Blaski i cienie Wielkiego Jubileuszu

Więź 1/2013 Więź 1/2013

Jubileusz był – można rzec – masową imprezą. Oblicza się, że Wieczne Miasto i Asyż odwiedziło w sumie 25 milionów pielgrzymów. Ich bezpieczeństwa pilnowało ponad 20 tysięcy policjantów oraz 70 tysięcy wolontariuszy włoskich i cudzoziemskich. Rekord frekwencji padł 19 sierpnia na kampusie uniwersyteckim Tor Vergata – dwa miliony uczestników Światowego Dnia Młodzieży.

 

Cezary Gawryś: W szóstym roku twojej pracy jako ambasadora w Watykanie przypadł Wielki Jubileusz 2000[1]. Musiał to być dla ciebie czas szczególnie trudny? W Rzymie mnóstwo się działo, niemal każdy tydzień przynosił ważne wydarzenia z udziałem Jana Pawła II, a w Polsce trwała kampania prezydencka, zakończona reelekcją Aleksandra Kwaśniewskiego...

Stefan Frankiewicz: Rzeczywiście, był to dla mnie niełatwy rok. Obliczono, że w różnych wydarzeniach Wielkiego Jubileuszu uczestniczyło około pół miliona pielgrzymów z Polski. Były też wydarzenia specyficznie polskie, jak kanonizacja siostry Faustyny, beatyfikacja zamordowanych przez Niemców sióstr nazaretanek z Nowogródka czy polska pielgrzymka narodowa. Miałem więc na głowie wielu ważnych gości. Pamiętam, że kiedy wkrótce po zakończeniu Wielkiego Jubileuszu rozmawiałem z papieżem, podziękowałem mu najpierw za wszystkie wątki polskie, po czym pozwoliłem sobie na żartobliwą uwagę: „Ojcze Święty, dobrze, że był ten rok jubileuszowy. Ale dobrze, że się już wreszcie skończył”.

Gawryś: I jak papież na to zareagował?

Frankiewicz: Śmiał się. […]

Jubileusz był – można rzec – masową imprezą. Oblicza się, że Wieczne Miasto i Asyż odwiedziło w sumie 25 milionów pielgrzymów. Ich bezpieczeństwa pilnowało ponad 20 tysięcy policjantów oraz 70 tysięcy wolontariuszy włoskich i cudzoziemskich. Rekord frekwencji padł 19 sierpnia na kampusie uniwersyteckim Tor Vergata – dwa miliony uczestników Światowego Dnia Młodzieży. W sumie odbyło się w Rzymie około trzech tysięcy masowych spotkań i manifestacji religijnych. Telewizja włoska poświęciła im blisko 400 godzin, a transmisje z Rzymu zgromadziły przed telewizorami na całym świecie miliard siedemset milionów osób.

Gawryś: Imponujące liczby, ale Wielki Jubileusz był chyba czymś więcej niż jedynie masowymi spotkaniami?

Frankiewicz: Choć nie brakowało wtedy głosów, że Jubileusz to manifestacja kościelnego centralizmu i potęgi Rzymu, dla wielu ludzi była to na pewno ważna lekcja powszechności Kościoła i postrzegania chrześcijaństwa w kategoriach globalnych. Ale jednocześnie masowy charakter imprez nie pomagał chyba w skupieniu się na tym, co najważniejsze. Za tym mnóstwem wydarzeń o charakterze liturgicznym czy pielgrzymkowym krył się przecież wielki zamysł papieża Wojtyły. Chodziło mu o duchowe poruszenie świata. Jan Paweł II wyraźnie poszerzał adresata Wielkiego Jubileuszu, wskazując na historyczną rolę chrześcijaństwa w świecie. Zwracał uwagę, że ten jubileusz w jakiś sposób dotyczy wszystkich. Że ma nie tylko wymiar katolicki, ale też ekumeniczny, a nawet uniwersalny.

Gawryś: W jakiej mierze udało się zrealizować ten ambitny plan?

Frankiewicz: Jak wiadomo, apel Jana Pawła II pod adresem najbogatszych państw świata o anulowanie długów krajom najbiedniejszym nie został na większą skalę podjęty. Papież przegrał tu w konfrontacji z interesami wielkiej polityki. Podobnie było z apelem o amnestię, uwolnienie więźniów i rezygnację z wykonywania kary śmierci. To wszystko zostało właściwie na papierze. Ale daleko smutniejsze było fiasko jego zamiarów ekumenicznych. Nie doszło do planowanego spotkania panchrześcijańskiego. Z dokumentów poprzedzających Wielki Jubileusz można wyczytać, że papież wiązał z Jubileuszem duże nadzieje, oczekując na postęp w praktycznym zbliżeniu podzielonych chrześcijan. W maju 1995 roku w Skoczowie, podczas spotkania z przedstawicielami Kościoła ewangelicko-augsburskiego, Jan Paweł II wyraził śmiałe oczekiwanie: „Kościół czuje się dzisiaj przynaglony przez swojego Mistrza do wzmożenia wysiłków ekumenicznych, aby rok 2000 zastał nas, jeśli nie zjednoczonych całkowicie, to przynajmniej mniej podzielonych”.

Już otwarcie Drzwi Świętych wspólnie przez trzech przywódców kościelnych ­– katolickiego, prawosławnego i anglikańskiego – było na wstępie dobrą zapowiedzią. Protestanci jednak wycofali się ze wspólnych obchodów, na znak protestu przeciwko lansowaniu przez Kościół katolicki odrzuconej przez reformację instytucji odpustów. Przede wszystkim zaś ekumeniczny wymiar obchodów Wielkiego Jubileuszu został zakłócony przez ogłoszenie 5 września 2000 r. deklaracji Kongregacji Nauki Wiary Dominus Iesus, w której zostało dobitnie powiedziane, że inne wielkie religie mają istotne braki i tylko chrześcijaństwo dysponuje pełnią środków zbawienia. A ściślej biorąc, tylko Kościół katolicki.

Wspólnota żydowska – głęboko dotknięta wymową dokumentu deprecjonującego w ich odczuciu judaizm, a także z powodu beatyfikacji Piusa IX, oskarżanego o nieprzychylny stosunek do Żydów – odroczyła bezterminowo planowany w ramach Jubileuszu Dzień Dialogu Chrześcijańsko-Żydowskiego, który miał się odbyć 3 października. Tullia Zevi, przewodnicząca komisji do relacji zewnętrznych Kongresu Żydów Europejskich oświadczyła, że „po optymizmie, jaki budziły dotychczasowe postępy dialogu żydowsko-chrześcijańskiego, przyszedł zimny prysznic”. Prawosławni, anglikanie i protestanci uznali ze swej strony dokument Dominus Iesus za „krok wstecz” na drodze ekumenizmu.

Gawryś: Zastrzeżenia i wątpliwości wyrażali nie tylko protestanci czy Żydzi. Krytyka i słowa pełne rozgoryczenia wyszły również od teologów katolickich, takich jak bp Walter Kasper, sekretarz Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan.

Frankiewicz: A także od wybitnych hierarchów. Ówczesny arcybiskup Mediolanu kard. Carlo Maria Martini powiedział wręcz, że ton deklaracji Dominus Iesus stwarza ryzyko zahamowania dialogu międzyreligijnego i ekumenicznego. A kard. Edward Cassidy, przewodniczący Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan – który jako Australijczyk wolny był od kościelnego europocentryzmu – stwierdził, że zarówno moment ogłoszenia dokumentu, jak i jego język to pomyłka. Dodał znaczące zdanie: „To nie papież Wojtyła podpisał deklarację Dominus Iesus, on podpisał encyklikę Ut unum sint”.

 


[1] Fragmenty wywiadu rzeki ze Stefanem Frankiewiczem, który ma się ukazać wkrótce w Bibliotece WIĘZI.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama