Powrót do źródła

Od dyskusji o rekolekcjach i o rekolekcjonistach puchną internetowe fora. Jedni skarżą się na rekolekcyjna nudę, inni zachwalają wybitnych kaznodziejów albo opisują nowoczesne formy „drogi do nawrócenia”. Temat rozpala umysły rekolektantów, a rekolekcjonistom spędza sen z powiek. Idziemy, 24 luty 2008



Ale nie zawsze parafianie lekceważą sprawę rekolekcji. Zdarza się, że wielu woli po pracy lub szkole jechać do odległych kościołów, by posłuchać wybranego kaznodziei. – To taki duchowy snobizm. Co kilka lat pojawiają się mody na różnych rekolekcjonistów. Tak było, jest i będzie – denerwują się parafialni księża.

Ale uczestnicy „modnych” rekolekcji mają swoje zdanie: – Przez kila lat chodziłam na parafialne rekolekcje, ale z roku na rok coraz bardziej przekonywałam się, że to nie dla mnie. Zaproszeni księża mówili nieciekawie, w oderwaniu od mojego codziennego życia tu i teraz. Chodziłam z poczucia obowiązku, bo tak zostałam wychowana. Czułam jednak, że ta duchowa pańszczyzna nic mi nie daje. Aż któregoś roku pojechałam na Stare Miasto na rekolekcje do jednego z kościołów. Było naprawdę lepiej. Kapłan był przygotowany, mówił nie za długo. Kończył jednym zdaniem, które należało przemyśleć w drodze do domu i na prywatnej modlitwie. Do dzisiaj pamiętam dwa takie zdania – opowiada Marta Kolasa z jednej z warszawskich parafii, która marzy o tym, żeby do parafii z rekolekcjami przyjeżdżali zakonnicy i zakonnice ze zgromadzeń klauzurowych. Żeby było więcej ciszy. Jak na tym filmie o kartuzach z Le Grande Chartreuse w Alpach, którego motto zapamięta na zawsze: „Spójrz, oto cisza. Pozwól Panu wypowiedzieć w sobie jedno słowo: że On jest”.

Można zrozumieć księży, gdy irytują się słuchając krytycznych opinii swoich parafian o rekolekcjach. Nie jest bowiem łatwo znaleźć dobrego kaznodzieję. Poza tym, to co podoba się jednym, drażni innych. Ale chyba każdy podpisze się pod opinią ks. prał. Jana Szubki, proboszcza parafii Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych na warszawskiej Chomiczówce: „Ludzie dzisiaj nie chcą pokrzykiwania, upominania, pogardzania. Tego dostarcza im codzienność. Ludzie potrzebują dziś miłości”.

A co zrobić, gdy umówiony rekolekcjonista zachoruje, otrzyma inne ważne zadanie od przełożonego albo zwyczajnie proboszcz za późno pomyśli o zaproszeniu? Księża nie kryją, że zbyt często dobiera się kaznodziejów na zasadzie „ratuj się kto może”: rekolekcjoniści łapani są od przypadku do przypadku.



Wypasione w szkole i na forum


Najtrudniej pogodzić tradycyjne formy rekolekcji z oczekiwaniami odbiorców podczas rekolekcji szkolnych. Niektórzy katecheci wpadają w panikę na samą myśl o zorganizowaniu wielkopostnych nauk dla młodzieży. Co zrobić, żeby przykuć jej uwagę i jeszcze skłonić do refleksji?

„W przypadku rekolekcji szkolnych minęły już czasy teatru jednego aktora” – mówi bp Edward Dajczak. Wtóruje mu o. Rafał Szymkowiak, kapucyn, znany z organizowania „wypasionych rekolekcji”: „Doświadczenie kaznodziejskie zebrane przez Kościół przez 2000 lat nie jest już odpowiednie dla współczesnego człowieka. Moją receptą na udane rekolekcje jest grupa ewangelizacyjna” – napisał w swojej książce pt. „Ekstremalnie wypasione rekolekcje” o. Rafał, który odkrył „niesamowite bogactwo prowadzenia rekolekcji we wspólnocie (9–11 osób)”. Jego zdaniem, „dzisiejszy człowiek sam jest w stanie odkryć ukrytą w sobie anonimową mądrość i przez zabawę aktorską nauczyć siebie i innych, jak żyć i w co wierzyć”. Elementem ekstremalnie wypasionych rekolekcji jest na przykład rockowa Droga Krzyżowa – „coś w rodzaju dwugodzinnego musicalu przedstawiającego postawy ludzi będących na Drodze Krzyżowej i ich stosunek do samego Jezusa”.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama