Wybrałem wolność

Mamy street-workerów, czyli osoby, które pracują na ulicach i szukają dzieciaków, które chcą przyjąć pomoc. Proponujemy alternatywę dla stania w bramie. Zamiast piwa czy skręta na ławce - przyjście do świetlicy, pójście na mecz. Takich młodych jest sporo. Don BOSCO, 1/2008




Czym się zajmuje Fundacja „Wybieram Wolność”?

Pracą, pomocą i opieką nad dziećmi i młodzieżą z rodzin zagrożonych patologią. Mamy tzw. street-workerów, czyli osoby, które pracują na ulicach i szukają dzieciaków, które chcą przyjąć pomoc. Proponujemy alternatywę dla stania w bramie. Zamiast piwa czy skręta na ławce – przyjście do świetlicy, pójście na mecz. Takich młodych jest sporo, zbyt łatwo przypina się im karteczkę „nic z nich już nie będzie”. A im po prostu trzeba pomóc. Nie jest to proste, bo nie ufają nikomu – za często byli krzywdzeni.

Dlaczego wchodzą w konflikt z prawem? Co ich pociąga?

Trudno mi to ocenić. Ja np. wyszedłem z domu, w którym wprawdzie była bieda, ale prawdę mówiąc niczego mi nie brakowało. Miałem jakieś perspektywy, chodziłem do liceum, uprawiałem sport, wydawało się, że wszystko będzie dobrze. Dlaczego poszedłem w tamtą stronę? Sam bardzo często zastanawiałem się nad tym, siedząc w więzieniu. Przecież z natury nie jestem złym człowiekiem – myślałem – a popełniam zło, dokonuję przestępstw, wchodzę w nałogi, próbuję wszystkiego – dlaczego? Myślę, że młody człowiek mając lat „naście”, potrzebuje akceptacji, której bardzo często w domu nie ma. Nie chodzi o to, że rodzice go nie kochają – brakuje raczej rozmowy, zrozumienia. Młody chłopak chce rozmawiać. Młoda dziewczyna chce porozmawiać z mamą na temat, nie wiem – pierwszej miesiączki, pierwszej miłości, pierwszych niepowodzeń, ale nie może, bo mama pracuje, nie ma czasu, zajmuje się domem lub jest prezesem firmy. Wraca późno, je kolację, jeszcze coś kończy na laptopie, bo ma dużo pracy. Rodzice mówią – porozmawiamy później, porozmawiamy rano. Ciągle pośpiech, zaspokajanie potrzeb, nawet tych zupełnie niepotrzebnych. Gdzie ma znaleźć akceptację taki dzieciak? W szkole? Niekoniecznie, bo szkoła nadal jest restrykcyjna, ciągle jeszcze panuje w niej rygor. Akceptacja jest natomiast na podwórku – tam zawsze znajdzie się bratnia dusza, która wysłucha, poklepie po plecach. A młody człowiek, który zostaje przyjęty do grupy, wchodzi w panujące w niej układy. Wiadomo, że wszystko nam się zeuropeizowało czy zamerykanizowało – dostępne są narkotyki, alkohol. Skoro nie ma alternatywy, chłopak idzie na ławkę i pije piwo. Przyjęło się uważać, że piwo to nic strasznego.

A to jest coś strasznego?

To jest alkohol. Jaka jest różnica między szampanem, piwem a denaturatem? Tylko w smaku i zapachu. Młody człowiek jest szczególnie podatny na uzależnienie, a większość przestępstw popełniają przecież uzależnieni.

No dobrze, ale nawet na tym podwórku nie wszyscy wchodzą na drogę, która kończy się więzieniem.
Jeśli młody człowiek nie ponosi konsekwencji złych zachowań, to może skończyć w więzieniu. Ja zaczynałem od drobnych rzeczy, od kradzieży butelki mleka spod sklepu, ale człowiek się rozzuchwala. Na koniec mojej przestępczej drogi popełniałem bardzo poważne przestępstwa, z napadami włącznie. Początek był taki niewinny, a później przystawiałem ludziom pistolet do głowy…


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • marianna
    10.01.2008 14:47
    No i jest jak zwykle, a w każdym razie często - wszystkiemu winne, wymienione jednym tchem, brak akceptacji i rozmowy ze strony rodziców. Znany obrazek - rodzic nie rozmawia, bo nie ma czasu, nie ma sił, bo mu się nie chce, bo praca jest dla niego ważniejsza niż własne dziecko. A może rodzic nie rozmawia, bo na liczne próby kontaktu z jego strony odpowiada głuche milczenie nadąsanego nastolatka albo ciągłe: tak, nie, nie wiem, mhm, no dobra... Tu psycholog pewnie podpowie, że rodzic sam sobie winien: za dużo wypytywał, niepotrzebnie zaczął pouczać, wystawił zwierzającemu się dziecku negatywną cenzurkę, wpadł w panikę. Krótko mówiąc - nie skorzystał ze wszystkich opracowanych naukowo złotych reguł aktywnego słuchania.
    Nic tylko wziąć miliony rodziców na odpowiednie szkolenie... Albo zastanowić się - może ich zachowanie to nie patologia, ale norma. Tak, nie sposób nie martwić się o dziecko, nie sposób każdą informację o każdym doświadczeniu dziecka skwitować poklepaniem po plecach, być obojętnym na zło, które dziecku wyrządzono, bądź które samo wyrządziło - innym czy sobie.
    Trudno też równocześnie kierować domową codziennością dziecka i być duchowym powiernikiem - wiedzą o tym coś niecoś w zakonach i seminariach duchownych, gdzie funkcji przełożonego i kierownika duchowego nie obejmuje ta sama osoba.
    I nie ma nic dziwnego w milczeniu dziecka, które nie o wszystkim chce z rodzicami rozmawiać. W ten sposób buduje ono swoją wolność, otwiera się na różne wpływy, porównuje. Dzięki tej przestrzeni milczenia jest sobą, a nie kimś wymodelowanym przez matkę czy ojca na ich własny obraz i podobieństwo.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...