawały destrukcyjne myśli, które nabierały obsesyjnego charakteru… Uświadomienie sobie działania takiego mechanizmu i nabieranie do niego dystan­su często prowadzi do wewnętrznego wyzwolenia.

Oprócz wspomnianych typów sumienia istnieje jeszcze sumienie błędne. I do dziś uderza mnie zapis z ukrytej kamery policyjnej furgonetki-pułapki, do której włamał się złodziej i przeżegnał się przed uruchomieniem silnika kradzionego samochodu… Krętymi drogami może chodzić ludzka myśl, kiedy ktoś prosi Boga o po­moc w sytuacji łamania Jego siódmego przykazania.

Innym przykładem takiego sumienia mogą być próby zamówie­nia mszy w intencji szczęśliwego zabiegu, który okazuje się... za­biegiem aborcji… A słyszałem niedawno, że takie prośby o mszę zdarzają się od czasu do czasu na przykład na Jasnej Górze. I pew­nie ofiarodawcy bywają skonfundowani, że paulini nie chcą przy­jąć takiej intencji mszalnej mimo chęci złożenia ofiary.

Duchowe kształtowanie

Skoro sumienie to wewnętrzne narzędzie pomiarowe służące do oceny własnego postępowania, aby było sprawne, powinno mieć związek z prawdą. Ta z kolei oznacza zgodność jakiejś wewnętrz­nej, subiektywnej oceny z przykazaniami i obiektywnym porządkiem moralnym. Wymaga to pracy nad dokładnością wskazań własnego sumienia. Można i trzeba je zatem kalibrować i ustawiać zakres jego działania. Duchowość chrześcijańska oferuje ku temu wiele skutecznych środków. Są one skierowane zarówno ku coraz lepszemu poznawaniu Boga i Jego oczekiwań względem chrześci­janina, jak również ku coraz dokładniejszemu rozumieniu zasad chrześcijańskiej moralności. Wreszcie pomoce mogą dotyczyć poznawania siebie i refleksji nad tym, czy moje myślenie o sobie samym nie zniekształca mojego głosu sumienia.

W pracy nad pierwszym wymiarem może pomóc lektura Pisma Świętego i medytacja nad poszczególnymi jego fragmentami. Tu droga Ćwiczeń duchowych św. Ignacego Loyoli może okazać się szczególnie pomocna. I to nie tylko w sensie duchowym, ale i klinicznym. Pewna doświadczona psychoterapeutka, u której szkoliłem się w nurcie psychodynamicznym, wspominała mi o pacjencie z po­ważnym zaburzeniem osobowości, który obok intensywnej terapii równocześnie szedł drogą rekolekcji ignacjańskich. Jej zdaniem skróciło to terapię o jakieś dwa i pół roku…

W drugim wymiarze pomocny może być namysł nad przykaza­niami Bożymi, nauczaniem moralnym Kościoła, zastosowanie różnych rachunków sumienia. Również udział w rekolekcjach, które pogłębiają rozumienie zasad życia chrześcijańskiego w róż­nych jego obszarach może być pomocny.

Trzeci wymiar jest bardziej osobisty. Najskuteczniejsza jest tu za­tem pomoc indywidualna, na przykład w dialogu ze współmał­żonkiem, kierownictwo duchowe, udział w grupie dzielenia czy też spowiedź, najlepiej u stałego spowiednika.

Kiedy natomiast ktoś odkrywa w sobie niedomagania psychiczne, z którymi sobie nie radzi, korzystne może być również wsparcie psychoterapeuty.

Wszystkie te pomoce mają służyć nieustannemu namysłowi nad sobą. Winien on towarzyszyć każdemu człowiekowi, który trosz­czy się o swój osobisty rozwój duchowy. Niedoścignionym wzo­rem w tej dziedzinie był z pewnością wspomniany już św. Ignacy Loyola. Codziennie praktykował on bowiem dwa rachunki sumie­nia, w południe i wieczorem. Robił to nie dlatego, że był jakimś wielkim grzesznikiem. Po prostu odczuwał potrzebę nieustanne­go monitorowania własnej aktywności, zarówno w wymiarze po­zytywnym, jak i negatywnym.

Znaki czasu

Wpływ na odczyty sumienia ma również kontekst społeczny, w ja­kim żyje człowiek. Ciągle jesteśmy bowiem na bieżąco bombar­dowani przeróżnymi ideami, które starają się proponować nam przeróżne drogi na skróty we własnych wyborach moralnych. Ist­nieją także społeczne przyzwolenia na zachowania nieewange­liczne. Także w obrębie Kościoła się to zdarzało i z perspektywy czasu historia negatywnie oceniła na przykład krucjaty, symonię, przemoc inkwizycji, polowania na czarownice czy też kupczenie odpustami. Pan Jezus strofował swoich współczesnych słowami: „Sprawnie uchylacie Boże przykazania, aby swoją tradycję zacho­wać” (Mk 7,9). W innym miejscu zarzucał: „Ślepi przewodnicy, którzy przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda!” (Mt 23,24).

Zarzuty te można również odczytać w kontekście działań niektó­rych funkcjonariuszy współczesnego Kościoła. Dopiero wraz z mo­ralnym rozwojem społeczeństwa dojrzewają do wyrazistego na­zywania grzechów, które dotąd wydawały się nieistotne, a często i przemilczane. I chyba każda epoka ma swoich proroków, którzy przekraczają lęk i potrafią wbrew zastanemu status quo pokazać, że król bywa nagi.

Dziś obszarem, który domaga się wyjątkowej przejrzystości, jest kwestia nadużyć seksualnych ze strony duchownych, któ­rzy sprzeniewierzyli się swojemu powołaniu. Mimo prób de­maskowania ich działania przez lata wielu z nich pozostawało bezkarnymi. Dla osób decyzyjnych, które o tym wiedziały, śro­dowiskowa solidarność oraz lęk przed utratą dobrego imienia instytucji stawały się ważniejsze niż ochrona i zadośćuczynienie bezbronnym ofiarom. W ten sposób następowało wypaczenie rozumienia nie tylko wartości ewangelicznych, ale i uniwersal­nych praw człowieka.

Skandale seksualne w Kościele są przykładem takiej właśnie erozji sumienia i kładą się cieniem na wizerunku wspólnoty, która o su­mieniu naucza i stara się je kształtować. Widać zatem nieustan­ną potrzebę przyglądania się różnorakim przejawom degradacji sumienia zarówno w Kościele, jak i w każdym innym środowi­sku. Korporacyjna mentalność grozi bowiem jego wypaczaniem. „Pobudowaliście kościoły, przeniknijcie wasze życie ewangelią” – powiedział w sposób profetyczny Jan Paweł II w Nowej Hu­cie w 1979 roku. Wrażliwość na znaki czasu oraz odwaga w walce z naturalnym oporem przed zmianą mogą otworzyć drogę do ko­niecznych reform, dzięki którym głos sumienia stanie się bardziej wyrazisty i czytelny.

 

Cezary Sękalski (ur. 1967), doktor teologii duchowości i psychote­rapeuta. Pracuje w Małopolskim Centrum Psy­choterapii w Krakowie. Przyjmuje pacjentów tak­że w prywatnym gabinecie. Jest autorem książek i artykułów. Ostatnio wydał: Jak przebaczać a jak nie przebaczać w relacjach. Prowadzi bloga po­święconego psychoterapii i duchowości na stro­nie: psychoterapia-sekalski.pl.


[1] Św. Ignacy Loyola, Ćwiczenia duchowne, Kraków 2002, 15.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama