Kilogram dziennie mniej czyli polskie pielgrzymki Jana Pawła II

Króluj nam Chryste 5/2011 Króluj nam Chryste 5/2011

Ksiądz prof. Jerzy Stefański był zaangażowany w organizację i przebieg siedmiu pielgrzymek Jana Pawła II do Polski. Przygotowywał teksty oraz obrzędy na celebracje papieskie. Jako pierwszy polski liturgista pełnił funkcję konsulatora watykańskiej Kongregacji Kultu Bożego. Od 37 lat wykłada liturgikę w Prymasowskim WSD w Gnieźnie.

 

Rozmawia: Michał Bondyra

Księże Profesorze w kontekście beatyfikacji Sługi Bożego Jana Pawła II, w której uczestniczyć będziemy 1 maja: Santo subito czy jednak non subito?

Santo subito to z jednej strony taki miły, spontaniczny okrzyk tłumu, a z drugiej podsumowanie całej działalności tego niezwykłego papieża. Święty to nie ten, który jest na poboczu życia; starsza pani z rozmazanym obliczem i czarną woalką na głowie, a ten, kto w heroiczny sposób realizuje swoje codzienne życie. To człowiek, który robi to w sposób niesłychanie naturalny, motywowany jednak misją samego Chrystusa. Chrystus wysoko stawia poprzeczkę tym, którzy w życiu chcą osiągnąć coś więcej. Nieprzypadkowo mówi do młodzieńca: „jeśli chcesz wejść do Królestwa Bożego, sprzedaj wszystko co masz w nadmiarze lub idź na cały świat i głoś Ewangelię”. Na cały świat, tak jak to dosłownie spełnił Jan Paweł II. Bez misji na całym świecie nie zrozumiemy tej wyjątkowej inności posługi tego papieża.

Misji, która zamykała się w 104 pielgrzymkach…

– …poza Włochami, ale on odbył jeszcze 146 wizyt duszpasterskich w 317 z 333 parafii rzymskich. Najdłuższy po Piusie IX pontyfikat w dziejach kościoła po czasach apostolskich zrobił z Jana Pawła II proboszcza świata. On ku zdziwieniu wielowiekowej, dobrze naoliwionej biurokracji watykańskiej, zrobił z pielgrzymowania, zwyczajny sposób duszpasterski.

W który wpisują się pielgrzymki do Polski przygotowywane zresztą przez Księdza Profesora. Którą z nich Ksiądz Profesor wspomina w sposób szczególny?

– Pielgrzymki do Polski nie miały w sobie nic nadzwyczajnego w sensie organizacyjnym, były za to przełomowe w sensie skutków. Być może szczególnie ważne była ta pierwsza, która pozwoliła narodowi polskiemu, stłamszonemu przez zakłamany reżim komunistyczny, podnieść głowę. Nagle doceniliśmy, że słowa mogą być prawdziwe. Duch zstąpił na naród, który później miał odwagę domagać się prawdy. Jednak każda z tych pielgrzymek miała swoje nośne przesłanie. Więcej o istotności danej pielgrzymki mogą mówić biskupi, którzy mają szersze, bardziej strategiczne spojrzenie, moje zadanie było inne.

Jakie?

– Ograniczało się do spraw związanych z liturgią, przez którą z ludem Bożym spotykał się papież. Tu na mojej półce są ceremoniały papieskie z różnych krajów m.in. z Kuby, Słowenii, Kazachstanu, Francji, Indii czy Polski. Każdy z nich trzeba było przygotować. Zaczęto to robić dopiero gdy mons. Pierro Marini utworzył w Watykanie Urząd do Obsługi Ceremonii Papieskich. Wymógł to papież swoim stylem duszpasterzowania, bo w praktyce Ojciec Święty stale był w drodze. Przewodniczył też wszystkim kanonizacjom i beatyfikacjom. Kiedyś Pierro Marini mówił mi, że gdy po 5 miesiącach pracy miał pierwszą wolną niedzielę, Jan Paweł II zapytał półżartem: „Co wy teraz w tę niedzielę będziecie beze mnie robili?”. Urząd, który powstał zaczął opracowywać słowo po słowie, kartka po kartce to co złożyło się na tzw. Mszał papieski.

A na czym polegała praca Księdza Profesora?

– Po ustaleniu między papieżem a episkopatem miejsca i jakości celebracji, a więc czy będzie to msza, nabożeństwo czerwcowe, ekumeniczne, czy słowa Bożego, do mnie należała kwestia połączenia dwóch spraw: tekstów i obrzędów. Najprościej było z mszą – bo ta papieska nie różni się od mszy biskupiej. Z wyjątkiem tego, że ceremoniarz zamiast mitry czy pastorału podawał ferulę. Najtrudniej było z nieszporami, bo asysta nie jest przyzwyczajona do obecności wielu ceremoniarzy pomocniczych. Nikt nie przychodzi sam, tylko jest przyprowadzany.

Byłemilresponsabilenazionale– odpowiedzialnym krajowym. Nie istotne było to, że było mnie widać podczas celebr papieskich, ważniejsza była robota całego roku, której widać nie było. W tym czasie spotykałem się we wszystkich miejscach, gdzie będzie papież z ceremoniarzami lokalnymi, by przekazać im instrukcje, co i jak ma się odbywać.

Zdarzały się mimo to wpadki?

– Nie raz. Z daleka nie były widoczne. Kiedyś ceremoniarz, który przyprowadzał drugiego do czytań oraz śpiewu responsoryjnego zapomniał księgi. Podszedł dwa pietra do pulpitu, zostawiając ją na dole, na krześle. Czuwałem cały czas. Zszedłem piętro niżej i jak gdyby nigdy nic podałem zapasowy mszał, otworzyłem go i tylko spojrzałem na tego ceremoniarza, nota bene profesora liturgii, tak, że jak później wspominał ciarki przeszły mu po plecach. Ale to było jego jedyne zadanie podczas mszy! Nic więcej nie miał do roboty!

Pamiętam też jak w Warszawie na okadzanie podczas mszy św. kleryk przyszedł do Ojca Świętego z kadzielnicą, ale bez węgielków. Widziałem wtedy spojrzenie Martiniego, gdy papież podciąga kadzielnicę, a w środku niczego nie ma! Drugi kleryk podstawia Ojcu Świętemu incensum do nasypania, papież uśmiechnął się, nasypał, ale dymek oczywiście i tak nie poszedł. Nie wiem o czym ten kleryk myślał, bo przecież na 2-3 tygodnie przed przyjazdem Ojca Świętego Piero Marini przyjeżdżał do Polski i wspólnie ze mną objeżdżał cały kraj, wszędzie robiąc próby generalne. Każdy wiedział doskonale co ma robić, za co odpowiada.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama