Most miłosierdzia

Współczesne społeczeństwo jest bardzo zranione, niezrównoważone, zdezorientowane. Oddala się od Boga, gubi sens życia, zatraca jego smak, bo tylko Jezus może dać pełnię życia. Dlatego potrzeba znaków miłosierdzia. W drodze, 10/2008



W jaki sposób rozpoczęła się wasza droga posługiwania charyzmatami?

EP: Musieliśmy się odważyć na to, by zacząć wszystko od początku. Miałem wtedy 45 lat, Antonello 48. Żyliśmy we wspólnocie ukierunkowanej na pomoc ubogim, podobnej trochę do tej założonej przez Matkę Teresę. To była dobra wspólnota, nie mieliśmy jednak tyle wolności, żeby rzucić się w nurt nowej ewangelizacji.

Większość czasu spędzaliśmy w klasztorze, zajmując się domem, ogrodem, administracją. Nie widzieliśmy nędzy ludzi, choć była ona na wyciągnięcie ręki. Czuliśmy potrzebę bycia bliżej ubogich. Na ulicach ludzie umierali z głodu, a my nie mogliśmy ich przyjąć i posadzić z nami przy wspólnym stole. Nie żyłem w zgodzie z własnym sumieniem. Myślałem: „Moja babcia była osobą świecką, a przyjmowała ubogich w swoim domu. A ja, który poświęciłem całe swoje życie dla drugiego człowieka, nie mogę uczynić tego samego?”. Budziło to we mnie duchowy niepokój.

Spotkałem kiedyś na ulicy chłopca, który błagał mnie: „Zabierz mnie z tego życia”. On płakał, a ja nie mogłem go przyjąć do mojego domu. Inny bezdomny mówił: „Pukałem do drzwi wielu klasztorów i domów prowadzonych przez osoby duchowne, ale nigdzie nie było dla mnie miejsca. Oni mnie przyjęli”. „Oni” to była prostytutka i alkoholik. W tym momencie usłyszałem słowa Jezusa, który mówił: „Grzesznicy i prostytutki wejdą przed wami do królestwa niebieskiego”. Czułem wtedy, że w życiu konsekrowanym Ewangelię zastępują słowa, które Jezus słyszał od faryzeuszy i którym z taką siłą się przeciwstawiał.

Za zasłoną życia konsekrowanego i kapłańskiego stwarzamy sobie spokojne życie, podczas gdy naszym pokojem jest utrata własnego, ziemskiego pokoju dla pokoju Chrystusa. Zastąpiliśmy reguły ostrożnością, podczas gdy Jezus chce od nas chrześcijańskiego szaleństwa.

Przez sześć lat staraliśmy się zaszczepić te wartości w naszej wspólnocie. Chcieliśmy, by otworzyła się ona bardziej na ubogich, na charyzmaty i na nową ewangelizację. Jednak posługiwanie charyzmatami było traktowane jako brak zrównoważenia, chęć zwrócenia na siebie uwagi, rodzaj fanatyzmu. Z drugiej strony podczas nabożeństw słyszeliśmy krzyki wokół nas, ludzie zapadali w spoczynek w Duchu Świętym, widzieliśmy zmiany, jakie w nich zachodziły. Zrozumieliśmy, że dla naszych przełożonych byliśmy ciężarem, uwieraliśmy jak kamyk w bucie. W końcu sami zaproponowali nam, byśmy sprawdzili, czy Bóg nie chce od nas czegoś innego.

Nasi ojcowie duchowi pomogli nam rozeznać, że nadeszła pora, aby zrobić pierwszy krok. Poprosiliśmy o zgodę na życie przez miesiąc poza wspólnotą. Potem poprosiliśmy o rok. Kilka osób zwróciło się do nas z prośbą o możliwość dzielenia z nami nowej drogi życia. Na początku roku 2000 zrodziła się nowa, mała, uboga wspólnota, która nazywa się Przymierze Miłosierdzia. Jest to wspólnota najmniejszych. Bóg powołuje nas, by „zbierać” tych, dla których przyszła ostatnia godzina ratunku: kryminalistów, narkomanów, dzieci porzucone na ulicy.




«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama