Mama i ja

Przewodnik Katolicki 13/2010 Przewodnik Katolicki 13/2010

Mężczyzn uzależnionych od swoich matek nazywa się maminsynkami. Tymczasem prawdziwa przyczyna ich zachowań leży po stronie ojców.

Mężczyzna dobrze po trzydziestce. W pracy „zrobi swoje”, nie musi się martwić o dom. To jego mama sprząta, pierze, przygotowuje posiłki; nikt zresztą nie robi takich schabowych jak ona. Zarobione pieniądze wydaje na własne przyjemności, a wolny czas może spokojnie spędzić choćby przed telewizorem czy komputerem. Mama kocha go ponad wszystko, a jemu taki układ odpowiada. Nie potrzebuje innej kobiety. Klasyczny maminsynek.

Męska niedojrzałość

Każdy ma zapewne wśród swoich krewnych czy znajomych kogoś takiego. Dlaczego jednak mężczyźni, którzy powinni się już dawno usamodzielnić, nadal mieszkają z rodzicami? Na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi. − Takie zachowania usprawiedliwiam rzeczywistością, z którą zderzają się ci młodzi mężczyźni − mówi socjolog prof. Tomasz Szlendak z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. − Jednym z wyjaśnień niedojrzałości tych mężczyzn są kiepskie płace. Pokolenie to nazywa się „1200 zł brutto”. Przecież chłopak po studiach, któremu proponuje się takie wynagrodzenie, nie jest w stanie utrzymać siebie, odrębnego domu ani tym bardziej budować rodziny.

Moim zdaniem to państwo powinno obmyślić „narzędzia” ułatwiające tym ludziom wejście w dorosłość – tłumaczy prof. Szlendak. Tym bardziej że, jak zauważa, kłopoty z niedojrzałością wiążą się także z tzw. syndromem piątego roku, przeżywanym przez mężczyzn po zakończeniu studiów. – Młody człowiek jest w kropce; nie wie, w którą stronę pójść, nie może znaleźć pracy. Przez pięć lat odnajdywał się w roli studenta, a teraz musi zderzyć się ze światem, a nie bardzo mu się chce. Rodzice nie wypuszczając go z domu, jeszcze bardziej potęgują ten syndrom, który dotyka coraz większej liczby osób ze względu na kształt modelu edukacyjnego – diagnozuje socjolog.

Wchodzenie w dorosłość

Istotnym wydaje się więc pytanie, czy sensowne jest przedłużanie okresu edukacji? − Skoro uczymy się i tak przez całe życie, zmieniamy przecież zawody, to być może należy odejść od obecnego systemu i dostosować go do nowych czasów – proponuje dr Agnieszka Tombińska ze Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus“. – Może dobrym rozwiązaniem byłoby wcześniejsze kończenie edukacji, by potem, w zależności od potrzeb, ponownie wracać do nauki, łącząc ją z pracą. Myślę, że ułatwiłoby to młodym ludziom wchodzenie w dorosłe życie – mówi dr Tombińska. Z kolei Joanna Sakowska, psycholog z Centrum Metodycznego Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej w Warszawie uważa, że „dla prawdziwego mężczyzny taka sytuacja powinna być właśnie wyzwaniem”. – Brak pracy czy niskie wynagrodzenie nie powinny stanowić zapory, która nie pozwala człowiekowi walczyć – stwierdza.

Tatuś jest zmęczony

Gdzie więc jeszcze szukać źródeł tych problemów? Uwarunkowania socjologiczne, związane z pracą czy zarobkami, zapewne nie do końca tłumaczą zjawisko uzależnienia synów od matek. Psychologia proponuje przyjrzeć się rodzinie. − Każdy człowiek potrzebuje ciepła i akceptacji – podkreśla Joanna Sakowska. − Jeżeli chłopak nie dostaje tego od ojca, nie ma przyjaznego męskiego wzorca, a w relacjach z nim brakuje autentycznej więzi i bliskości, to chcąc nie chcąc, będzie bardziej lgnął do matki. Ona wtedy w jakiś sposób zapełnia ten niedostatek miłości ojca – wyjaśnia psycholog.

Taka sytuacja nie jest czymś nowym, to cena, jaką płacimy za postęp cywilizacyjny. − Przez wieki rodzice i dzieci byli razem. Ojciec miał bowiem gospodarstwo rolne albo warsztat rzemieślniczy przy domu. Syn patrzył więc na jego pracę i był przy nim – przypomina ks. dr Piotr Pawlukiewicz, znany m.in. z audycji radiowych „Katechizm poręczny”. − Ponad dwieście lat temu nastąpiła rewolucja przemysłowa, w wyniku której ojcowie poszli do pracy i „do dziś nie wrócili”. Przychodzą do domu późno i mają dla synów jeden komunikat: Tatuś jest zmęczony – dodaje znany kaznodzieja.

Kiedy ojciec nie przejmie sterów

Żyjemy więc w czasach, kiedy to ojciec często nie potrafi być towarzyszem i wzorem mężczyzny dla syna. − W wychowywaniu zapominamy o staroświeckim słowie „modelowanie”. Szukamy metod, recept, piszemy tysiące książek, poradników, a tak naprawdę wychowuje się przecież poprzez wzór. Tymczasem współcześni ojcowie są trochę pogubieni. Oni bowiem także nie doświadczyli tego, kim jest dobry tata – przekonuje psycholog.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama