Jeden procent dla Boga

W drodze 6/2011 W drodze 6/2011

Wielu ludzi jest przekonanych, że modlitwa powinna dotyczyć rzeczy wzniosłych i pobożnych. Tymczasem w modlitwie może znaleźć się wszystko, o czym pomyślimy.

 

Co mówić?

Autentyczna modlitwa może się różnie wyrażać. Jedni będą się modlić, wypowiadając pacierz, którego nauczyli się w dzieciństwie, inni będą odmawiać różaniec, koronkę lub Modlitwę Jezusową, inni skorzystają z brewiarza lub wspierać się będą tekstami Pisma Świętego lub modlitewnika, a jeszcze inni będą się modlić własnymi słowami. Nikt nie potrafi ocenić, czy któraś z tych form jest w danej chwili bardziej lub mniej właściwa, bardziej lub mniej zbliża do Boga. To, co dla jednych jest znakomite, innym może nie odpowiadać. Sposób modlitwy, który był dobry na jakimś etapie mojego życia, wcale nie musi się sprawdzić w późniejszym czasie.

Warto zatem poszukać takiej formy, która będzie odpowiadać stanowi mojego ducha. Przy tej okazji chciałbym jeszcze wspomnieć o treści modlitw spontanicznych, czyli takich, które wypowiadam od siebie, nie korzystając z treści czytanych czy zapamiętanych. Wielu ludzi jest przekonanych, że modlitwa powinna dotyczyć rzeczy wzniosłych i pobożnych. Tymczasem może się w niej znaleźć wszystko, o czym pomyślimy. O każdym zdarzeniu, spotkaniu, wrażeniu, myśli czy przeżyciu mogę opowiadać Bogu. Dzielić się z Nim swoimi życiowymi perypetiami, tym, co jest we mnie. Jeśli przeżywam zachwyt jakąkolwiek rzeczywistością – mogę Bogu dziękować, jeślizmagam się z jakimiś trudnościami – mogę prosić o pomoc, jeśli podejmuję ważną decyzję – mogę pytać, co się Jemu podoba, jeśli popełniłem jakiś grzech – mogę za niego przepraszać, jeśli przychodzą na mnie pokusy, mam ochotę na coś, co się Bogu na pewno nie podoba – mogę Mu się z tego zwierzyć, a jeśli się z Bogiem nie zgadzam – mogę wyrazić swój bunt, mogę wypowiedzieć moją niezgodę. Nie ma treści, które byłyby w modlitwie zakazane. Wystarczy dobrze wczytać się w Psalmy, w tę wielką Księgę człowieczej modlitwy natchnionej Duchem Świętym. Niektórzy cenzurują ten tekst Biblii i wycinają z niego fragmenty zawierające złorzeczenia. „Nie godzi się złorzeczyć” – decydują w swoich sterylnych sercach. Tymczasem Bóg, zgadzając się, by złorzeczenia znalazły się w Słowie objawionym, pokazał, że są one częścią ludzkiego doświadczenia, które nieobce jest Stwórcy. Są one dla mnie dowodem, że każde ludzkie odczucie czy wrażenie może się stać treścią rozmowy z Bogiem. Nawet jeśli jest ono niemoralne czy niegodziwe, prześwietlone Bożym światłem może zostać przemienione w kształt zgodny z Jego zamysłem.

Rozproszenia

Jeśli mówimy o treści modlitwy, to trzeba wspomnieć o rozproszeniach, które są zmorą modlącego się. Człowiek chce się spotkać sam na sam z Bogiem, a w tym czasie przypominają mu się rozmaite zdarzenia, kłopoty, marzenia. Wszystko odciąga go od skupienia na Bogu. Co robić? Czy wobec pędzących myśli jesteśmy całkiem bezbronni?

Pierwsza zasada: nie wpadać w panikę. Nie traktować rozproszeń jako czegoś, co niweczy modlitwę, co czyni ją bezwartościową. Przychodzi mi do głowy myśl o treści niemającej nic wspólnego z modlitwą, staram się ją wyminąć, zostawić na boku, traktować jako rzecz tak normalną, jak dziura na polskiej szosie. No tak, powie ktoś, ale jeśli dziur jest w tej szosie dużo, to trudno się po niej jedzie. Zgadza się, każdy wolałby pędzić po niemieckich autostradach, ale modlitwa to nie wyścig, czasem trzeba zwolnić. Najważniejsze jest to, by się nie zniechęcić, tylko kontynuować modlitwę. Chyba Henri Nouwen jest autorem powiedzenia: Kiedyś myślałem, że trudności przeszkadzają mi w życiu, potem odkryłem, że pokonywanie trudności jest treścią mojego życia. Słowa te można doskonale zastosować do modlitwy. Wspaniała jest modlitwa, polegająca na wielokrotnym pokonywaniu rozproszeń i ponownym skupianiu uwagi na Najważniejszym.

Czasami w ramach walki z rozproszeniami podpowiadam dwie taktyki: szklanki z fusami albo wchłaniania rozproszenia. Pierwsza opiera się na spostrzeżeniu, że bezpośrednio po zaparzeniu kawy czy herbaty fusy przeszkadzają mi w jej wypiciu. Bezsensowna jest próba przyciśnięcia ich do dna szklanki łyżeczką. Jeśli jednak poczekam chwilę, fusy same opadną na dno. Podobnie jest z rozproszeniami. Jeśli wchodzę w ciszę modlitwy prosto z zagonionego życia, muszę dać sobie czas, by rozmaite myśli, uczucia, wrażenia opadły na dno serca. A jeśli ciągle wracają? To trzeba je wchłonąć, uczynić treścią modlitwy i powiedzieć Bogu: chciałbym się skupić na treści Pisma, ale ciągle przypomina mi się to czy tamto, więc Ci opowiem, co mnie dzisiaj spotkało, co mnie niepokoi, cieszy albo irytuje.

* * *

Żadną miarą nie należy traktować powyższych uwag jako niepodważalnych reguł modlitwy ani nawet poradnika, jak się modlić. Chciałem tylko pokazać, że modlitwa jest rzeczywistością tak bogatą jak ludzkie charaktery i biografie oraz tak nieprzewidywalną jak niespodziewany jest Bóg. A jeśli przy okazji udało mi się wyzwolić z poczucia winy kogoś modlącego się autentycznie, ale niemieszczącego się w ramkach pobożności, w które został wepchnięty na tym czy innym etapie swojego życia, to uznam, że spełniłem swoje zadanie.

Paweł KOZACKI – ur. 1965, dominikanin, redaktor miesięcznika „W drodze”, przeor klasztoru w Krakowie, publikuje w „Tygodniku Powszechnym”, „Znaku”, autor Szczęśliwego wariactwa oraz Spowiedzi bez końca, którą wydał wraz z Wojciechem Prusem OP.


 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| MODLITWA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama