Radości nam nie brakuje

La Salette. Posłaniec Matki Boskiej Saletyńskiej 1/2013 La Salette. Posłaniec Matki Boskiej Saletyńskiej 1/2013

Podejmujemy takie prace, jakie są w tym momencie możliwe, jakie się uda zdobyć. Teraz nie jest to prosta sprawa, trzy miesiące szukałam roboty, którą mogłabym pogodzić z życiem wspólnoty i modlitwą. Rozumiem ludzi poszukujących pracy, bo mam za sobą tyle czasu szukania w Internecie, w gazecie, nawet przyklejania ulotek na słupie. Pierwszy raz doświadczyłam, jakie to trudne szukać pracy. A przy okazji doświadczyłam, że jak się już znajdzie zajęcie, to pracodawcy mają takie wymagania, że niemożliwe jest pracować i funkcjonować normalnie

 

Małe siostry Jezusa są wielu osobom nieznane. Gdzie w Polsce znajdują się wasze wspólnoty?

s. Krystyna: Obecnie mamy ich sześć: w Krakowie, Warszawie, Częstochowie, Szczecinie i Machnowie, a w Pewli Małej jest wspólnota adoracyjna.

Zwykłe mieszkanie w blokowisku na Nowej Hucie. Czy wszędzie tak wyglądają wasze „klasztory”?

s. Krystyna: W miastach mieszkamy zazwyczaj w bloku lub kamienicy, a na wsiach w zwykłych domkach. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz jako młoda dziewczyna przyjechałam do Częstochowy, to oczywiście ominęłam dom małych sióstr. Miałam tak mocno zakodowane w głowie tradycyjne wyobrażenie sióstr i klasztoru, że nawet przez myśl mi nie przeszło, że ten domek jest miejscem, którego szukam. Przeszłam dalej, dopiero po chwili jakaś pani, którą zapytałam po drodze o numer domu, kazała mi zawrócić.

Za to życie, jak na siostry, macie niezwykłe.

s. Krystyna: Nie wiem, jak je nazwać... Formą naszego życia jest Nazaret. Ze względu na brata Karola, który zachwycił się Jezusem z Nazaretu próbujemy odnaleźć sposób, jak dzisiaj żyć Nazaretem. Miejsca, w których mieszkamy są konsekwencją tego wyboru. Nazaret to była zwykła wioska, Jezus żył w sposób prosty, wśród sąsiadów mieszkających w pospolitych domkach. Dla nas Nazaret to bycie bardzo blisko ludzi, to życie podobne do ich egzystencji, zarówno w warunkach mieszkalnych, jak i w warunkach pracy.

s. Teresa: W Krakowie zamieszkałyśmy w tym bloku dlatego, że nasza założycielka bardzo chciała, żeby w czasach komunistycznych małe siostry dzieliły los robotników i również pracowały w Hucie im. Lenina. Siostra Magdeleine chciała – właśnie w Nowej Hucie, uważanej przez wielu za „miasto bez Boga” – byśmy poszły do ludzi i między nimi mieszkały. Pragnęła, żebyśmy były promieniującymi ognikami miłości, mówiącymi, że Bóg kocha wszystkich tych opuszczonych ludzi.

Teraz w Krakowie nie ma Huty im. Lenina. Jakie więc prace podejmujecie?

s. Elżbieta: Podejmujemy takie prace, jakie są w tym momencie możliwe, jakie się uda zdobyć. Teraz nie jest to prosta sprawa, trzy miesiące szukałam roboty, którą mogłabym pogodzić z życiem wspólnoty i modlitwą. Rozumiem ludzi poszukujących pracy, bo mam za sobą tyle czasu szukania w Internecie, w gazecie, nawet przyklejania ulotek na słupie. Pierwszy raz doświadczyłam, jakie to trudne szukać pracy. A przy okazji doświadczyłam, że jak się już znajdzie zajęcie, to pracodawcy mają takie wymagania, że niemożliwe jest pracować i funkcjonować normalnie. Teraz znalazłam pracę na 4 dni w tygodniu do pomocy przy trójce małych dzieci. Dla życia wspólnotowego jest to dobre, bo mogę dopasować godziny pracy do innych zakonnych zajęć.

s. Krystyna: Siostra Ewa, której dzisiaj nie ma z nami, opiekuje się starszą panią. Swojej pracy też szukałam parę dobrych miesięcy. Teraz jestem dozorczynią, moim zadaniem jest sprzątanie klatek schodowych na jednym z osiedli, niedaleko stąd. Szukamy tego typu prostych prac fizycznych, które sytuują nas wśród ludzi biedniejszych.

A gdyby ktoś wam zaproponował stanowisko kierownicze?

s. Teresa: Z zasady nie podejmujemy prac na stanowiskach kierowniczych, nauczycielskich czy wychowawczych. To jest konsekwencja naszego wyboru, że chcemy przynależeć do świata ludzi ubogich i żyć z nimi w prostych, zwyczajnych relacjach.

Ale jeśli się przynależy do świata ludzi ubogich, to doświadcza się pewnych braków. Czy macie takie doświadczenie?

s. Elżbieta: Bez dwóch zdań, non stop czegoś brakuje. Pieniądze mamy małe, liczymy od złotówki do złotówki, nieraz brakuje nam na kilka dni do przodu.

s. Teresa: Liczymy wtedy, która pierwsza przyniesie kilka złotych, bo na przykład siostra Ewa dostaje wypłatę po tygodniu, a moja emerytura przychodzi pod koniec miesiąca.

Wielu ludzi doświadcza braku pracy i pieniędzy, ale często w takich sytuacjach mają pretensje wobec świata i Boga. Patrząc na wasze twarze, radosne pomimo ewidentnych braków, zastanawiam się, skąd czerpiecie siłę do życia.

s. Krystyna: Myśmy dokonały wyboru. Przypomina mi się pewna sytuacja z Ostrowca Świętokrzyskiego, gdzie pracowałam w domu opieki jako salowa. Personel w większości stanowiły kobiety, które brały tę pracę, bo nie znalazły innej. Któregoś dnia jeden z mieszkańców, człowiek sparaliżowany, powiedział mi wprost: – Krynia – bo tam się tak mówiło – ty tu przyszłaś, bo chciałaś tu przyjść, to był twój wybór, a inni tu przyszli, bo musieli. – Oczywiście, że możemy przeżywać ciężkie chwile, może być trudno, możemy być złe, w różnych dołach, ale generalnie poszłyśmy za naszym pragnieniem, myśmy tak chciały. A druga rzecz, która daje siłę, żeby stawić czoła bardzo trudnej codzienności, to bez wątpienia więź z Panem Bogiem. To jest główne źródło mojego szczęścia na ziemi. Nie wyobrażam sobie, jak można prowadzić życie tak trudne, jakie jest teraz w Polsce, kiedy się nie ma więzi z Panem Bogiem.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama