Afryka w centrum uwagi Kościoła i świata

Świat interesuje się Afryką, chociaż zbyt często wiadomości w mediach na jej temat pozostawiają dużo do życzenia – nierzadko próbuje się banalizować argumenty dotyczące tego kontynentu. Niedziela, 25 października 2009



Włodzimierz Rędzioch: – Dlaczego w 2009 r. Afryka stała się przedmiotem szczególnego zainteresowania zarówno Kościoła, jak i światowych potęg?

Ks. Giulio Albanese:
– Zwycięstwo Baracka Husseina Obamy juniora w wyścigu do Białego Domu przejdzie do historii jako rehabilitacja dumy afroamerykańskiej. To zrealizowanie się snu, który przywołuje na myśl słowa (I have a dream...) Martina Luthera Kinga, pastora baptystów, laureata Pokojowej Nagrody Nobla, zamordowanego w 1968 r., dlatego że domagał się równości między białymi i czarnymi obywatelami Ameryki. Nadzieje, które ludzie pokładają w nowym prezydencie, są wielkie, przede wszystkim w Afryce, bo w żyłach Obamy płynie krew plemienia Luo – grupy zamieszkującej kenijski brzeg Jeziora Wiktorii, do którego przynależał jego ojciec.

Obecny prezydent jest jednak Mulatem – urodził się w Honolulu na Hawajach z relacji między Amerykanką Ann Dunham i Kenijczykiem Barackiem Husseinem Obamą seniorem – dlatego jego wybór stanowi niejako obalenie uprzedzenia rasowego, które przez wieki stało na przeszkodzie w relacjach między Północą i Południem świata. To tłumaczy, dlaczego właśnie w Afryce najbardziej świętowano wybór Obamy (byłem tego świadkiem w Etiopii i w Kenii).

Z punktu widzenia kościelnego, rok 2009 jest prawdziwym rokiem Afryki – najpierw Benedykt XVI odwiedził Kamerun i Angolę, a obecnie w Watykanie trwa Synod Biskupów poświęcony Afryce. Dla Benedykta XVI była to piewsza podróż apostolska na ten kontynent, co pozwoliło mu lepiej poznać afrykańską rzeczywistość. Poprzednia wizyta Papieża na kontynencie afrykańskim miała miejsce prawie 15 lat temu (w 1995 r. Jan Paweł II odwiedził Kamerun, Południową Afrykę i Kenię).

Świat interesuje się więc Afryką, chociaż zbyt często wiadomości w mediach na jej temat pozostawiają dużo do życzenia – nierzadko próbuje się banalizować argumenty dotyczące tego kontynentu.

Warto dodać, że kryzys finansowy, który dotkął Zachód, ma szczególne reperkusje w Afryce – jest ona jego największą ofiarą: obniżyły się ceny surowców, nastąpił gwałtowny spadek inwestycji zagranicznych i pomocy na rzecz rozwoju (w Afryce niektóre państwa w swym budżecie biorą pod uwagę pomoc międzynarodową, która może stanowić aż 30 proc. budżetu). Z tego powodu Afryka zaczęła się znowu zadłużać.

– Dlaczego prezydent Obama nie wybrał na cel swojej wizyty kraju ojca – Kenii, która była kiedyś uznawana za przykład demokracji i dobrego zarządzania, lecz Ghanę?

– Dzisiaj, patrząc z punktu dobrego zarządzania, Ghana jest bez wątpienia państwem najbardziej rozwiniętym. Demokracja umocniła się szczególnie za prezydentury Johna Kufuora. Poza tym Ghana jest sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Chociaż należy wyjaśnić, że przemówienie wygłoszone w tamtejszym parlamencie było skierowane do całego kontynentu. Obama chce nadać nowy impuls polityce amerykańskiej w Afryce po latach nieobecności tam USA za prezydentury Busha.

– Mówi Ksiądz o nieobecności Ameryki w Afryce za poprzedniej prezydentury, a przecież Bush wiele podróżował po Afryce…

– To prawda, że Bush odbył wiele podróży do Afryki i obiecywał pomoc, ale nie udało mu się powstrzymać ekspansji Chińczyków. Można nawet powiedzieć, że za jego prezydentury Afryka stała się żółta.

– Wróćmy jednak do Obamy. Nowy prezydent amerykański w sposób nieco patetyczny mówił o swoich związkach z Afryką („w moich żyłach płynie afrykańska krew”), lecz co w praktyce będzie mógł zrobić dla niej ten „afrykański” prezydent USA?

– Odkładając na bok retorykę, uważam, że Obama będzie kontynuował politykę Billa Clintona – prezydenta, który jak żaden inny przywódca amerykański interesował się Afryką. Obama ponownie lansuje wypracowany przez Clintona plan współpracy bilateralnej z krajami afrykańskimi, zwany AGOA; potwierdził zasadę Clintona: „Handel, a nie pomoc” (trade, not aid) i chce – ze względów geopolitycznych – odzyskać przywództwo Stanów Zjednoczonych w Afryce (nie zapominajmy, że kontynent ten jest wielką kopalnią, która na dodatek „pływa” na ropie naftowej). Dlatego uważam, że na razie Obamy nie można uznać za dobroczyńcę Afryki, jak czasami ktoś myśli. Jest on raczej jej partnerem.




«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...