Gej i krzyż

Tygodnik Powszechny 1/2012 Tygodnik Powszechny 1/2012

Dałem mu różaniec. Nie przyjął. Rozstaliśmy się bez słowa. Następnego dnia sms-ami i mailami dałem mu do zrozumienia, że to koniec.



Sebastian: Trzech dresów szło. Się kapnęli, o co chodzi. Krzyczeli, ale z daleka: cwele, pedały!

Marek: A Seba potem na piechotę wracał do domu. Bał się, ale na szczęście nic się nie stało. Rano miałem kaca, jak cholera. Wziąłem komórkę i napisałem: „To ja. Pamiętasz?”.

Sebastian: Ja nie miałem wielu przed Markiem. W sensie takich na dłużej. Najwyżej krótkie znajomości. Kilka spotkań. Bo większość z tych chłopaków dążyła tylko do jednego, a ja tak nie chcę.

Że jestem gejem, wiedziałem od zawsze. Długo tego nie akceptowałem. Myślałem: może mi przejdzie. Próbowałem coś tam z dziewczynami, ale to nie było to. W końcu sobie powiedziałem: chłopie, inny już nie będziesz.

Zacząłem się spotykać z chłopakami. Umawiałem się przez taki portal randkowy dla gejów. Tam poznałem Bartka. Pochodziliśmy po parku, pogadaliśmy. Raczej on gadał. Potem parę razy nalegał na seks, ale nie chciałem.

Nie, to nie wynika z wiary, tylko z szacunku do siebie.

Poza wami, wiedzą o mnie trzy osoby: kuzynka, kumpel i kumpela.

Z kuzynką było ciężko. Poszliśmy nad jezioro. Kupiłem dużo piwa. Myślałem, że będzie łatwiej. Powiedziałem. Zaakceptowała to.

Marek: O mnie wiedzą prawie wszyscy najlepsi kumple. Przyjaciele, można powiedzieć. Wszyscy reagowali nadspodziewanie dobrze. Tak, ty byłeś pierwszy. Z tobą się dobrze pije.

Słuchaj, ja się wychowałem w bloku. Na osiedlu. Dobrze grałem w piłkę, miałem pozycję. Nie mogłem patrzeć na facetów jakoś inaczej niż jak na kumpli. A zdarzało się, że patrzyłem. To jest tak: ty poznasz ciekawego, interesującego mężczyznę, ale on dla ciebie nigdy nie będzie atrakcyjny. A ja sobie pomyślę: ale zajebisty facet. Tak miałem już w liceum. Potem siedziałem i myślałem, czy ja czasem nie jestem gejem. Ale ja? No gdzie tam!

Miałem dziewczyny. Bardziej mnie pociągało to, że one na mnie lecą, a nie one same. Były jakieś akcje łóżkowe, ale to nie to samo. Możesz zjeść na śniadanie bochenek suchego chleba i się najesz. Ale jeśli do wyboru masz kanapeczki z szynką i pomidorem, to jest różnica.

Sebastian: Wierzę, ale nie praktykuję. Do Kościoła zraził mnie ojciec. Słucha Radia Maryja i wierzy w to, co tam mówią. Kiedyś powiedział: „tych gejów to bym pozabijał, zakopał w dole i zasypał wapnem”. Nic wtedy nie odpowiedziałem.

Z mamą jest spoko. Jakby się o mnie dowiedziała, to by jej było przykro, ale jakoś by to zniosła.

Tak, rodzice chodzą do kościoła regularnie.

Jakoś w technikum zacząłem opuszczać Msze coraz częściej. A jak się zaczęły nauki przedmałżeńskie, to już w ogóle. Bo ksiądz ma mnie uczyć, jak mam z żoną żyć? Nie akceptuję doktryny kościelnej. I nie uważam, że jestem przez to potępiony.

Nie jestem katolikiem drugiej kategorii.

Marek: Kościół nie ma argumentów w dyskusji o AIDS, o antykoncepcji, aborcji, eutanazji. Nie ma oręża. Przez wieki ewoluował wraz ze społeczeństwami. Zmieniał się według potrzeb ludzi. Jest tworzony przez człowieka.

To człowiek wymyślił sobie Boga.

Religia to absurd. Nie potrzebuję tych Mojżeszowych tabliczek, żeby mieć kręgosłup moralny.

Staram się nie krzywdzić. I tyle.

Gadałem z chłopakiem, który studiuje biologię. Mówił, że coraz bardziej przekonuje się, że powstanie i istnienie świata jest dla człowieka niepojęte. „To się w ludzkim umyśle nie mieści, żeby te wszystkie cząsteczki, atomy...” – tak mi mówił. Według niego to wszystko musi być dziełem Boga.

Bzdury gadał.

Masz rację, kiedyś bym tak nie powiedział. W gimnazjum Pismo Święte znałem na pamięć.

Tak byłem wychowany. Mój ojciec to konserwa. Już z nim na tematy światopoglądowe nie gadam.

Mój starszy brat już w wieku 8 lat uważał, że nie wierzy w Boga. To się z nim kłóciłem: „ty jesteś psychiczny”.

Jak była kolęda, to musiał siedzieć w domu, ale jak go ksiądz o coś zapytał, to mówił, że nie wierzy. Kiedyś, jak się z księdzem pokłócił, to wikary aż drzwiami trzasnął. Mama wtedy strasznie płakała.

Pamiętasz: byliśmy w górach, opowiadałem ci, że ojciec kiedyś ostro chlał. Wtedy chodziłem do kościoła, siadałem w ławce i modliłem się. Ale ojciec chlać nie przestawał. Teraz już jest dobrze, ale ja wtedy zwątpiłem.

Książki Hitchensa zacząłem czytać jakoś pod koniec liceum. Obserwowałem brata i jego akcje typu kolęda. Teraz uważam, że religia to opium dla mas.

Nie, apostazji nie dokonam, bo to kilka lat czołgania się z papierzyskami od księdza do księdza.

Sebastian: Czy Bóg jest mężczyzną? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem.

Marek: Gdyby istniał, byłby kobietą. Kobiety uwielbiają gejów.

Patryk, 27 lat

Pytałeś, czego się boję. Odpowiedź nie będzie jednoznaczna.

Boję się chorób. Nie znoszę brudu, bakterii, roztoczy i wirusów.

Boję się tego, że mógłbym się dać zmanipulować. Sam też nie chcę manipulować ludźmi. Nie znoszę narzucać woli innym.

Bardzo, ale to bardzo boję się, że moje plany wezmą w łeb. Jestem katolikiem, więc nie powinienem polegać tylko na sobie, wiem o tym, i staram się praktykować tę cnotę, chociaż to trudne.

Bo jak powiedzieć Panu Jezusowi, że masz ochotę na najnowszego mercedesa, ale nie masz kasy i fajnie by było, gdyby coś wymyślił?

Bardzo się spinam, po czym okazuje się, że albo nie mam siły, albo natchnienia. Albo najzwyczajniej mi się nie chce.

Boję się o to, że mógłbym kogoś skrzywdzić. Nie chcę świadomie i z premedytacją sprawiać komuś przykrości, przysparzać łez, ranić i wyzwalać ból.

Boję się tych ludzi, którzy bardziej umiłowali siebie i pieniądze, a nie dostrzegają swojego ducha.

Boję się zła, które wyniszcza, miażdży, unicestwia, wojuje i udaje, że nie ma z tym nic wspólnego.

Boję się o ludzi. Czy potrafią prawdziwie miłować bliźniego albo po prostu być tolerancyjnymi.

Boję się o dzieciaki. Bo nie chcę, żeby rosły w nienawiści czy zwykłym braku miłości.

No i boję się o to, czy jestem dobrym chrześcijaninem. Czy nie obciążam ducha zbyt dużą ilością kamieni, czyli grzechów.

Boję się o świat. Zależy mi, żeby istniał jako dobro wspólne.

Ale zaczyna to brzmieć jak frazesy z wyborów miss, więc koniec z tym.

A ty? Czego się boisz?

Mariusz Sepioło (ur. 1990 r.) jest studentem politologii, współpracuje z płockim dodatkiem „Gazety Wyborczej”.
 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama