Czas próby, czas nadziei

W opisie "polskiego kwietnia" na nic się zdały kategorie Kościoła otwartego i zamkniętego. Takich Kościołów nie było. Tygodnik Powszechny, 19/2005

W opisie tego, co wydarzyło się podczas "polskiego kwietnia", na nic się zdały kategorie Kościoła otwartego i zamkniętego, konserwatywnego i liberalnego. Na nic się zdały, bo takich Kościołów nie było.

"Być może wielu z nas narzekało, że żyjemy w trudnych czasach. Tymczasem trzeba raczej dziękować Bogu, bo błogosławieństwem było żyć w czasach Jana Pawła II" - takie mniej więcej słowa usłyszałem w kazaniu wygłoszonym podczas jednej z tych Mszy, gdzie żałoba mieszała się z wdzięcznością. Trzeba się zgodzić z kaznodzieją. Jan Paweł II był i jest - jak to określił kard. Joseph Ratzinger, dziś papież Benedykt XVI, we Mszy św. poprzedzającej konklawe - “wielkim darem”. I chociaż w trakcie pontyfikatu przeżywaliśmy jubileuszowy rok łaski, to zdaje się, że dopiero w ostatnich dniach pontyfikatu Jana Pawła II i tuż po jego śmierci doznaliśmy łaski w wymiarze wymykającym się ludzkiemu opisowi.

W "Pamięci i tożsamości" Jan Paweł II napisał, iż odkupienie jest "zwycięstwem zadanym człowiekowi". Można powiedzieć, że zadane są nam także błogosławieństwo i łaska. Wszyscy wiemy, że są one z gatunku tych darów, które nosi się w glinianych naczyniach. Łatwo je utracić, zniszczyć. Mówi się wiele o kapitale świętości, który w ostatnich dniach obudził się w ludziach, zwłaszcza młodych. Ten kapitał to jak talent, który został włożony w ręce Kościoła, aby go pomnażał. Mnożą się już prorocy, którzy głoszą, że Kościół powierzony mu talent tego niezwykłego przebudzenia polskiego społeczeństwa zakopie w ziemi. Byłby wówczas winny wielkiego grzechu zaniedbania. Czy rzeczywiście nie potrafimy puścić w ruch tego świętego kapitału? Czy łaska i błogosławieństwo okażą się dane nam na zmarnowanie?

Co się z nami stało?

Socjologowie i psychologowie społeczni przyznają, iż to, co się stało, wymyka się uznanym kategoriom opisu. Ogromu ludzkiej mobilizacji nie da się wytłumaczyć psychologią tłumu, bo przecież nie z bezrozumnym tłumem mieliśmy do czynienia. Owszem, w białych marszach szli także ci, którzy zostali przezeń porwani przypadkiem, co usprawiedliwiało ich zachowanie nie zawsze licujące z powagą sytuacji. Inni dołączali do maszerujących ludzi i stawiali znicze na ulicach Jana Pawła II ze świadomością, iż nie wolno przeoczyć bodajże największego wydarzenia, w jakim dane im było uczestniczyć. Dookoła dzieje się historia, wypadałoby więc stać się jej aktorem, by mieć co opowiadać wnukom.

Zdaje się jednak, że to tylko marginalia. Tym, co dominowało, było mniej lub bardziej religijne uniesienie. “Społeczeństwo w stanie chwilowej, rzecz jasna, świętości” - jak skonstatował Wiktor Osiatyński. Wiara wyrwała się z przestrzeni serca i ołtarza, a wdarła się w przestrzeń publiczną: na ulice, place, do szkół, gazet i - co najbardziej spektakularne - do telewizji. Bez kategorii wiary nie daje się opisać “polskiego kwietnia”. Jeśli bowiem nawet ktoś nie wierzy, i swoich sentymentów, wdzięczności czy szacunku wobec osoby Zmarłego nie uzasadnia religijnymi kategoriami, to przecież samego Jana Pawła II inaczej opisać się nie da. Fenomen wiary tego człowieka staje ostatecznie u źródła i pominąć go nie sposób. Nawet jeśli mówić o Papieżu jako tym, który obalił komunizm i pchnął Polaków do wolności, to jak inaczej niż w perspektywie wiary zrozumieć wielokrotnie w tych dniach przytaczane papieskie słowa: “Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi”.
 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...