Gdy pleban był spółdzielcą

W pierwszej połowie XIX w. Philippe Bouchez postanowił przestudiować Ewangelię, żeby ostatecznie udowodnić, że chrześcijaństwo jest religią służącą eksploatacji warstw niższych. Po przestudiowaniu Ewangelii, Dziejów i Listów Apostolskich zmienił pogląd i doszedł do wniosku, że Jezus Chrystus był pierwszym rewolucjonistą. Więź 4-5/2008



– Czy tym formom samopomocowym towarzyszyła też pomoc charytatywna?

– Tak, ale w sumie bardzo nowoczesna – pomożemy ci, żebyś umiał radzić sobie sam. Nie dotyczyło to oczywiście tych, którzy sami sobie radzić nie mogli.



Koniec świata społeczników?



– Cały czas mówimy o okresie końca XIX wieku i początku wieku XX. Co po tym ruchu zostało w niepodległej Polsce?

– Nade wszystko dał on Polsce masę fachowców, a także działaczy politycznych, związanych głównie z wielkopolską endecją, bardzo różną od tej Dmowskiego. Sam ruch spółdzielczy przetrwał i rozwinął się wspaniale, miał zresztą znakomitych nauczycieli, już prawdziwych socjalistów, jak choćby Stanisława Wojciechowskiego. Jego podręczniki są cenione do dzisiaj, bo nie tylko prezentują historię ruchu spółdzielczego, ale też uczą np. jak założyć spółdzielnie. Zresztą to samo można powiedzieć o podręcznikach Stefczyka czy instruktażach przygotowywanych przez ks. Wawrzyniaka.

– Ale czy to znaczy, że związek tego ruchu spółdzielczego z Kościołem się skończył?

– To znaczy, czy on się zeświecczył? Chyba nie, dlatego że ruch spółdzielczy był ruchem warstw niższych, zwykle religijnych. Tyle tylko, że mógł już nie korzystać z opieki duchowieństwa w danym rejonie.

– Czyli się usamodzielnił?

– Tak. Zresztą tym naszym duchownym w Wielkopolsce zależało, żeby nie prowadzić spółdzielczości samemu. Oni wcale nie dążyli do utrzymania swojej władzy, chcieli, aby działacze spółdzielni byli samodzielni. Zależało im, żeby te wszystkie organizacje, towarzystwa i czytelnie ludowe oraz inne organizacje i kółka funkcjonowały niezależnie od nich, żeby oni byli tylko duchowymi przywódcami. To nie miał być przedmiot władzy Kościoła. Co nie znaczy, że księża stracili dawne wyczulenie na sprawy społeczne – przykładem choćby działalność późniejszego kardynała Wyszyńskiego.

– A dziś – czy coś nam zostało z tej wielkiej tradycji?

– Moim zdaniem nadal nie. To jest przykre, ale sądzę, że poza wyjątkami, w samym Kościele znajomość nauki społecznej Kościoła jest bardzo mizerna. Encyklika „Quadragesimo anno” jest w ogóle nieznana. Nikt nie wie, jaki stosunek miał Pius XI do spółek pracowniczych, do udziału pracowników w zyskach lub do współwłasności. A ten papież był zwolennikiem współwłasności, był przekonany, że jest ona bardzo korzystna dla przedsiębiorstwa, bo pracownicy to są ci udziałowcy, którzy mają najlepszy wgląd w funkcjonowanie firmy. Zresztą na ten temat wypowiadali się i następni papieże, także Jan Paweł II. W wypowiedziach naszego duchowieństwa śladu tego nauczania nie ma. A nawet o naszych rodzimych księżach-społecznikach mało kto dzisiaj pamięta.



Rozmawiał Grzegorz Pac

***

Stefan Bratkowski – ur. 1934. Dziennikarz, publicysta, pisarz. Ukończył prawo na UJ. W latach 1956-1957 Członek zespołu redakcyjnego tygodnika „Po prostu”, w latach 1980-1982 i 1989-1990 prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, potem prezes honorowy. W 1978 roku zainicjował Konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość”. Autor wielu książek, a także scenariusza serialu „Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy”. Mieszka w Warszawie.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama