Dziennik czekania na cud

Nie wiadomo, dlaczego są na świecie takie kobiety, które zdolne do poświęceń i do dawania siebie innym, pomimo wielkiego serca i wielkiej miłości do drugiego człowieka, nie mogą mieć dzieci. Co czują? Tego tak naprawdę nikt nie wie. List, 12/2008



28 marca. Godzina 9.00. Meldujemy się z mężem w ośrodku. Pani Grażyna wyciąga dokumentację i czyta: rodzina dziecka, matka, ojciec, powód oddania do adopcji. Wszystkie szczegóły: badania, leczenie, wada, z którą się urodził- opadająca powieka na prawym oczku. Nie podnosi się i jedno oczko jest zamknięte. Trzeba podklejać, by wzrok rozwijał się prawidłowo.

- Co państwo o tym sądzą? Chcecie zobaczyć dziecko?
- Tak - odpowiadamy jednogłośnie.

1 grudnia. Przed rokiem byliśmy po raz kolejny, drugi, może trzeci, w ośrodku adopcyjnym. Co wtedy myślałam? Nie pamiętam szczegółów, wiem tylko, że myślałam o dziewczynce. Co jest dzisiaj? Już od siedmiu, a właściwie od ośmiu, miesięcy jest ze mną cudny, przepiękny chłopiec. I kocham go tak bardzo, że kiedy piszę te słowa, łza kręci mi się w oku.

jestem matką

Pamiętam jak dziś: 30 marca 2003 r. Kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy, to... Tego się nie da opisać, to jest jak poród, to jest tak, jakby położyli ci na piersi dziecko, które właśnie urodziłaś. Ja przeżyłam cud narodzin! W takiej chwili nie myślisz, czy ono jest takie, czy owakie. Nie patrzysz na inne dzieci, nie zastanawiasz się, czy są ładniejsze, czy brzydsze, bo trzymasz na rękach swoje dziecko! Jesteś matką.

Wreszcie twoje życie nabrało sensu. I w tej chwili to piękne, sześciotygodniowe maleństwo otwiera oczka i uśmiecha się do ciebie, dając ci do zrozumienia, że kocha cię tak, jak ty je kochasz. Biorę je w ramiona i oboje czujemy się bezpiecznie. Nagle, w jednej sekundzie, czuję jakbym miała je od dawna. Wszystko przestaje być ważne.

Liczy się tylko on! Ten jedyny, śliczny, bezbronny chłopczyk, który wyciąga do ciebie rączkę, miaucząc jak malutki kotek, który właśnie znalazł bezpieczne schronienie w twoich ramionach. Jego główka jest taka malutka jak moja dłoń, nóżki to drobinki wielkości palca wskazującego. Boże, jak sobie ziewnął! Patrzę i czuję, że nie dam rady zostawić go samego, nie prześpię bez niego nocy! A przede mną sobota, niedziela i dopiero w poniedziałek... Nie wiem, czy wszystko załatwię w sądzie, by odebrać go ze szpitala.

Przychodzi mi na myśl jego biologiczna matka. Co do niej czuję? Czuję ogromną wdzięczność. Czuję, że świat jest dziwny, niezrozumiały, ponieważ to, co dla jednych jest ciężarem, dla innych staje się największym błogosławieństwem. Mam dla niej ogromny szacunek i przykro mi, że musiała się z nim rozstać. Wiem, że było jej bardzo ciężko. Zostawiła list, nie czytałam go... Dzięki niej jestem taka szczęśliwa. Chciałabym dzielić się z nią każdą chwilą życia mojego... naszego syneczka. Każdym jego dniem. Wiem, że ona codziennie o nim myśli, wiem, że zastanawia się, czy jest mu dobrze, czy jest kochany i czy niczego mu nie brakuje. Mam ochotę krzyczeć tak głośno, jak tylko potrafię, żeby zdołała mnie usłyszeć: „On jest cudowny, szczęśliwy i niczego mu nie brakuje!".

Mam nadzieję, że kiedyś tego wszystkiego się dowie, że zobaczy te setki zdjęć, które robię, że przeczyta kiedyś to, co teraz piszę.

Dziś Kubuś ma 4 lata. Chodzi do przedszkola i jest cudownym, grzecznym i mądrym chłopczykiem. Kochamy się bardzo! Za każdym razem, kiedy dajemy sobie buziaka, pyta mnie:

- Mamo, jestem boski, prawda?
– Boski jesteś mój syneczku, boski...

*****
Tekst ukazał się dzięki uprzejmości Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian". Stowarzyszenie prowadzi internetowy portal www.nasz-bocian.pl



«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama