Zimna wojna o pamięć

Niedziela 23/2011 Niedziela 23/2011

Liczba osób zmarłych w obozach jenieckich tamtego okresu jest dość precyzyjnie ustalona, potwierdzona badaniami poważnych naukowców. Natomiast faktem jest, iż po wykreowaniu mitu anty-Katynia nastąpiła swoista licytacja. Coraz to ktoś z bardziej usłużnych historyków podawał nowe szacunkowe, coraz wyższe liczby jeńców w polskiej niewoli.

 

– A już wcześniej – jak powiadają niektórzy historycy – Stalin ponoć miał tłumaczyć, że Katyń był odpowiedzią na „polską niegodziwość” 1920 r.

– Rzeczywiście popularna jest teza, że Katyń to zemsta Stalina za wojnę 1920 r. Jednak moim zdaniem, to nie jest cała odpowiedź na pytanie, dlaczego akurat w marcu 1940 r. w sposób niejasny podjął on tę okrutną decyzję, której nic wtedy nie wymuszało. Faktem jest, że Stalin generalnie był bardzo źle nastawiony do Polaków. W drugiej połowie lat 30. ubiegłego wieku w ZSRR wymordowano ok. 140 tys. Polaków będących sowieckimi obywatelami, w tym niemal cały czołowy aktyw komunistyczny, co było liczbą ogromną, zważywszy, iż w latach II wojny światowej na Wschodzie zginęło ok.130 tys. Polaków… Stalin uderzał nie w określone warstwy społeczne, lecz tak po prostu w naród, którego nie lubił. To typowo ludobójcze podejście. Niemniej jednak teza, że zbrodnia katyńska Stalina ma związek z wojną 1920 r. nie została udowodniona, choć jest chętnie wykorzystywana przez zaangażowanych politycznie historyków amatorów.

– Głównie po to, by podkręcać w Rosji antypolską propagandę przy okazji kolejnych rocznic katyńskich. Trudno zrozumieć ostatnie, dość nietypowe wywołanie tematu za pomocą tablicy w Strzałkowie…

– Nie wiadomo dlaczego i przez kogo ta akcja akurat teraz została sprokurowana… Czy to prowokacja, czy jakaś manifestacja źle pojętego rosyjskiego patriotyzmu? Nie wykluczam, że podobne działania będą się jeszcze powtarzać. Nie sądzę jednak, by takie zdarzenia były bezpośrednio inspirowane przez władze Rosji. Winien jest raczej klimat, jaki one stwarzają, kreując i wspierając anty-Katyń. Wydaje się, że władzom rosyjskim nie zależy dziś na tym, by obiektywna prawda historyczna przebiła się do powszechnej świadomości, aczkolwiek same jej nie zaprzeczają (wystąpienia Putina i Miedwiediewa).

– Rosyjska tablica doklejona niedawno do obelisku w Strzałkowie miała nie tylko przypomnieć o rzekomym okrucieństwie Polaków sprzed 90 lat, ale być może była też rewanżem za polską tablicę smoleńską?

– Bez przesady. Rodziny smoleńskie nie przyczepiały swojej tablicy skrycie i w tajemnicy, odbyło to się w świetle kamer, z udziałem polskiego konsula i obserwatorów władz smoleńskich, uczyniły to jak najbardziej jawnie. A co najważniejsze – miały moralne i rodzinne powody, żeby to zrobić. W Strzałkowie natomiast mieliśmy do czynienia ze sprawnie przeprowadzoną akcją przez nie wiadomo kogo, choć w biały dzień… W Smoleńsku mamy gorący bolesny temat, którym żyją polskie rodziny, a w Strzałkowie jakąś cyniczną manipulację, której sensu trudno dociec.

– Wiele wskazuje na to, że anty-Katyń Gorbaczowa jest dość przykładnie kontynuowany przez jego następców. Putin deklaruje: „Cmentarze pamięci Katyń i Miednoje, jak i tragiczne losy żołnierzy rosyjskich, którzy dostali się do niewoli podczas wojny 1920 r., powinny stać się  symbolem wspólnego żalu i wzajemnego przebaczenia”. Jak to rozumieć?

– Wydaje się, że Władimir Putin, jako człowiek organów bezpieczeństwa odpowiedzialnych za zbrodnię katyńską, ma w tej sprawie zasadnicze trudności… Wprawdzie wie, że prawdy o zbrodni katyńskiej nie da się ukryć, natomiast jest znacznie mniej zdeterminowany w  przedstawianiu tej kwestii niż prezydent Miedwiediew. Ten drugi zdecydowanie odcina się od zbrodni przeszłości i mówi, że trzeba je jednoznacznie nazwać oraz potępić. Putin, choć przyznaje, że zbrodnie rosyjskie miały miejsce, to jednak je relatywizuje, podkreślając zawsze potrzebę wzajemnego przebaczenia i nigdy nie chce pewnych rzeczy dopowiedzieć do końca.

– Dlaczego?

– Dlatego, że trzeba by przyznać, iż Katyń to była  zbrodnia o cechach ludobójstwa i jej ofiary muszą być zrehabilitowane.

– Dlaczego to takie trudne?

– Wydaje się, że poza urażoną dumą imperialną, poza cieniem, który musiałby paść na wielkie zwycięstwo Armii Czerwonej w II wojnie światowej, istotne znaczenie ma obawa przed procedurą odszkodowań, która by dotyczyła nie tylko 22 tys. rodzin jeńców i więźniów polskich, ale również ok. 700 tys. Rosjan zgładzonych na podstawie tego samego artykułu 58 kodeksu karnego. To by otworzyło możliwości prawne dochodzenia odszkodowań również przez własnych obywateli.

– A to mogłoby się okazać zabójczym ciosem dla chcącego się odrodzić imperium?

– Być może o to właśnie chodzi, stąd to usilne odsuwanie w czasie wypowiedzenia tych kilku prostych słów.

– Jak można ocenić postawę strony polskiej w tej wojnie o pamięć? Wydaje się, że mamy do czynienia z pewną niewyraźnością realnej polityki...

– Istotnie daje się zauważyć pewną niewyraźność, gdy chodzi o uporządkowanie relacji z Rosją, co zapewne ma związek z Realpolitik – ogromną różnicą potencjałów. Wspólne rekomendacje w kwestii definitywnego zamknięcia wątków historycznych, ich negatywnego wpływu na współczesność wypracowała Grupa do Spraw Trudnych. W Polsce i w Rosji mają powstać Centra Dialogu. Na początku czerwca spotykamy się w Rydze na posiedzeniu Grupy do Spraw Trudnych, która prawdopodobnie przekształci się w radę naukową przy Centrach Dialogu. Powołano już polskiego pełnomocnika do uruchomienia takiego Centrum. Powstają więc takie instytucje, w których mają się ucierać poglądy, aby w przyszłości aspekty historyczne nie psuły stosunków obecnych i nie rzutowały na przyszłość.

– To bardzo sielankowy obraz, Panie Profesorze!

– Tak to może wyglądać, jeśli oba państwa zamierzają działać na zasadzie dobrej woli. Po stronie polskiej jej nie brakuje.

– A przed nami zamiast dobrej woli ze strony rosyjskiej jednak wciąż logika Kalego?

– Jak dotąd nie widać nadziei, aby te zaszłości historyczne przestały obciążać wzajemne relacje, by zostały rozwiązane w sposób zgodny z prawdą historyczną, a tym samym dla Polski satysfakcjonujący. Ostrożne nadzieje można wiązać z przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi w Rosji. Jeśli dojdzie do konfrontacji Putina z Miedwiediewem i jeśli ten drugi zwycięży, choć go nie przeceniam, to uważam, że wtedy można będzie z pewnym optymizmem podchodzić do stosunków polsko-rosyjskich w następnych latach.

Prof. Wojciech Materski– historyk, politolog, dyrektor Instytutu Studiów Politycznych PAN, członek Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych


 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama