Skrzydła Biafry

Wzrastanie Wzrastanie
7-8/2011

Z rykiem silników bombowiec rwał ku ziemi. Wymalowana na nosie samolotu rozwarta paszcza rekina była niczym zwiastun śmierci.

 

Przed oczami pilota ukazał się pas startowy nigeryjskiego lotniska wojskowego w Makurdi. Widać było sylwetki uziemionych samolotów, podrywający się do lotu helikopter, figurki uciekających w popłochu ludzi...

Atakująca maszyna bluznęła serią z karabinu maszynowego. Zaraz potem w rozgrzaną afrykańskim słońcem płytę lotniska uderzyły bomby.

Teraz pędzący samolot poderwał się ku niebu, zatoczył krąg nad lotniskiem. Załoga przez chwilę obserwowała efekty nalotu. Na dole płomienie pochłaniały wraki dwóch samolotów transportowych i samochodu-cysterny. Z rozbitego helikoptera ludzie wynosili ciało wyższego oficera; potem okazało się, że był to szef sztabu nigeryjskich sił zbrojnych.

Bombowiec, który dokonał tego spustoszenia, własność Biafrańskich Sił Powietrznych, zawrócił do bazy. Na pokładzie maszyny wybuchł entuzjazm. Murzyńska załoga okrzykami i śpiewem świętowała udany nalot. Tylko biały pilot siedzący za sterami maszyny zachował spokój. W swoim burzliwym życiu już wielokrotnie zaglądał śmierci w oczy. Pochodził z dalekiej Europy, teraz wąchał proch w trzeciej już wojnie.

Drogi do wolności

Rok wcześniej przed opisywanymi tu wypadkami, latem 1966 r., Nigeria zaczęła spływać krwią. Muzułmańska i pogańska większość z plemion Hausa, Fulani i Joruba rzuciła się mordować chrześcijan, głównie katolików, z plemienia Ibo. W kilka tygodni zabito trzydzieści tysięcy ludzi!

Miliony ocalałych Ibów zgromadziło się na swych ojczystych terenach we wschodniej Nigerii. Powołali własne państwo – Biafrę.

Nigeryjski rząd federalny rzucił przeciw powstańcom ogromną armię. Uzbrojona przez Brytyjczyków, Sowietów i Egipcjan, wspierana przez cudzoziemskich instruktorów i najemników, ruszyła zdławić afrykańskich chrześcijan.

Ibowie stawili zacięty opór, jednak byli bezsilni zwłaszcza wobec ataków lotnictwa pustoszącego ich ziemie. Postanowili stworzyć własne siły powietrzne. Oprócz sprzętu potrzeba było również wyszkolonych pilotów...

Kamikaze Brown

Naprawdę nazywał się Jan Zumbach. Był Polakiem ze szwajcarskim paszportem. W 1940 r. walczył w Bitwie o Anglię, w sławnym Dywizjonie 303. Arkady Fiedler napisał o nim: „Był to chłop na schwał i żołnierz nieulękły”.

Do końca wojny Zumbachowi uznano zestrzelenie 13 samolotów niemieckich na pewno i 5 prawdopodobnie, co dało mu piąte miejsce na liście polskich asów myśliwskich. Został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari, czterokrotnie Krzyżem Walecznych, dwukrotnie brytyjskim Zaszczytnym Krzyżem Lotniczym.

Demobilizacja wyrzuciła takich jak on wojennych bohaterów na bruk. Nie powrócił do Polski rządzonej przez komunistów; wybrał dolę emigranta. Imał się różnych zajęć, nieraz sprzecznych z prawem. Jako pilot maszyny transportowej szmuglował papierosy, złoto, diamenty...

W końcu ktoś przypomniał sobie o jego wojskowych kwalifikacjach. W afrykańskim Kongo zbuntowana prowincja Katanga ogłosiła niepodległość i rozpoczęła werbunek najemnych żołnierzy, w tym lotników. Zumbach skrzyknął grupę Polaków. Przez szereg miesięcy walczyli dla obcej sprawy. Niepodległość Katangi załamała się pod naporem kongiskiej armii i oddziałów ONZ. Polscy piloci ratowali się ucieczką. Zumbach próbował ułożyć sobie życie, jednak niespokojny duch wciąż ciągnął go na szlak nowych przygód.

W 1967 r. zaoferował swe usługi Biafrańczykom. Występował pod pseudonimem „Mister Brown”. Po serii brawurowych akcji stał się znany jako „Kamikaze Brown”. Pilotowany przez niego bombowiec z biało-czerwoną paszczą rekina na nosie przez szereg miesięcy był jedynym (!) samolotem bojowym Biafry. Opisane na wstępie bombardowanie bazy nigeryjskich sił powietrznych w Makurdi (10 lipca 1967 r.) uznaje się za jeden z największych wyczynów Zumbacha pod afrykańskim niebem.

Zagłada

A tymczasem ofensywa wojsk federalnych przeciw Biafrze nie ustawała. Masowe masakry, takie jak wymordowanie trzystu chrześcijan w katedrze w Onitscha w marcu 1968 r., były zapowiedzią, co czeka lud Ibo po ponownym „zjednoczeniu”.

Wkrótce nigeryjski rząd posłużył się najstraszniejszą bronią – głodem. Wprowadzono ścisłą blokadę Biafry. Niedługo potem na terenach objętych insurekcją nastąpiła prawdziwa katastrofa humanitarna. Na całym świecie z niedowierzaniem oglądano fotografie ludzi zdeformowanych głodem, żywych szkieletów oczekujących na nieubłaganą śmierć. Szacowano, że każdego dnia głód i choroby zabijały po 1000 dzieci.

Tu i tam odezwały się nieśmiałe głosy protestu, przebąkiwano coś o „tragicznych wydarzeniach w Biafrze”, składano wyrazy ubolewania... Wypowiadano mnóstwo niepotrzebnych słów, z których nie wynikało nic. Jedynym argumentem jaki uznawał nigeryjski reżim, była brutalna siła.

Jesus Christ Airlines

Nieubłagana machina głodowego terroru pracowała bez chwili wytchnienia. Ofiary liczono w setkach tysięcy. Z pomocą mordowanym pospieszył Kościół katolicki, również niektóre wspólnoty protestanckie. Przeprowadzone zbiórki pieniędzy dały świetne efekty, dramat Biafry otwierał serca i portfele dobrych ludzi. Problemem było, jak dostarczyć tę pomoc, wobec ścisłej blokady?

Aż pojawił się pomysł, który przeszedł do historii pod żartobliwą nazwą, nadaną mu przez uczestnika tej niezwykłej eskapady: Jesus Christ Airlines – Linie Lotnicze Jezusa Chrystusa.

Przez dwa lata, niemal co noc z lotniska na Wyspach Świętego Tomasza (będących wówczas we władaniu salazarowskiej Portugalii), podrywały się do lotu ciężkie samoloty transportowe, wyładowane żywnością i lekami. Przemykały pod osłoną nocy, na małej wysokości, usiłując uniknąć spotkania z nigeryjskimi myśliwcami, narażone na ostrzał z ziemi. Podchodziły do lądowania na prymitywnych lądowiskach w Biafrze, właściwie niewielkich poletkach wykarczowanych w dżungli. Oświetlenie „pasa startowego” włączano na zaledwie kilka sekund, aby uniknąć bombardowania. Jeżeli pilotowi udało się posadzić bezpiecznie maszynę na ziemi, obsługa lotniska miała 20 minut na rozładunek.

Rezultaty tej „wielkiej improwizacji” były imponujące: 5314 lotów, 60.000 ton dostarczonego zaopatrzenia, rzesza ocalonych od śmierci. Samoloty niosące pomoc zdobiło wyraziste logo – dwie ryby, jeden z najstarszych symboli chrześcijaństwa.

Piloci wykonujący te niebezpieczne misje kierowali się różnymi motywami. Latali dla idei, chcąc pomóc ludziom dotkniętym nieszczęściem, bądź z potrzeby przeżycia niebezpiecznej przygody, albo też dla pieniędzy. Jednak podczas lotu ryzykowali jednakowo. Dwudziestu pięciu zapłaciło życiem za pomoc udzieloną Biafrze.

Frederick Forsyth, sławny angielski pisarz, wówczas korespondent wojenny BBC (szybko wyrzucono go z pracy za „brak obiektywizmu”, bo bez ogródek piętnował zbrodnie popełnione na Biafrańczykach) lapidarnie podsumował misje chrystusowych lotników:

„Były szalone, nielegalne i wspaniałe!”


 

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| NIGERIA, SAMOLOTY

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama