Czy IPN jest jeszcze potrzebny?

Przewodnik Katolicki 39/2011

O zmianie procedur udostępniania archiwów, usprawnieniu postępowań lustracyjnych i o stopniowym wygaszaniu pionu śledczego z dr. Łukaszem Kamińskim, prezesem Instytutu Pamięci Narodowej rozmawia Piotr Dogondke

 

Powiedział Pan, że chce, aby nikt nie mógł zarzucić publikacjom IPN-u, że są nierzetelne, nieprawdziwe. Jak to osiągnąć?

– Najlepszą gwarancję stanowią jasne procedury recenzyjne. Do tej pory zdarzały się odstępstwa od tych procedur i właśnie tego chciałbym uniknąć. Nikt wtedy nie będzie mógł zadawać trudnych pytań, dlaczego dana książka nie jest recenzowana normalnym trybem, tylko trybem nadzwyczajnym. Myślę, że właśnie takie standardowe procedury, od których nie ma odstępstw, będą najlepszą gwarancją rzetelności dla opinii publicznej.

Jak więc taka procedura powinna wyglądać?

– Ta procedura już od kilku lat jest ustalona i polega na tym, że każda książka przed publikacją jest recenzowana przez dwóch specjalistów. Jeden z nich dobierany jest z grona pracowników Instytutu, drugi spoza niego.

IPN został powołany do spraw trudnych, jako instytucja niezależna. Czy nie obawia się Pan w związku z tą procedurą uzależnienia IPN-u od środowisk zewnętrznych?

– Nie! Nie wydaje mi się, żeby współpraca z recenzentami zewnętrznymi narażała nas na takie ryzyko. Mówimy o badaczach, będących często wybitnymi znawcami tematu. Specjalista ręczy swoim nazwiskiem, że jego recenzja jest rzetelna. Służy ona przecież do merytorycznej weryfikacji publikacji. W jaki sposób miałaby nas ona ograniczać?

Będąc kandydatem na stanowisko prezesa IPN-u, powiedział Pan, że jednym z Pańskich celów będzie usprawnienie dostępu do zasobów IPN-u dla badaczy, zmiana procedur udostępniania archiwów. Na czym to ma polegać? Czy coś w tej sprawie się zmieniło?

– Został już powołany specjalny pełnomocnik prezesa, którego zadaniem jest analiza obecnego procesu udostępniania i wskazanie tych elementów, które trzeba by zmienić lub z których zrezygnować, by przyspieszenie było możliwe. Najpierw jednak zamierzam sporządzić analizę aktualnej sytuacji, a potem dopiero wskazywać konkretne rozwiązania. Chciałbym do końca roku wdrożyć te nowe mechanizmy.

W jednym z wywiadów wskazywał Pan, że IPN powinien położyć większy nacisk na edukację. Czy są już pomysły, jak to zadanie zrealizować i czy realizacja tego założenia nie przysłoni badań naukowych?

– Ten pomysł nie opiera się na tym, by zabrać coś z części badawczej, ale raczej zwrócić większą uwagę i może przeznaczyć większe środki na działania edukacyjne. Tutaj nie musimy też wymyślać niczego nowego. Działalność edukacyjna w większości przypadków prowadzona jest bardzo dobrze. Chodzi o to, aby np. najlepsze przykłady z oddziałów lokalnych rozpowszechnić na całą Polskę.

A konkretnie, które mogą być wzorem?

– Bardzo dobre efekty przynosi nasza działalność w internecie. To jest jeden z większych sukcesów Instytutu. To są miliony odsłon rocznie. Ale tu na przykład sytuacja jest taka, że mamy kilkanaście niezależnie od siebie działających stron i przez to tracimy to, co moglibyśmy uzyskać, łącząc całą tę wiedzę. Tu jest konkret, który można zrobić. Myślimy o stworzeniu zupełnie nowego modelu funkcjonowania naszej strony internetowej, który w sposób zintegrowany dawałby dostęp do wszystkich efektów naszej pracy, które obecnie są niezauważane przez opinię publiczną.

Zwracał też Pan uwagę na większą potrzebę edukacji dorosłych.

– Nigdzie nie jest powiedziane, że IPN ma zabiegać tylko o edukację młodzieży. Chociaż może skierowana jest ona przede wszystkim do młodego pokolenia, to edukacja o systemach totalitarnych, jego ofiarach i oporze, co jest naszym głównym zadaniem, powinna też pomagać zrozumieć te czasy tym, którzy je przeżyli. Bardzo niepokojący jest fakt, że np. połowa Polaków wierzy w zapewnienia gen. Wojciecha Jaruzelskiego, iż stan wojenny był mniejszym złem, a wśród nich nie jest przecież tylko młodzież. To, co wiemy, musimy upowszechniać.

Podkreśla Pan, że trzeba przesunąć zainteresowania badawcze z niektórych obszarów historii komunizmu np. na zagadnienia związane z II wojną światową. Czy to nie jest ucieczka od tematów trudnych?

– Z pewnością nie jest to ucieczka. Mówimy o obszarach priorytetowych. Każde pięciolecie IPN-u miało swój priorytet. Pierwszy okres to było podziemie niepodległościowe, drugie pięć lat to „Solidarność”, natomiast gdybyśmy mieli wskazać, na podstawie naszej wiedzy, na takie obszary, które wymagają zwiększonego wysiłku, to jest to m.in. II wojna światowa. Zwłaszcza obie okupacje. Tu jest bardzo dużo do zrobienia. To nie jest ucieczka od tematu, tylko chęć zajęcia się kolejnym bardzo ważnym dla naszej tożsamości i historii obszarem. A wyznaczenie obszarów priorytetowych nie oznacza, że nic innego nie będzie robione. Wszyscy historycy, którzy np. zajmowali się „Solidarnością”, nadal będą mogli się zajmować tymi problemami.

Na czym ma polegać usprawnienie postępowań lustracyjnych?

– Mamy przede wszystkim jedną podstawową barierę, której skutkiem jest to, że w tej chwili mamy grubo ponad 100 tys. niezweryfikowanych oświadczeń lustracyjnych. Tą barierą jest wstępna weryfikacja, która ma ustalić, czy prokurator lustracyjny ma się w ogóle czym zajmować. Obecnie mamy ograniczoną możliwość pracy na pomocach ewidencyjnych, kartotekach i dziennikach archiwalnych pozostawionych przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa. Usprawnienie może nastąpić po zakończeniu procesu digitalizacji tych wszystkich pomocy, co w naturalny sposób skróci drogę weryfikacji. Praca wykonywana ręcznie na bardzo wielkich zasobach jest bardzo czasochłonna. Po digitalizacji będzie można to uczynić znacznie szybciej.

A zapowiadane stopniowe wygaszanie pionu śledczego?

– To jest słowo, które znalazło się w naszym sprawozdaniu za rok 2010, gdzie jest mowa o wygaszaniu jako procesie, który już trwa. Wtedy nie wzbudziło emocji. To jest proces naturalny, trwający m.in. na skutek pewnych uchwał Sądu Najwyższego, który na przykład nie zgodził się na uchylanie immunitetów sędziom, co uniemożliwiło ściganie sporej liczby osób podejrzanych o zbrodnie komunistyczne. Z drugiej strony, wskutek uchwały z ubiegłego roku duża liczba śledztw, blisko 300, musiała zostać umorzona. Sąd Najwyższy uznał, że te przestępstwa, które są zagrożone karą do pięciu lat więzienia, nie podlegają już ściganiu. My musimy to respektować, a w związku z tym liczba prowadzonych śledztw z roku na rok maleje.

Pamiętamy też, że w 2020 r. będą musiały być zakończone wszystkie śledztwa w sprawie zbrodni komunistycznych, z wyjątkiem tych, które zakończyły się śmiercią ofiary. Pion śledczy trzeba po prostu dostosować do tej nowej sytuacji. Na tym polega znaczenie słowa „wygaszanie”. Może lepszym określeniem byłaby „restrukturyzacja”. Natomiast w samej polityce ścigania nic się nie zmienia. Podkreślałem też, że do ostatniego dnia, kiedy będzie istniała możliwość prawna ścigania zbrodni, będziemy to robić.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| IPN

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...