Benedykt intymny

Każdego geniusza otacza za życia jakaś tajemnica. A Joseph Ratzinger jest jednym z nich. Tygodnik Powszechny, 10 sierpnia 2008



Magdalena Rittenhouse: Skąd pomysł na tę książkę?

Brennan Pursell: Z miłości. Z miłości do mojej rodziny, do poszukiwania prawdy, do Kościoła katolickiego i do jednego z najwybitniejszych umysłów ostatniego stulecia.

Nie sili się Pan na bezstronność: to bardziej hagiografia niż biografia. Czy zadaniem historyka jest kreślenie takich „intymnych portretów”?

Ludzie kształtują historię w stopniu nie mniejszym niż historia kształtuje ludzi. Bardziej pociąga mnie badanie postaci wpływających na momenty dziejowe niż zajmowanie się teoriami na temat tego czy innego mechanizmu. Nie jestem zresztą pewny, czy bezstronność w opisie ludzi w ogóle jest możliwa. Łatwo być bezstronnym wobec czegoś, co nas nie obchodzi i nie ma znaczenia. Ale nie ma istot ludzkich, które nie mają znaczenia. W przypadku Benedykta z Bawarii starałem się być rzetelny. Ale przyznaję, że darzę go ogromnym szacunkiem.

To Papież, o którym wielu mówi, że jest nieprzenikniony. I bardzo skryty. Pan nigdy go osobiście nie spotkał. Trudno tak pisać biografię. Z jakich źródeł Pan korzystał?

Rzeczywiście, nigdy go nie spotkałem. Obracamy się nie do końca w tych samych kręgach [śmiech]. Ale napisałem do niego dwa razy i ku mojemu zaskoczeniu za każdym razem odpowiedział. To interesujące, że nazywa go pani nieprzeniknionym. Nie zapominajmy, że opublikował swą autobiografię, a na przestrzeni kilkudziesięciu lat udzielił mnóstwa wywiadów, które dotyczyły także rozmaitych aspektów życia osobistego. Ilekroć przemawia lub pisze, wyraża się jasno i precyzyjnie. Ale rzeczywiście, jest skryty. Tak został wychowany, z takiej pochodzi kultury i, co ważniejsze, do takiego należy pokolenia. Od osób, które go znają, nigdy nie usłyszałem jednak, jakoby był nieprzystępny, budował wokół siebie barykady, zasłaniał się powagą urzędu. Jest rozbrajająco prosty, to mówią zgodnie wszyscy, którzy go znają. Takim ludziom, którzy z nim pracowali i spędzali dużo czasu, pozwoliłem mówić w mojej książce. Ale prawdą jest, że każdego geniusza otacza za życia jakaś tajemnica. A on jest jednym z nich.

W mediach jest czasem określany jako „boży rottweiler” lub „pancerny kardynał”. Pan twierdzi, że to błędne oceny. Skąd więc ów brak zrozumienia?

Z dwóch powodów. Po pierwsze z pow­szechnego błędu, jakim jest stawianie znaku równości między człowiekiem i urzędem. Przez ponad 20 lat Joseph Ra­tzinger pełnił funkcję prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Do jego zadań należało zajmowanie się wszelkimi buntami, sporami, kryzysami. To niewdzięczna rola „piorunochrona”. Po wtóre, wszelkie anty­niemieckie sentymenty i personalne ataki to nic więcej jak pełne goryczy głosy tych, którzy niewiele potrafią wnieść do dyskusji, porzucili już debatę i tylko wykrzykują, że zmierza ona w niewłaściwym kierunku. Wszystkim nam się to czasem zdarza, prawda? Jesteśmy ludźmi, mamy słabości.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...