Cierpienie było moją modlitwą

Czuję się tak, jakby dwukrotnie darowano mi nowe życie. Pierwszy raz, kiedy wyszedłem z pożaru. Drugi, kiedy udało mi się przeżyć leczenie – mówi Krzysztof Ziemiec. Idziemy, 21 września 2008



W szpitalu lekarze przez dwa tygodnie walczyli o jego życie: by nie doszło do zakażenia organizmu i rozwinięcia się sepsy. Poszukiwali antybiotyku, który w końcu mógłby być tolerowany przez organizm. – Trawiła mnie gorączka, nie zdawałem sobie sprawy, co się ze mną dzieje. Mimo silnych środków, nie było ucieczki przez bólem. Każda zmiana opatrunku była torturą. Zaciskałem zęby i krzyczałem, choć może trochę mniej niż inni pacjenci. W ciągu dnia i w nocy bolała cała skóra, właściwie całe ciało, które było jedną wielką raną. Kiedy sięgam myślą wstecz widzę, że pierwsze życie dostałem tu w domu, kiedy przeżyłem pożar, a drugie w szpitalu kiedy lekarzom udało się nie dopuścić do zakażenia – opowiada wzruszony pan Krzysztof.



Ma pan wolę walki


W szpitalu najbardziej pomagała obecność najbliższych. Żona, która przychodziła kilka razy dziennie, brat, mama. Dzieci przyszły po 2 tygodniach, co było i tak ciężkim dla nich przeżyciem. W domu 5-letnia Ola początkowo bała się patrzeć na ojca, wychodziła z pokoju kiedy widziała w telewizorze obrazy szpitala. – W szpitalu pielęgniarki powtarzały: „W panu jest wola walki". Nie dopuszczałem myśli, że może być inaczej. Skoro Pan Bóg dał mi krzyż w postaci takiego cierpienia, to wiedział, co robi i wierzyłem, że na pewno z tego wyjdę. Już jadąc karetką do szpitala, byłem spokojny, czułem że nic złego mnie nie spotka. Wiedziałem, że Ktoś nade mną czuwa. W szpitalu miałem świadomość, że muszę oddać się opiece Boga, Maryi i lekarzy. Byłem przeświadczony, że będzie dobrze, trzeba tylko zaufać.

– Bardzo istotne były wtedy dla mnie SMS-y od wielu nawet dalszych znajomych, po których nie spodziewałbym się, że są właśnie w miejscach świętych: w Polsce, na Watykanie i w Turcji śladami św. Pawła. Pisali, że modlą się za mnie. Codziennie przychodził do mnie ks. Piotr. Mówiłem, że nie mam siły się modlić. Ksiądz Piotr odpowiadał: „Twoją modlitwą jest teraz cierpienie". Jeśli tak, to mogę powiedzieć, że modliłem się wtedy dużo. Za kogo mógłbym je ofiarować? Pomyślałem o zmarłym przed 9 laty ojcu, który bardzo cierpiał, umierając na nowotwór. Odtąd ofiarowałem swoją modlitwę za dusze w czyśćcu cierpiące – opowiada dziennikarz.

Takie sytuacje są jak sprawdzian, kim jesteśmy, jak się zachowamy. Weryfikują nasze dotychczasowe życie. Mieszkanie po pożarze odnowili koledzy z pracy. Oferowali pomoc przy dzieciach, a gdyby była potrzebna to także pomoc finansową.

– Krzysiek był zawsze sumienny i pracowity – mówi Jacek Karnowski, kolega Ziemca z TV Puls. – Bolały go błędy, a cieszyły sukcesy. Był zawodowcem wymagającym od siebie, a przy tym osobą, która roztacza wokół siebie aurę dobrego człowieka. Nigdy nie wszedł w ostrzejsze starcie z innymi, nie oburzał się. Nie do wyobrażenia było, by się z kimś pokłócił. Był wzorem bezpretensjonalności. Żona i dzieci byli u niego na pierwszym planie. Walczył o takie ustawienie godzin pracy, żeby rodzina była jak najmniej poszkodowana – mówi Jacek Karnowski.

– Bardzo dobrze nam się razem pracowało – mówi Katarzyna Trzaskalska, która razem z Ziemcem prowadziła wieczorne audycje Puls Raport. – Po tym wypadku zrozumieliśmy jeszcze bardziej, jak jesteśmy zżyci jako zespół. Na urodziny, kiedy Krzysztof był w szpitalu, przygotowaliśmy mu nagranie z życzeniami. Spontanicznie, co komu przyszło do głowy, pokazywaliśmy jego miejsce, szufladę, korespondencję, która do niego przyszła. Krzysiek jest bardzo rodzinnym człowiekiem – mówi Katarzyna Trzaskalska. – Takie wzorce wyniósł z rodzinnego domu.



«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama