Gej i krzyż

Tygodnik Powszechny 1/2012 Tygodnik Powszechny 1/2012

Dałem mu różaniec. Nie przyjął. Rozstaliśmy się bez słowa. Następnego dnia sms-ami i mailami dałem mu do zrozumienia, że to koniec.



Prawdziwy katolik to człowiek sumienia i świadectwa. W przypadku niezgody między nauką Kościoła a sumieniem, wybiera Kościół. Przykładem życia świadczy o swojej wierze. Musi kochać siebie, żeby być zdolnym kochać innych. Każdego dnia stara się być coraz bardziej ,,głodny” nieba. Nie ulega stagnacji, bo Chrystus nie powiedział: jam jest przyzwyczajenie.

Czy ja jestem prawdziwym katolikiem? Nie wiem.

Hubert, 25 lat

Związki homoseksualne mnie nie interesują. To jak z motocyklami. Podobają mi się, ale nie muszę ich od razu kupować.

I tu nie chodzi o gust, ale o kwestie światopoglądowe. Nie chcę wiązać się z facetem, choć byłoby to dla mnie i erotycznie, i emocjonalnie pociągające. Bo dzisiaj widzę dla siebie wybór tylko w tym zakresie, który jest dopuszczony lub niewykluczony przez Kościół. A katolicyzm wyklucza erotykę pozamałżeńską. Dopuszcza za to bliskie, nawet miłosne związki dwóch homo. Mam nawet przyjaciół, którzy realizują ten model. Spotykają się ze strony duchowieństwa z głosami „za”, ale częściej „przeciw”. Mimo wszystko są razem i według mnie nie tylko nie robią niczego złego, ale i mają w tej swojej czystości wielką moralną zasługę.

Ale ja tak nie chcę.

Kapłan

Tak, znam Patryka od kilku lat. Spowiadam go od czasu do czasu.

Zaznaczam, że ktoś, kto określa się jako gej, zazwyczaj stroni od konfesjonału, a szkoda. Można raczej mówić o osobach, które mają orientację homoseksualną, ale są „nieaktywni”, i takich się spotyka. Oni zdają sobie sprawę ze swojej kondycji ludzkiej, ale chcą żyć jednocześnie blisko Boga. Rzadko pojawiają się osoby, które są „aktywne” seksualnie, bo jeśli wybrali taką opcję życia, to przestają wierzyć. A przecież Bóg nikogo nie wyklucza.

Jeśli przyszedłby do mnie do spowiedzi chłopak i powiedział, że jest gejem, przyjąłbym go z miłością pochodzącą od Boga. Nikogo nie mógłbym odrzucić, a tym bardziej tego, który przychodzi, klęka w konfesjonale i chce wyznać swoje grzechy i słabości. Bo przecież ja, kapłan, siedzę w tej budce Miłosierdzia Bożego i jestem wyłącznie narzędziem w rękach Boga.

Teraz ten chłopak ma pokazać, że chce żyć blisko Boga, pracować nad swą słabością. I pozbyć się myślenia, że „kler potępia gejów, więc nie mam czego szukać w Kościele”. Powiem mu: Kościół jest dla ciebie, bo Kościół to wspólnota grzesznych. Zapytam go, czy rzeczywiście chce być blisko Boga i Kościoła, i czy zdaje sobie sprawę, że „czynny” homoseksualizm zamyka mu drogę do sakramentów. On dokona wyboru: wóz albo przewóz. Albo traktuje Boga na serio, albo woli pojechać sobie na przejażdżkę życiową.

Kościół chce pomagać takim ludziom. Oby nie brakowało tych, którzy mając takie skłonności, będą stawiali Boga na pierwszym miejscu.

Można potępiać, ale tylko grzech, nie człowieka. Wszyscy potrzebują miłości i współczucia, Kościół nie gardzi nikim.

Sebastian, 21 lat, Marek, 23 lata

Sebastian: Jestem gejem i katolikiem.

Marek: Jestem gejem i ateistą.

Sebastian: Gdybym wtedy do niego nie podszedł, dziś byśmy tu razem nie siedzieli.

Marek: Byłem na imprezie w klubie gejowskim. Tłum. Wszyscy popijają drinki, tańczą. Ja też tańczę, ale sam. Rozglądam się. W końcu podchodzi do mnie Sebastian. Jakoś mnie tam zaczepił. Dokładnie nie pamiętam.

Sebastian: Pewnie nawet nic nie powiedziałem. Po prostu zaczęliśmy tańczyć.

Marek: Wiesz, w ciemnościach nie widać, kto katolik, a kto nie.

Sebastian: Długo tańczyliśmy, z godzinę bez przerwy. Jeszcze na parkiecie zaczęliśmy się całować. Potem usiedliśmy, żeby pogadać.

Marek: O wszystkim. O piłce, o polityce. Przecież wiesz, że ja zawsze dużo gadam o polityce.

Sebastian: O środowisku. Że jest zepsute. Zgniłe. Że praktycznie wszyscy geje w tym mieście się znają. Każdy każdemu obciąga, i tylko o to wszystkim chodzi.

Marek: O chłopaku, którego, jak się okazało, obaj znamy. Przegięta ciota, która każdemu proponuje łóżko.

Sebastian: Potem trochę zasypiałem Markowi na ramieniu. Nie, nie zanudzał mnie. Byłem zmęczony.

Marek: Wyszliśmy na starówkę. Nad rzekę. Tam jest takie miejsce, w dzień włóczy się tam mnóstwo ludzi, w nocy jest pusto. No i wiesz.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama