Przy Nim każdy dzień był piękny

Nie sądziłem, że dane mi będzie być przy Nim właśnie wtedy, w tych ostatnich godzinach. Nie da się opowiedzieć, co czuje człowiek, który zawsze starał się stać w cieniu i nie przeszkadzać swoim aparatem, a tu nagle, w takiej chwili, Papież właśnie o nim sobie przypomina i woła go do siebie na ostatnią audiencję… Przewodnik Katolicki, 1 kwietnia 2007




2 kwietnia 2005 roku - co się pamięta z perspektywy dwóch lat, które minęły od chwili, gdy Ojciec Święty Jan Paweł II powrócił do domu Ojca?

– Ten dzień był rzeczywiście szczególny. Rano, gdy zostałem poproszony o przyjście do papieskich apartamentów, jeszcze nie wiedziałem, jaki jest stan zdrowia Ojca Świętego.

Gdy przybyłem na miejsce, ks. Stanisław poprowadził mnie prosto do łóżka, na którym spoczywał Ojciec Święty. Leżał obrócony na lewy bok, z przymkniętymi oczami. Kiedy znaleźliśmy się blisko łóżka, ks. Stanisław powiedział coś po polsku. Od razu zrozumiałem, że to musiało znaczyć: „Arturo jest tutaj”. I właśnie wtedy Ojciec Święty poruszył głową i spojrzał na mnie takim wzrokiem, jakiego nie da się zapomnieć. Tak słodkim, tak radosnym, że zamilkłem i nie mogłem wydobyć z siebie ani słowa. Powiedziałem chyba tylko „Ojcze Święty, to ja, Twój Arturo”. Wtedy mnie pobłogosławił, zrobił mi krzyż na czole, delikatnie pogłaskał, powtórzył kilka razy „dziękuję” i odwrócił się w drugą stronę.

To była straszna chwila. Było już wtedy widać, że jest w zupełnie innym miejscu i czeka na dużo ważniejsze spotkanie.

Trudno to wszystko opowiedzieć. Dla mnie to ostatnie spotkanie było czymś niezwykłym. Zupełnie niespodziewane zamknięcie tych dwudziestu siedmiu lat, które spędziłem u boku Ojca Świętego, ale zarazem coś nadzwyczajnego. Nie sądziłem, że dane mi będzie być przy Nim właśnie wtedy, w tych ostatnich godzinach. Nie da się opowiedzieć, co czuje człowiek, który zawsze starał się stać w cieniu i nie przeszkadzać swoim aparatem, a tu nagle, w takiej chwili, Papież właśnie o nim sobie przypomina i woła go do siebie na ostatnią audiencję…

To jest niezwykłe wspomnienie ostatniego spotkania z Ojcem Świętym. A jak wyglądało pierwsze?

– Tu trzeba się mocno cofnąć w czasie. Bardzo dobrze znałem kard. Wyszyńskiego. W czasie Soboru Watykańskiego II ksiądz kardynał przedstawił mnie biskupowi Wojtyle. Już wtedy dało się zauważyć, że był to człowiek, który przewyższał wielu swoimi zdolnościami i wiedzą, a jednocześnie gotowy był do zwyczajnej, prostej rozmowy. Wojtyła robił na mnie wówczas wrażenie kogoś, kto jest jakby o krok dalej niż wszyscy inni…
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...