Jedno z błogosławieństw Jezusa wyraźnie promuje ludzi niegodzących się na stan niesprawiedliwości. Ta niezgoda Jezusa oznacza wyraźne zdystansowanie się Boga w Chrystusie od istniejącego stanu rzeczy. Zeszyty Karmelitańskie, 3/2009
Kościół dopiero oficjalnie w XIX wieku wypowiedział się za zniesieniem niewolnictwa. Co możemy odpowiedzieć na zarzut jego krytyków, że „skoro taka była postawa Kościoła w tej kwestii, to może także dziś w jakiejś dziedzinie (np. w sferze seksualności) nie potrafi właściwie rozpoznać niesprawiedliwego traktowania jakiejś grupy, czy że nie potrafi dokonać obiektywnej oceny”?
To istotnie ważna i trudna kwestia. Zauważmy, że Kościół, który zawsze jest zakorzeniony w świecie sobie współczesnym, staje wobec dylematu, czy być wiernym duchowi czasu, czy stać się wiernym duchowi prawdy. To jest dylemat bardzo dawny i bardzo zarazem współczesny. Niejednokrotnie bywało tak, że Kościół stawał się uległy wobec ducha czasu, wobec mody, trendów, ówcześnie panujących opinii nauk szczegółowych, ówczesnych wizji człowieka. Nigdy taki pakt z duchem czasu nie wychodził na dobre Kościołowi i jego tożsamości.
Współcześnie bardzo szczególnym probierzem tego problemu stało się wydarzenie, które hasłowo można określić jako „Humanae vitae”, wykładnia Kościoła w zakresie etyki seksualnej. Zauważmy – jest rok 1968. Jest czas tzw. „rewolucji seksualnej”. Rewolucja seksualna kryje w sobie dwa pojęcia. Pierwsze, „rewolucja” dotyczy takiej wizji dziejów, w której panuje stały, niezmącony postęp. Każde wydarzenie, które jest dzisiaj jest lepsze od tego, które było wczoraj, gorsze, od tego, które będzie jutro. Prosta, linearna wizja dziejów.
Drugie pojęcie – „seksualna” – wskazuje na przedmiot i cel owego procesu – człowieka zredukowanego do wymiaru seksualności. Przedmiotem i celem owej rewolucji jest zatem nie człowiek, nie jego miłość, nie jego życie płciowe, ale jego zredukowana seksualność, jego libido! Rzecz w tym, że nasze dzieje nie są tak proste, jak chcą tego filozofowie postępu. Dość powiedzieć, że rewolucja francuska przysłowiowo zburzyła pustą niemal Bastylię, by wnieść niespotykany w dziejach Francji terror.
Rewolucja bolszewicka rozkułaczyła Rosję i wpędziła niektóre jej regiony za czasów „Semafora historii”, czyli J.W. Stalina – w obszary głodu i wstydliwie pomijanego do dziś ludożerstwa. Niekoniecznie wyuzdana moralność, czy jej negacja, jest od razu i automatycznie czymś lepszym dla człowieka, niż np. moralność purytańska. Po drugie, człowiek sprowadzony do wizji freudowskiej to nie jest człowiek, ale wytwór chorej wyobraźni.
Wspominam o tym dlatego, by zrozumieć, że autentyczną misją Kościoła jest bycie wiernym duchowi prawdy. Oczywiście, wymaga to otwartości na tę prawdę, także w dialogu ze współczesnością, w dialogu z naukami szczegółowymi, ale przede wszystkim, w niemożliwym do przewidzenia dialogu z Bogiem.
Jaką przyjąć postawę w tak niesprawiedliwym świecie? Usprawiedliwiać go, łudząc się, że jest taki, ponieważ Bóg go takim stworzył, czy też przyjąć, że coś innego jest źródłem tego stanu?
Jedno z błogosławieństw Jezusa wyraźnie promuje ludzi niegodzących się na stan niesprawiedliwości. Ta niezgoda Jezusa oznacza wyraźne zdystansowanie się Boga w Chrystusie od istniejącego stanu rzeczy. Parafrazując słowa Biblii, można by powiedzieć, że Bóg nie uczynił niesprawiedliwości i dla sprawiedliwości stworzył człowieka. Skąd zatem jej negacja? Oczywiście, jest to konsekwencja ludzkiej, źle użytej, wolności. Jest to konsekwencja wolności oderwanej od prawdy.
aktualna ocena | 2,0 |
głosujących | 3 |
Ocena |
bardzo słabe
|
słabe
|
średnie
|
dobre
|
super
O św. Stanisławie Kostce rozmawiają jezuiccy nowicjusze z Gdyni: Marcin, Szymon, Jakub i Mateusz