Dzieciofobia? Nam to nie grozi?!

Ile już tego mają, chyba ze troje ?! A ona znowu w ciąży! I na co jej te studia były? Kto ma teraz na to wszystko zarobić, co? Wszystko z naszych podatków idzie, te przedszkola, te zasiłki, te urlopy! I pcha się toto wszędzie, gdzie nie pójdziesz, to bachory! Czy to ścieżka dźwiękowa z jakiegoś serialu? Idziemy, 28 września 2008



Anka i Darek zawsze marzyli o dużej rodzinie. On inżynier, ona nauczycielka. Jak to przy niedzielnym obiedzie u teściów, tuż po kościele, rozmowa zeszła na znajomych. Co u tych słychać, co u tamtych? Mowa była też o Darka koledze ze studiów, że nowego dziecka się spodziewają, po raz czwarty kolega zostanie ojcem. Teść się obruszył: „Kto to słyszał, takie ciężkie czasy! I jak sobie poradzą? Dzieci nie pójdą na basen, języków nie nauczą się i co to za życie, takie dziadowanie”. – Ledwie wróciliśmy do domu, teść już zadzwonił do męża. Po co? Ano, żebyśmy przypadkiem i my nie pomyśleli o kolejnym dziecku. Bo co wtedy będzie z karierą męża – opowiada Anka. – Tak jak planowaliśmy, wkrótce i my oczekiwaliśmy trzeciego dziecka. Dla nas duża rodzina, jeśli ma dobre wzorce, to szczęśliwa rodzina. Żeby oszczędzić mi stresów, mąż podjął się ciężkiej roli tego, który poinformuje rodzinę o naszej radości. Bo ciężko słucha się komentarzy w rodzaju, jak to "nie potrafimy się zabezpieczyć" i innych, których nie warto powtarzać – mówi Anka.

– To są sytuacje psychicznie do zniesienia bardzo trudne – przyznaje Agnieszka , spodziewająca się czwartego dziecka. – Wiadomość o każdym kolejnym dziecku coraz chłodniej przyjmowana jest przez naszych rodziców, i to z obu stron. Sami mieli po dwoje dzieci. Ich pokolenie ma zakodowane, że liczniejsze potomstwo, nawet troje, to już "patologia". Dobry klimat jest jeszcze dla jednego, dwojga dzieci. Wtedy uznawane są jako wartość. Być może komunizm wdrukował rodzicom negatywne pojęcia, „że się ich nie wyżywi, że to darmozjady". Nasi rodzice widzą przede wszystkim problemy: obciążenie finansowe, fizyczne, zagrożenie dla kariery, dla pracy. „Po co się uczyłeś, tyle wydaliśmy na twoje studia, gdzie będziecie mieszkać, za co się utrzymacie? ” – takie pytania słyszymy nierzadko. Jakby to rodzice ponosili ciężar wychowywania naszych dzieci! A przecież tak nie jest. Potrzebujemy w pierwszej kolejności akceptacji i zrozumienia dla naszych wyborów. Wiem, że to nie jest problem tylko naszej rodziny, ale ja wciąż nie powiedziałam mamie o czwartej ciąży. Moje koleżanki mają podobne trudności – opowiada Agnieszka.



Pierś w przestrzeni publicznej


Minęły czasy, kiedy kobieta w ciąży albo matka z dzieckiem mogła bez kolejki podejść do okienka w aptece czy do sklepowej kasy. Zapis o tym przywileju dla osób niepełnosprawnych, kobiet w ciąży i matek z dziećmi zniknął ze znowelizowanej Ustawy o pomocy społecznej w 2004 r. Jak argumentowano w Ministerstwie Pracy i Polityki Socjalnej, przepis, który nadaje uprawnienia i obowiązek, a jednocześnie nie egzekwuje przestrzegania prawa, jest przepisem martwym. Po wtóre, zarzucano że ustawa nie określa, kogo obowiązek dotyczy – czy także osób w prywatnych obiektach i placówkach, czy tylko w urzędach. Dzisiaj kobieta w ciąży albo z małym dzieckiem może liczyć już tylko na dobre wychowanie albo miłosierdzie innych, o co z czasem coraz trudniej. – Na to, że ktoś ustąpi miejsca w metrze, tramwaju czy autobusie, nie ma co liczyć. Nawet jeśli nad siedzeniem naklejona jest tabliczka, że miejsce jest dla osoby chorej albo matki z dzieckiem – mówi Marta. – Znam to z autopsji. Raz jeden, jadąc autobusem, poprosiłam o miejsce. Byłam w zaawansowanej ciąży, poczułam się źle. – „Proszę pani, my tu wszyscy jesteśmy zmęczeni!” – wykrzyczał siedzący mężczyzna.

Na spacerze w parku bardziej toleruje się kobietę z psem groźnej rasy wyprowadzonym bez kagańca niż matkę z kilkorgiem dzieci. – Nierzadko spotykałam się z nieprzyjemnymi komentarzami, kiedy szłam w ciąży i z trójką dzieci. „Boże, uchowaj!” – przeżegnała się kiedyś ze zgrozą starsza kobieta. Druga wyrzucała, że na moje dzieci inni płacą ze swoich pensji i emerytur – opowiada Marta. – Kiedyś, na bazaru, gdzie poszłam z dziećmi po warzywa, doszło do straszliwej kłótni na mój temat: po jednej stronie byli krytycy mojego życia, czyli rodziny z trójką dzieci i matką w ciąży, po drugiej obrońcy – choć nie wiem, czy bronili mnie z przekonania, czy z przekory.



«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama