Był wolnym niewolnikiem

Niedziela 22/2012

Czy niewolnik może być wolny? Czy człowiek urodzony w kraju wymazanym z mapy świata może znać smak wolności? Czy więzień może ocalić swoją wewnętrzną wolność? Nie są to pytania retoryczne. Nasuwa je życie sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego

 

Urodził się w niewoli, pod zaborem rosyjskim. Jego metryka spisana została w urzędowym języku zaborcy. Dopiero gdy wieczorny patrol Kozaków popędził na koniach przez Zuzelę w kierunku Nura, w polskich chatach zaczynał się czas wolności.

Domowe lekcje historii

Po latach kard. Stefan Wyszyński wspomina domowe lekcje historii: „Mając lat dziesięć, po raz pierwszy dostałem do ręki w domu mojego ojca książkę ukazującą historię Polski, pod tytułem «Dwadzieścia cztery obrazki». Oczywiście, była to książka zabroniona, nie wolno jej było przechowywać w domu, ale mój ojciec był człowiekiem tak oddanym sprawom Narodu, że narażając się na prześladowanie, nie lękał się uczyć swoich dzieci historii Polski, choćby potajemnie”.

A nocą pan Stanisław Wyszyński zabierał syna do lasu, gdzie naprawiali krzyże powstańców z 1863 r. Tak wychowany, mógł po latach powiedzieć: „Nie myślcie, Najmilsze Dzieci Boże, że wolność spadła nam z nieba, bez wysiłku, bez udziału całego Narodu. Naród w niewoli nie przestał wierzyć w sprawiedliwość Bożą. Ufał nieustannie, cierpliwie, wytrwale: «Przed Twe ołtarze zanosim błaganie, Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!». Ten śpiew, krzyk rozpaczy, nadziei i wiary przebijał niebiosa, mobilizował całą Polskę, rozlegał się w kraju ojczystym i na wygnaniu, w więzieniach i w kopalniach (…).

Modlitwa pełna żywej wiary napełniała wszystkie serca. Dzięki niej Naród nigdy nie zrezygnował z prawa do wolności, nigdy nie powiedział: tracimy nadzieję, wyrzekamy się już wolności”.

Fundamentem wolności w życiu kard. Wyszyńskiego była wiara: „Urodziłem się – wspomina – na styku Podlasia z Mazowszem. Pamiętam do dziś dnia ludzi prostych, których obserwowałem jako chłopiec. Zdumiewająca była ich spokojna, ufna wiara. Tego nie można nazwać żadną miarą niewiedzą religijną, bo z tym się łączy patrzenie w głąb, niemal jakieś mistyczne obcowanie. Ci ludzie widzą to, w co wierzą (…). Obserwatorzy tego nie widzą, ale oni widzą”.

Kto miał możność patrzeć z bliska na życie kard. Wyszyńskiego, nie zaprzeczy, że on wierzył tak, jakby widział, i to naprawdę dawało mu świadomość wolności.

Obrazy z dzieciństwa

Od dziecka miał poczucie godności i niezależności. Wiele razy wspominał wydarzenie z rosyjskiej szkoły w Andrzejewie. Pewnego dnia przyszła do szkoły siostra Stefana i poprosiła nauczyciela, aby go zwolnił, bo ojciec o to prosi. Zanim nauczyciel wyraził zgodę, Stefan był już przy drzwiach. Myślał, że umiera jego ciężko chora matka – pani Julianna Wyszyńska, i chciał biec do domu. Nauczyciel, oburzony, że nie zapytał o zgodę, kazał mu wrócić, mówiąc: „Nigdzie nie pójdziesz”. Stefan odpowiedział: „Właśnie że pójdę. Dziękuję panu za naukę i już nigdy do tej szkoły nie wrócę”.

Stanisław Wyszyński zrozumiał syna, uszanował jego decyzję. Stefan miał wtedy 9 lat. Przez 2 lata uczył się prywatnie w warunkach domowych, a kiedy miał 11 lat, przyjechał do Warszawy do Gimnazjum Wojciecha Górskiego. Był bardzo dumny z tej polskiej szkoły. Z podziwem i wdzięcznością wspominał postać dyrektora szkoły – pana Wojciecha Górskiego. Zapamiętał też „patriotyczne walki” z rosyjskimi chłopcami o pryzmę żwiru w Ogrodzie Saskim. Wrył się w pamięć Stefana potężny sobór (cerkiew) na placu Saskim – znak władzy zaborcy. Po latach stanął w tym miejscu ołtarz podczas wizyty Ojca Świętego Jana Pawła II. Soboru już nie było, ale kard. Wyszyński pamiętał obraz z dzieciństwa: „Pamiętam, że idąc do Saskiego Ogrodu, często przechodziłem koło ogromnego soboru, który był ustawiony tam na polecenie cara, na znak zwycięstwa prawosławia w Warszawie. Taki był właśnie cel wzniesienia soboru, a zwłaszcza wysokiej kołokolnicy (dzwonnicy), która stała przy wylocie ulicy Królewskiej. Jak potężne muszą być drogi Boże, skoro papież Kościoła rzymskokatolickiego sprawował (2 czerwca 1979 r.) Najświętszą Ofiarę w miejscu, gdzie stał ołtarz prawosławnego soboru”.

Kontynuację nauki w Gimnazjum Wojciecha Górskiego w Warszawie uniemożliwiły Stefanowi działania I wojny światowej. Front przesuwający się na wschód odciął połączenie z Warszawą. Kontynuował więc naukę w Łomży, a potem we Włocławku. Zapamiętał dramatyczny obraz pożogi wojennej. Rosjanie, cofając się na wschód, niszczyli wszystko, nie tylko miasta i wsie, palili nawet zboże na polach.

Te wszystkie doświadczenia kształtowały osobowość Stefana, mobilizowały do odpowiedzialności i szukania drogi prawdziwej wolności. Od najwcześniejszych lat życia Stefan wiedział, że ma być księdzem. Kiedy powiedział o tym zamiarze ojcu, ten nie wyraził entuzjazmu. Próbował skłonić syna do ponownego przemyślenia tej decyzji. Stefan jednak nie ustąpił. Przekonał ojca i uzyskał jego błogosławieństwo. Tak kształtowała się wewnętrzna wolność Stefana jako człowieka.

Zafascynowanie katolicką nauką społeczną

Jako kapłan diecezji włocławskiej troszczył się gorliwie o losy robotników, o ich prawa i wolność społeczną. W latach trzydziestych XX wieku współpracował z Chrześcijańskimi Związkami Zawodowymi i Uniwersytetem Robotniczym we Włocławku. Prowadził wykłady z katolickiej nauki społecznej. Odważnie mówił o błędach kapitalizmu, ale ostrzegał też przed złudzeniem, że komunizm przyniesie sprawiedliwość i wolność. Ks. prof. Wyszyński był przygotowany do tej działalności. Już na pierwszym roku seminarium przeczytał „Kapitał” Marksa. Na KUL-u oprócz studiów na Wydziale Prawa Kanonicznego uczęszczał na wykłady na sekcji społeczno-ekonomicznej, zafascynowany nauką prof. Antoniego Szymańskiego, twórcy nowej dyscypliny wiedzy, a mianowicie katolickiej nauki społecznej. Po studiach podczas rocznej podróży naukowej po krajach Europy Zachodniej śledził działalność społeczną Kościoła. We Włocławku nazywany był „czerwonym profesorem”. Nie zrażał się przeciwnościami, wierny swoim przekonaniom społecznym, pracował z wiarą, że możliwy jest na ziemi ład przeniknięty duchem Ewangelii. To doświadczenie bardzo mu się przydało później, gdy został prymasem Polski.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...