Narodziny, śmierć i medycyna

Znak 12/2010 Znak 12/2010

Prometejskim marzeniem medycyny, które do dzisiaj ożywia jej wyobraźnię, a niekiedy wręcz eksploduje z potężną siłą, jest nie tylko idea odnowienia człowieka, ale także stworzenie człowieka na nowo.

 

Procedura zapłodnienia in vitro pociąga za sobą szereg problemów o charakterze etycznym. Najważniejszy z nich polega na tym, że podczas tego zabiegu powstają zarodki nadliczbowe, a więc takie, które nie zostają umieszczone wewnątrz organizmu kobiety. W momencie, gdy lekarz ma pobrany materiał – komórki jajowe i plemniki – wytwarza z nich więcej zarodków niż jednorazowo może implantować w macicy. A ile może umieścić w macicy? Zazwyczaj wprowadza się dwa albo trzy, choć w zasadzie nie powinno się ich wprowadzać aż tak dużo. Pozostaje pytanie, co z resztą? Pozostałe zarodki zostają zamrożone. Mogą albo leżeć w zamrażarce przez pewien czas, albo zostać wykorzystane przez biologa lub lekarza do innych celów, na przykład do wytwarzania komórek macierzystych. Zarodki nadliczbowe – z punktu widzenia badań biologicznych – zachowują swoje właściwości przez okres minimum siedmiu, ośmiu lat. Nie znaczy to jednak, że można je implantować w dowolnym momencie.

Podaje się, że w krajach wysoko rozwiniętych niespełna 1% wszystkich urodzeń żywych to dzieci poczęte in vitro. A zatem jedno dziecko na sto zostaje poczęte w warunkach laboratoryjnych. W Szwecji na przykład ta proporcja wynosi aż 1 do 50. To duże liczby. In vitro nie jest problemem wyłącznie akademickim. W Polsce mówi się, że w ten sposób rodzi się ok. 5 tysięcy dzieci rocznie, a klinik świadczących usługi in vitro wciąż przybywa. Zapłodnienie poza ustrojem zdaje się nie odbijać w niekorzystny sposób na zdrowiu poczętych w ten sposób dzieci, choć są publikacje naukowe, które twierdzą, że ilość malformacji i zaburzeń rozwojowych u nowonarodzonych dzieci wzrasta po in vitro nawet dwukrotnie.

Dyskusja na temat początku ludzkiego życia toczy się od wieków. Nie jestem specjalistą w tym temacie, jednak – o ile dobrze pamiętam – św. Tomasz uważał, że jest to siódmy tydzień ciąży, ponieważ właśnie wtedy dostrzegano pierwsze zarysy istoty ludzkiej. Z perspektywy biologa czy medyka człowiek bez wątpienia powstaje w momencie połączenia komórek rozrodczych. Zarodek – o czym wiemy doskonale dzięki odkryciom współczesnej biologii, medycyny, a przede wszystkim genetyki – ma w sobie cały plan rozwoju, pełen komplet wszystkich genów, by móc się rozwijać. W obliczu osiągnięć współczesnej genetyki nie sposób zatem twierdzić, że zarodek staje się człowiekiem dopiero po upływie tygodnia czy też pięciu tygodni od chwili poczęcia. Zarodek po pięciu tygodniach nie będzie bardziej człowiekiem, ponieważ jest nim już w chwili poczęcia. To mój osobisty punkt widzenia, który ma solidne uzasadnienie biologicznie.

Etyka i medycyna

Zarodki nadliczbowe, które zostają zamrożone, mogą zostać wykorzystane – jak wspomniałem – na przykład do klonowania. Klonowanie to kolejna, obok in vitro, możliwość poczynania życia zarówno ludzkiego, jak i zwierzęcego. W 1997 roku stworzono w ten sposób słynną owieczkę Dolly, a później koty, psy, a nawet konie, małpy i muły – cały szereg zwierząt. Na czym polega klonowanie? Aby zrozumieć ten proces, musimy wrócić do punktu wyjścia, a więc do komórki jajowej. Nie ma konieczności, by była to ludzka komórka jajowa, równie dobrze może być zwierzęca. W przypadku Dolly była to komórka jajowa owcy. Najpierw wykonuje się dość prosty zabieg, a mianowicie usuwa się z komórki jajowej jądro, by otrzymać samą cytoplazmę, a więc cały materiał składający się na komórkę z wyjątkiem rzeczonego jądra. Do tak przygotowanej komórki wprowadza się następnie dojrzałe jądro, które wcześniej zostało pobrane, na przykład, ze skóry owcy czy tryka tej samej rasy. W konsekwencji zachodzi fantastyczna reakcja, której wykształceni medycy i biologowie wciąż nie potrafią wyjaśnić. Dojrzałe jądro, które wprowadzamy to komórki jajowej, ulega całkowitej metamorfozie i transformacji. Pamiętajmy, że to jądro zostało pobrane od dojrzałego osobnika, z komórki, która żyła nawet dziesiątki lat. W momencie wprowadzenia dojrzałego jądra do młodej komórki, która wcześniej została pozbawiona własnego jądra, to dojrzałe jądro przekształca się i nabiera takich właściwości jak plemnik. Wskazówki jego zegara zostają całkowicie przestawione. Jaki element cytoplazmy komórki jajowej powoduje ten nadzwyczajny proces? Tego nie wiemy. Istota klonowania polega właśnie na operacji przeniesienia dojrzałego jądra komórkowego do wnętrza komórki jajowej pozbawionej własnego jądra. Dalsze etapy tego procesu są oczywiste: otrzymujemy w ten sposób zarodek, który umieszczamy w macicy przybranej matki. Tak właśnie było w przypadku owcy Dolly: zarodek spreparowany w warunkach laboratoryjnych implantowano w macicy dojrzałej owcy, która urodziła Dolly.

Chciałbym wspomnieć także o komórkach macierzystych. W momencie, gdy powstaje zarodek – bez względu na to, czy metodą in vitro, czy w procesie klonowania, czy też w sposób naturalny – przez kilka pierwszych dni, mniej więcej od trzech do pięciu, komórki zarodka mnożą się w sposób gwałtowny. Po pięciu dniach jest ich około stu, następnie sto kilkadziesiąt i tak dalej. Tempo mnożenia się komórek zależy od gatunku. Najważniejsze jednak jest to, że tego rodzaju komórki są pluripotentne, a więc mogą rozwinąć się w każdą inną komórkę organizmu. Z tego właśnie powodu nazywamy je komórkami macierzystymi. W języku angielskim nazywa się je stem cells, a więc komórkami pnia. To bardzo trafne określenie, choć polska nazwa, „komórki macierzyste”, jest równie trafna. Mówiąc inaczej, z tych komórek, które w powiększeniu wyglądają jak mała kula, rodzą się komórki mięśnia sercowego, układu nerwowego, kości, ścięgien i tak dalej – wszystko, co nosi w sobie dojrzały człowiek lub zwierzę.

Medycyna od wielu lat marzy o tym, by posiadać komórki macierzyste i wszczepiać je tam, gdzie są one potrzebne. Weźmy najprostszy przykład: przenieśmy się do Francji i wyobraźmy sobie, że mamy pospolitą chorobę, u nas na szczęście nie tak częstą, tam jednak dość powszechną, ponieważ Francuzi piją dużo wina, co w nadmiarze prowadzi do marskości wątroby. W Polsce natomiast często zapadamy na chorobę Korsakowa, która jest skutkiem wysokiego spożycia wódki. Wróćmy jednak do problemu marskości wątroby. Otóż, jeśli wątroba ulegnie ciężkiemu, trwałemu uszkodzeniu, to nie bardzo wiadomo, jak ten problem rozwiązać. Możliwy jest oczywiście przeszczep wątroby, ale jest to zabieg skomplikowany, którego z pewnością nie można uznać za rozwiązanie optymalne i skuteczne na dłuższą metę. Wyobraźmy sobie zatem, że mamy komórki macierzyste, z których wszystko może powstać, a następnie – mówiąc krótko – bierzemy igłę, strzykawkę, aplikujemy do wątroby, a one przekształcają się w komórki wątrobowe i regenerują cały organ. Oto najprostszy przykład wykorzystania komórek macierzystych.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama