Chwalmy się naszą historią

Niedziela 50/2011 Niedziela 50/2011

O nowoczesnym i dojrzałym patriotyzmie, sposobach jego wyrażania oraz o niebezpiecznych skutkach odwracania się od przeszłości z Robertem Kostro rozmawia Wiesława Lewandowska

 

– Gdzie szukać głębszych przyczyn tego, że sami sobie nie opowiadamy historii lub że źle ją sobie opowiadamy?

– Po 1989 r. dość bezrefleksyjnie ulegliśmy przekonaniu o końcu historii... Wydawało się nawet, że wszystkie problemy ludzkości zostały rozwiązane, a więc uczenie się z historii przestaje być potrzebne. To myślenie na świecie dość szybko się skończyło, natomiast w Polsce wydaje się trwać do dzisiaj. Oczywiście, zawsze byli u nas tacy ludzie, jak Andrzej Przewoźnik, który wbrew wszystkiemu budował cmentarze na Wschodzie, ale generalnie mało kogo to już obchodziło... Dopiero ok. 2000 r. ten klimat zaczął się nieco zmieniać.

– Co takiego się stało?

– Pojawiło się kilka różnych czynników. Jednym z nich było wymuszone okolicznościami odkrycie starej prawdy, że demokracja jednak potrzebuje wartości i odwołań do tradycji. Niemcy zaczęli intensywnie zabiegać o tworzenie Centrum przeciw Wypędzeniom, był spór dotyczący odszkodowań dla robotników przymusowych... To pokazywało, że przeszłość nie jest do końca zamknięta, że jest ważna.

– Poczuliśmy na własnej skórze skutki lekceważenia własnej historii?

– Tak. Pojawił się też wstyd, że przychodzą kolejne rocznice „Solidarności”, a my nie mamy interesującej formy ich obchodzenia, że przyjeżdżają cudzoziemcy do Warszawy i Gdańska, a tu nie ma im czego pokazać ani na temat „Solidarności”, ani na temat II wojny światowej! Nie ma odpowiednich wystaw historycznych, podczas gdy w tym samym czasie w wielu krajach powstawały nowe muzea historyczne, np. dwie duże placówki w Niemczech – Niemieckie Muzeum Historyczne oraz Dom Historii Republiki Federalnej Niemiec; Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie; Dom Terroru w Budapeszcie i wiele innych tego typu inicjatyw... Pierwszą inicjatywą, która pomogła odbudować w Polsce zainteresowanie historią, było Muzeum Powstania Warszawskiego...

–... które tylko do pewnego stopnia przeciwdziała zacieraniu się, zwłaszcza w świadomości młodych Polaków, pamięci o nazistowskich zbrodniach... Trzeba tę trudną historię wciąż na nowo opowiadać. Jak?

– W ostatnich latach wznowiono wiele prac badawczych dotyczących tego okresu. Został uruchomiony m.in. przez śp.Tomasza Mertę program liczenia strat osobowych w czasie II wojny światowej. Powstał projekt Muzeum II Wojny Światowej, mamy już nowe muzeum w Palmirach... Ale rzeczywiście, w latach 90. II wojna światowa właściwie została odsunięta na bok, zapomniana.

– Do tego stopnia, że z jej ofiary niemal przeobraziliśmy się w winowajcę...

– Niestety, tak się dzieje, gdy się lekceważy własną historię! Teraz musimy prowadzić aktywną kampanię przeciwko używaniu w światowych mediach określenia „polskie obozy koncentracyjne”.

– Jak Pan sądzi, dlaczego doszło do tego niesprawiedliwego „błędu”?

– W niemałej mierze – trzeba to wprost powiedzieć – stało się tak na nasze własne życzenie. Sami zaniedbaliśmy prezentowanie tego fragmentu naszej historii. Przypominanie o „sprawiedliwych”, czyli o tych, którzy pomagali Żydom w czasie wojny, w Polsce rozpoczęło się dopiero w latach 2000. Dopiero kilka lat temu odkryliśmy Irenę Sendlerową, a akcję nadawania odznaczeń dla polskich „sprawiedliwych” wprowadziła dopiero kancelaria prezydenta Lecha Kaczyńskiego... Oni otrzymali wcześniej ordery izraelskie, my o nich nie pamiętaliśmy... Oczywiście, można powiedzieć, że za granicą – w USA, Izraelu – jest dużo uprzedzeń wobec Polaków, ale część z nich wynika z naszych zaniedbań, zaniechań... Nie prowadziliśmy badań, nie pokazywaliśmy, nie przedstawiliśmy własnych racji, nie opowiadaliśmy własnej historii.

– I teraz nie potrafimy nawet być mądrze dumni ze swojej historii, nie zawsze potrafimy ją obronić...

– Tak, bo najłatwiej jest być naiwnym patriotą – być dumnym ze wszystkiego, co polskie, nawet jeśli jest złe i Polsce szkodzi... Albo z drugiej strony – łatwo jest poddać się krytykanctwu własnej historii, wyliczaniu porażek, przegranych, win wobec innych... Chętnie uprawiamy taki rodzaj defetyzmu narodowego. Wydaje mi się, że obie te postawy są w jakimś sensie chore... Propagowałbym pojęcie dojrzałego patriotyzmu.

– Czyli jakiego?

– Dojrzały patriotyzm nie wymaga, żebyśmy za każdym razem mieli rację. Wymaga, żebyśmy znali swoją historię, cenili momenty wielkości, umieli je wypowiedzieć, ale żebyśmy też przyjmowali do wiadomości to, że czasem coś się nam nie udawało albo że jacyś nasi rodacy, niestety, zachowywali się w sposób wstydliwy. Chodzi o to, żebyśmy potrafili i chcieli na ten temat godnie dyskutować.

– „Muzeum nie powinno w żadnym razie stać się muzeum megalomanii narodowej ani narodowego geniuszu” – czytamy w deklaracji programowej. Co to znaczy?

– To znaczy, że chcielibyśmy stworzyć odpowiednie podstawy do dobrej dyskusji o Polsce przez dostarczenie dobrych argumentów historycznych. Historyczna podbudowa i umiejętność argumentacji powinny być ważnym elementem naszego przygotowania do dyskusji z innymi narodami, do pokazywania dumy, ale i umiejętności dialogu, jak to pokazali chociażby polscy biskupi w słynnym liście z 1965 r. Jeśli wyjeżdżając za granicę, pokazujemy tylko kiczowatą, cepeliowską laurkę, to jesteśmy mało wiarygodni.

– Historia Muzeum Historii Polski bardzo przypomina polskie kłopoty z historią. To paradoks czy prawidłowość?

– Trudno mi na to pytanie odpowiedzieć... To długa i wciąż niedokończona historia, która zaczyna się przymiarkami już w 2000 r. Muzeum utworzył min. Kazimierz Ujazdowski w 2006 r, a w roku 2008 min. Bogdan Zdrojewski potwierdził, że jego budowa jest jednym z priorytetowych zadań. Obecnie Muzeum nie ma stałej siedziby, ale prowadzimy działalność wystawienniczą i edukacyjną we współpracy z innymi instytucjami. Przede wszystkim jednak pracujemy nad docelową siedzibą: rozstrzygnęliśmy konkurs na koncepcję architektoniczną, w grudniu rozstrzygniemy konkurs na koncepcję plastyczną wystawy stałej. Jednak wciąż nie ma środków na sfinansowanie projektu i rozpoczęcie samej budowy... Wynika to częściowo z trudności budżetowych, ale jest też pytanie o priorytety.

Z Robertem Kostro rozmawiała Wiesława Lewandowska


 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama