Zawód: biblista

W zajmowaniu się Biblią można wyróżnić dwa poziomy. Pierwszym jest czytanie, rozumienie i objaśnianie Biblii, która odzwierciedla określone uwarunkowania historyczne, geograficzne, społeczne, obyczajowe i religijne. Drugi polega na odczytaniu jej przez biblistę jako człowieka osadzonego we współczesności i żyjącego wiarą Kościoła. eSPe 65/2003


ŻYĆ PISMEM ŚWIĘTYM

N.P.: Dlaczego Ksiądz został biblistą? Czy to jest zawód czy powołanie?

W.Ch.: Myślę, że najpierw jest to powołanie, które staje się zawodem; zawodem w najlepszym tego słowa znaczeniu. Zostałem biblistą, bo zawsze chciałem nim być. Od czasu podjęcia studiów teologicznych, zawsze mnie Pismo Święte interesowało. Czytałem Pismo Święte, kiedy byłem małym dzieckiem (w wieku jedenastu–dwunastu lat), oczywiście wtedy jeszcze nawet nie wiedziałem, że istnieje biblistyka (był to początek lat sześćdziesiątych). Przeświadczenie, że jest to bardzo ciekawa dziedzina, utrwaliło się we mnie podczas studiów w seminarium duchownym. Chociaż w seminarium byłem skupiony głównie na Nowym Testamencie, wiedziałem, że tym, co mnie bardziej interesuje jest Stary Testament. Na niego zorientowałem studia w Rzymie i Jerozolimie. Zwłaszcza pomocne były studia w Jerozolimie na Uniwersytecie Hebrajskim, które umożliwiały dokładniejsze, lepsze poznanie języka hebrajskiego, kultury hebrajskiej, realiów Palestyny, co sprzyjało, aby Stary Testament poznawać lepiej i głębiej.

N.P.: Czy nie zdarzyło się kiedyś, że żałował Ksiądz wyboru kierunku studiów?

W.Ch.: Nigdy nie żałowałem i nigdy nie było takiego momentu, żebym się zachwiał. Sama Biblia jest ciekawa, a studia nad Biblią są wręcz porywające. Kiedy byłem w Rzymie czy w Jerozolimie mogłem tylko żałować, że dzień jest za krótki na to, by czytać więcej; że pobyt w bibliotece jest ograniczony. Co więcej, z roku na rok rosło poczucie satysfakcji, zadowolenia, czy wręcz głębokiej radości, że robię to, co lubię – im bardziej człowiek jest starszy, tym bardziej jest to poczucie spełnionego życia. Dlatego nie tylko nie żałuję, ale nie wyobrażam sobie życia innego niż to, które wybrałem i które prowadzę.

N.P.: Czy mógłby Ksiądz opowiedzieć o spotkaniu związanym z Pismem Świętym, które najbardziej utkwiło Księdzu w pamięci?

W.Ch.: Oczywiście był to pierwszy wyjazd do Ziemi Świętej. Pismo Święte żyło we mnie, na długo zanim pojechałem do Ziemi Świętej i Ziemia Święta we mnie żyła, na długo zanim pojechałem do Palestyny. Ale można powiedzieć, że do czasu pierwszego kontaktu z Ziemią Świętą Pismo Święte było rodzajem złotej legendy albo opowiadań o krainie i kraju, które może gdzieś istnieją, ale jak one wyglądają, tego nie wiemy.

Naprawdę z bijącym sercem leciałem z Warszawy do Bukaresztu – to był 5 lipca 1979 rok – a następnie z Bukaresztu do Tel Awiwu. Pamiętam, że na pokładzie samolotu leciała grupa sowieckich jeszcze wtedy Żydów i gdy samolot zbliżył się do Ziemi Świętej (pogoda była znakomita), zaczęli śpiewać tradycyjną żydowską pieśń. Dla nich Ziemia Święta była spełnieniem marzeń, które nosili w sobie od początku, ale dla mnie – też. Nie mogłem śpiewać żydowskiej pieśni ze zrozumiałych względów, ale była we mnie pieśń głęboko chrześcijańska, która z tą Ziemią Świętą się wiązała.

Pamiętam do dziś uderzenie gorącego powietrza, kiedy wyszedłem z samolotu, i zapach Ziemi Świętej. Najlepszym komentarzem do Biblii stawało się właśnie powolne, ale bardzo ubogacające, spotkanie z Ziemią Świętą. To było najważniejsze. Od tamtej pory Pismo Święte zaczęło dla mnie żyć w nowy sposób. Biblijne wydarzenia zaczęły się odtąd kojarzyć z biblijnymi miejscami.
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama