Koszty rewolucji seksualnej

Tygodnik Powszechny 22/2011 Tygodnik Powszechny 22/2011

Molestowanie dzieci i młodzieży to częsty i odrażający problem społeczny. Nie jest on jednak w żadnym razie problemem głównie katolickim czy dotyczącym szczególnie księży.



Nie jest to oczywiście pełen obraz. Gdyby Kościoła nie objął zamęt w dziedzinie doktryny i moralności od końca lat 60. do wyboru Jana Pawła II, mógł on być lepiej zabezpieczony przed następstwami tej seksualnej wolnej amerykanki. Gdyby Kościół nie przyswoił niezdrowych schematów klerykalizmu, mógł wprowadzić w seminariach programy, które łatwiej by usunęły tych, którzy się do posługi nie nadawali. Kościół, ceniący ewangeliczną żarliwość wśród swoich przewodników duchowych, mógłby wydać biskupów mniej skłonnych do brania przykładu z panującej kultury z jej wyobrażeniem o tym, że winnych poważnych przestępstw seksualnych da się „naprawić”. Wszystko to można i należy powiedzieć.

Ale jeśli dziennikarze, którzy odgrzewają tę sprawę od prawie dekady, są szczerze zainteresowani tym, by zapobiegać zbrodni molestowania seksualnego dzieci i młodzieży, to powinni się przyjrzeć (a będzie to bolało) libertynizmowi seksualnemu, bezrefleksyjnemu stanowisku światopoglądowemu amerykańskich środowisk lewicowych. Katoliccy „postępowcy”, którzy upierają się, że rozkład dyscypliny i doktryny w latach po Soborze Watykańskim II nie miał nic wspólnego z kryzysem molestowań, również mogliby przemyśleć swoje bezrefleksyjne spojrzenie na ten okres. Chaos panujący w Kościele na przestrzeni półtorej dekady z pewnością odegrał rolę w tym kryzysie, choć to rozprzężenie nie może być jedynym jego usprawiedliwieniem i wyjaśnieniem, w jaki sposób z nim sobie radzono.

Libertynizm

Raport niewiele rzuca światła na związek całego zagadnienia z homoseksualizmem. Bez ogródek stwierdza, że „większość ofiar (81 proc.) była płci męskiej, w odróżnieniu od rozkładu proporcji płci ofiar w USA, gdzie badania takich wypadków w skali kraju od lat konsekwentnie pokazują, że dziewczęta są na ogół trzy razy częściej narażone na molestowanie niż chłopcy”. Ale dalej raport stwierdza, że „chłodna analiza danych nie potwierdza hipotezy, że księża o orientacji homoseksualnej albo tacy, którzy mieli kontakty seksualne z dorosłymi mężczyznami, znacznie częściej molestują dzieci niż ci o orientacji lub zachowaniach heteroseksualnych”.

Laikowi ten rozdźwięk rzuca się w oczy: 81 proc. ofiar molestowania seksualnego to dorastający chłopcy, i to rzekomo nie ma związku z homoseksualizmem? Może nie z punktu widzenia „chłodnego” analityka (szczególnie analityka zaangażowanego ideologicznie w twierdzenie, że nie ma nic z definicji szkodliwego w zachowaniach homoseksualnych). Ale z pewnością coś wspólnego z rozkładem dyscypliny miały starania niektórych teologów, by usprawiedliwiać zachowania obiektywnie niemoralne. Warto przypomnieć, że w 1977 r. Katolickie Towarzystwo Teologiczne Ameryki (CTSA) wydało raport „Seksualność człowieka”, którego treść stała w oczywistej niezgodzie z utrwalonym nauczaniem Kościoła w sprawach cudzołóstwa, zachowań samodestrukcyjnych i aktów homoseksualnych, a nawet znalazło się tam kilka dość ciepłych słów na temat zoofilii.

I miałoby nie być związku między „skokiem” przypadków molestowania od połowy lat 60. i do wczesnych 80. a równolegle odbywającym się wzrostem kultury homoerotycznej w amerykańskich seminariach katolickich i zakonach? Biorąc pod uwagę panujący w środowisku akademickim (w tym katolickim) kod kulturowy, być może nie uda się stwierdzić w sposób naukowy, że taki związek istnieje, ale przy najlepszych chęciach trudno uwierzyć, że go nie ma.

Dla społeczeństwa byłoby dobrze, gdyby obrońcy rewolucji seksualnej potraktowali poważnie pytanie o związek między ich poparciem dla libertynizmu obyczajowego a obecną plagą. W ten sposób, wywołując szerszą publiczną refleksję nad faktem, że rewolucja seksualna nie odbyła się bez trwałych kosztów społecznych i że jej ofiarami często padała najsłabsza młodzież, Kościół – który zamówił raport, będący spojrzeniem na jego własne grzechy – oddałby przysługę całemu społeczeństwu amerykańskiemu.

George Weigel (ur. 1951 r.) jest amerykańskim intelektualistą, teologiem i publicystą, autorem biografii Jana Pawła II „Świadek nadziei”. Wykładowca Ethics and Public Policy Center w Waszyngtonie.
Tłumaczenie Piotr Bieliński
Artykuł przedrukowujemy z „National Review Online” (nationalreview.com) za zgodą Autora. Tytuł i śródtytuły oraz nieliczne skróty od redakcji „TP”.
 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama