Nietzsche ochrzczony?

Nietzsche pisze o nihilizmie z emocją, z oburzeniem. To nieprzypadkowe. Ale „nihilizm” to nie jest coś jedynie negatywnego, nihilizm jest także pozytywny, twórczy. Nihilizmu nie można przezwyciężyć, tylko można go przezwyciężać. Znak, 10/2007




PIOTR GRACZYK: W książce Płomień wieczności. Eseje o myślach Fryderyka Nietzschego* Krzysztof Michalski stawia tezę, że twórczość Nietzschego nie jest radykalizacją Oświecenia ani też wyrazem skrajnego ateizmu, wręcz przeciwnie – Nietzsche jest w interpretacji Michalskiego jednym z wielkich europejskich myślicieli religijnych. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że jest on sui generis prorokiem, który pod wpływem religijnego natchnienia i z inspiracji Ducha Ożywiciela potępia doczesność, jej zajęcia i rozrywki (a zwłaszcza naukę czy szerzej – WIEDZĘ, to wszystko, co pozwala nam orientować się w świecie), i głosi powołanie i przynależność człowieka do WIECZNOŚCI. Ale Nietzsche jest w tym szeregu europejskich myślicieli religijnych postacią o tyle szczególną i w jakiś sposób wyjątkową, że jego pisma mają tę tradycję ostatecznie przewartościować i niejako odsiać ziarno od plew, ukazując zarazem nieuchronną dwuznaczność języka religijnego.

A zatem: z jednej strony Nietzsche jest antyoświeceniowy, bo pokazuje, że język, który nie zawiera odniesienia do religii, którego nie ożywiają religijne metafory, jest wyprany z sensu, jałowy. Z drugiej strony podejmowane przez Nietzschego wielkie metafory, konstytuujące europejską, czyli przede wszystkim judeochrześcijańską tradycję religijną, są według niego dwuznaczne i tej dwuznaczności nie da się z nich wyplenić – odsyłają one mianowicie zawsze albo do WIEDZY, albo do ŻYCIA. Inaczej to ujmując: Bóg z jednej strony jest zapchajdziurą naszej WIEDZY, czyli czymś, co wypełnia luki i leczy niespójności we wszystkim, co wiemy o świecie i o sobie; co pozwala nam dzięki temu lepiej funkcjonować w doczesności. Ale z drugiej strony Bóg może być też tym, co wszelką ludzką wiedzę podminowuje i rozdziera, wystawiając człowieka na pastwę wieczności – Bóg w tym sensie jest samym tchnieniem ŻYCIA. W tym pierwszym znaczeniu Bóg jest martwy niejako z założenia; to, co Nietzsche nazywa „śmiercią Boga”, jest tylko opisem sposobu Jego funkcjonowania w społeczeństwie (czyli „nihilizmu”), zarówno w czasach triumfu, jak i spadku znaczenia tak pojmowanej boskości (niekoniecznie chodzi tu o „Boga filozofów”, tylko po prostu o Boga, który ma stanowić gwarancję ciągłości czy spójności ludzkiego życia). Bóg w tym drugim sensie jest natomiast samym ŻYCIEM i nigdy umrzeć nie może, bo jest nieusuwalnym biegunem ludzkiego doświadczenia, polegającego na oscylowaniu pomiędzy doczesnością a wiecznością. W ten sposób Nietzsche poddaje tradycję religijną swoistej próbie, testowi „śmierci Boga”. Powiedzieć można: poddaje ją „redukcji nietzscheańskiej”, która ma pokazać, co w religijności europejskiej jest martwe, a co żywe. Moje pytanie brzmi: czy w takiej „redukcji nietzscheańskiej” coś ważnego dla chrześcijaństwa (a z drugiej strony – może i dla Oświecenia) się nie zatraca? Jaki jest bilans zysków i strat przy tego rodzaju redukcji?




* Wydawnictwo Znak, Kraków 2007, ss. 300.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Katarzyna
    23.10.2007 22:51
    Znaj miarę, mocium panie, a jednak po przeczytaniu tej dyskusji z radością wzdycham: Panie, jak dobrze, że nie uczyniłeś mnie filozofem.
    Teoretyczny człowiek, teoretyczny świat, Ewangelie mieszane z filozofią, Sokrates z Jezusem, wszystko można, jak się zbiorą panowie i dyskutują, chociaż tu bardziej dosadne słowo ciśnie mi się na usta :(.
    I takie zdanie:
    "Ja nie chrystianizuję Nietzschego; staram się tylko pokazać, że Nietzsche daje szansę na współczesne zrozumienie podstawowych pojęć chrześcijaństwa, pomaga zrozumieć, co to znaczy być chrześcijaninem".
    Nie mam innego wyjścia po takiej rewelacji, tylko jeszcze raz westchnąć: Boże, nie pozwól, abym tak zgłupiała, żeby szukać zrozumienia podstawowych pojęć chrześcijaństwa i co znaczy być chrzescijaninem u Nitzechego!
  • Władek
    24.10.2007 10:55
    „Cokolwiek stwarzam i jakkolwiek to umiłuję, - wnet przeciwnikiem stawać się muszę tworowi swemu i miłości swojej: tak chce ma wola” F.N. TRz.Z.
    F. Nietzsche przed śmiercią zwrócił się do Jezusa słowami:"Biedny Jezu", to ważne słowa, to być może słowa klucze do myśli i twórczości F.N., człowieka bardzo słabego, schorowanego który marzył o przekroczeniu swojej słabości. Narosło zbyt dużo niezrozumień i nieporozumień w interpretacji - skrzętnie podsycznych przez tzw. filozofów-dodawaczy, może zaciemniaczy? Ta filozofia może dobrze się wplata w historię filozofii, można mnożyć porównania i coś tam oryginalnego zawsze i jeszcze wymyślić - powodzenia na tej wątłej drodze poszukiwań i dalszych sukcesów? w pracy naukowej? - tylko pytanie proste - czy warto? Może warto, jeśli przyjmie się hipotezę o śmierci filozofii współczesnej za prawdziwą. (Zgadzam się zupełnie z oceną muzyki Wagnera)
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...