Z serca Afryki

Jak co roku, polscy misjonarze z całego świata zjeżdżają na wakacje do Polski. W tym prawo do takiego przypadającego raz na trzy lata urlopu miało 130 pracowników misji świeckich i duchownych. Idziemy, 6 lipca 2008



– W Kamerunie dopiero przed 53 laty zaczęła się katechizacja – wyjaśnia s. Wirgilia. Od początku misji karmelitanek, w ciągu pięciu lat, chrzest przyjęło 50 młodych osób. S. Jacqueline przygotowuje też do sakramentu małżeństwa, co nie jest łatwe. W Kamerunie widać duży kryzys rodziny. Związki są bardzo pogmatwane, nie tylko z powodu wielożeństwa. – Nie wiadomo, które dziecko do kogo należy – mówi s. Jacqueline. – W ich mentalności nie ma tematów tabu. Opowiadają o wszystkim: „Moja żona ma swoich «kolegów»” – mówi mąż, wyliczając ich po imieniu, „a ja swoje «koleżanki»” – dodaje. – Są zazdrośni, robią sobie nawzajem awantury i żyją tak dalej – opowiada s. Jacqueline.

Młodzi z kolei zaczynają od życia „na próbę”. Czasem przyczynia się do tego rodzina. – By chłopak mógł się ożenić, rodzina dziewczyny oczekuje takiej zapłaty, na jaką chłopaka nie stać. Ojciec chce kanister piwa, matka kilogramy ryżu, a w kolejce z życzeniami są jeszcze dziadkowie i pozostała część rodziny – mówi s. Wirgilia. Dla kobiety sytuacja staje się jeszcze bardziej dramatyczna, kiedy umiera jej konkubent. Zostaje bez środków do życia, bo jego rodzina nie ma obowiązku jej utrzymywać.

– Do tej pory 15 par przyjęło sakrament małżeństwa.To osoby starsze, żyjące razem po 25 lat – mówi s. Jacqueline. Dlaczego decydują się na ślub? – Są tak zmęczone dotychczasowym życiem, że chcą je uregulować i żyć spokojnie – mówi s. Jacqueline. Pierwszymi rzeczywiście „młodymi”, którzy staną na ślubnym kobiercu, mają być 26-letni Eryk, nauczyciel angielskiego i Stella, nauczycielka gimnastyki.

– Przygotowanie zaczynamy od rozmowy o życiu małżeńskim: czy w ogóle jest potrzebne. Potem rozważamy, jak wyglądają ich relacje. Omawiamy postacie biblijne: jakie kryzysy przechodzili Abraham i Sara, Jakub, Lea, Rebeka, i jak sobie z nimi radzili. Małżonkowie dostają zadanie domowe: mają przyjrzeć się, jak wygląda ich życie. I zdarzają się sytuacje, że mężczyzna prosi o przebaczenie żonę, bo był w stosunku do niej agresywny przez 25 wspólnych lat – opowiada s. Jacqueline.

To początki pracy z rodzinami. Nauka Naturalnych Metod Planowania Rodziny może być kolejnym krokiem, na który jednak trzeba jeszcze poczekać, choć s. Jacqueline jest do tego przygotowana – W 1989 r. kończyłam studium katechetyczne w Butare w Rwandzie. Zajęcia prowadził ks. Henryk Hoser, obecny arcybiskup – wspomina s. Jacqueline. – W szkole było około 60 osób świeckich i sióstr. Najpierw my się uczyłyśmy, a potem chodziłyśmy do rodzin, które wskazał nam ks. Hoser. Tłumaczył bardzo jasno i konkretnie. Uczył, że jako instruktorzy powinniśmy być też bardzo dyskretni. Prowadziłam trzy rodziny. Kiedy już im wytłumaczyliśmy, jak robić obserwacje, wracaliśmy na konsultacje do ks. Hosera. Te zajęcia pomogły też mnie jako zakonnicy bardziej poznać i zrozumieć siebie. Ważne dla mojego życia było wtedy dokładne studium encykliki „Familiaris Consortio”. Później, kiedy zostałam mistrzynią w nowicjacie, wszystko bardzo mi się przydało – opowiada s. Jacqueline. – Z tamtych kursów zapamiętałam jeszcze jedną ważną rzecz, którą mówił ks. Hoser: że prawda to także poznawanie siebie. Jeśli nie dążysz do poznawania siebie, to żyjesz w kłamstwie.



«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama