Miejsce dla ducha narodu

Niedziela 35/2010 Niedziela 35/2010

Krzyż przynieśli tu harcerze, którzy jak zwykle gotowi do służby pojawili się w miejscu narodowego zgromadzenia. Widząc rozmodlone tłumy, postawili ten krzyż. Stał on tam i nie budził żadnych kontrowersji, ponieważ u nas krzyż raczej nikomu nie przeszkadza.

 

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Rozmawiamy w dniu, w którym na bocznej ścianie Pałacu Prezydenckiego zawieszono tablicę upamiętniającą ofiary katastrofy smoleńskiej oraz to, co działo się przed Pałacem tuż po niej, czyli tę niezwykłą kilkudniową manifestację żałoby narodowej; tablicę, która ma zastąpić krzyż przyniesiony tu w tamtych pamiętnych dniach przez harcerzy, a który – jak to powiedział prezydent Bronisław Komorowski w jednym ze swoich pierwszych wywiadów – powinien być stąd usunięty, co spowodowało protesty i polityczną, ogólnonarodową awanturę. Jak to ocenia jeden z hierarchów Kościoła, „w pewnym momencie krzyż stał się przedmiotem zainteresowania polityków PiS, którzy dostrzegli możliwość wykorzystania go do celów politycznych”. To bardzo ciężki zarzut, Panie Pośle.

JAN DZIEDZICZAK: – To niesprawiedliwy i nieuzasadniony zarzut. Ale cóż, od dawna przywykliśmy do tego, że PiS jest zawsze wszystkiemu winien. Także i tym razem nie pomogą więc nasze zapewnienia, że nam nie chodzi tu o żadną politykę, lecz o zwykłą przyzwoitość wobec tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem, oraz wobec tych, którzy się pod tym krzyżem tak szczerze modlili, okazywali niezwykłą solidarność i patriotyzm. Nie rozumiem więc, jak można się tym nie interesować?! Chyba że komuś bardzo zależy, by jak najszybciej o tym właśnie zapomnieć, lekceważąco odsunąć na bok i odwrócić uwagę, mówiąc o „awanturnictwie politycznym PiS”!

– Jednak zarzut, że to właśnie Pana partia doprowadziła do wojny o krzyż, jest powtarzany najczęściej.

– W takim razie przypomnijmy sobie historię. Krzyż przynieśli tu harcerze, którzy jak zwykle gotowi do służby pojawili się w miejscu narodowego zgromadzenia. Widząc rozmodlone tłumy, postawili ten krzyż. Stał on tam i nie budził żadnych kontrowersji, ponieważ u nas krzyż raczej nikomu nie przeszkadza. Polska jest usiana takimi krzyżami pamięci… Taka jest nasza kultura, taki jest nasz duch… Tak więc i ten krzyż przed Pałacem Prezydenckim był uważany za coś naturalnego. Problemy zaczęły się dopiero wtedy, gdy na łamach „Gazety Wyborczej” prezydent Komorowski wypowiedział się negatywnie o obecności krzyża przed siedzibą prezydenta i opowiedział się za jego usunięciem. Gdy zapowiedziano przeniesienie krzyża do pobliskiego kościoła św. Anny, pojawili się przy nim obrońcy, zaczęły się demonstracje. I tak to pan prezydent, który szedł do wyborów z hasłem „zgoda buduje”, jedną ze swoich pierwszych wypowiedzi wywołał wielką kłótnię narodową.

– PiS nie ukrywa tego, że stoi po stronie obrońców krzyża – stąd posądzenie o polityczną instrumentalizację tego symbolu religijnego... Naprawdę niezasłużone?

– To Bronisław Komorowski swoją wypowiedzią w „Gazecie Wyborczej” wplątał krzyż w politykę! W dodatku można było z góry przewidzieć, jakie będą jej skutki, że nastąpi protest, że pojawią się nieprzejednani obrońcy krzyża. W Polsce to naturalne. Żadna partia nie musi tego inspirować i żadna nie może temu zapobiec.

– Ale może popierać lub nie…

– Można powiedzieć, że PiS broni obrońców krzyża i zarazem domaga się godnego upamiętnienia zarówno ofiar katastrofy smoleńskiej, jak i tej wielkiej narodowej modlitwy z kwietnia 2010 r. Jednak, podkreślam, to nie PiS jest inicjatorem tej narodowej kłótni o krzyż! Mamy przecież świadomość, że ten spór, tak chętnie nagłaśniany przez media, nikomu dziś nie przyniesie korzyści, nawet tych politycznych. Wszyscy na tej awanturze stracimy.

– Kto poniesie największe straty?

– Bezdyskusyjnie najwięcej stracą na tym polscy chrześcijanie. Osoby napędzane banalnymi podziałami politycznymi i partyjnymi, zwłaszcza zwolennicy PO i SLD, czują się w obowiązku ostro krytykować nie tylko usytuowanie tego konkretnie krzyża, ale coraz częściej słyszy się hasła bardziej ogólne, np., że miejsce krzyża jest tylko w kościele…

– Jest takie polskie przysłowie: „Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta”. Kto na tej wojnie o krzyż najwięcej skorzysta?

– Z wypowiedzi Bronisława Komorowskiego najbardziej ucieszyły się środowiska wrogie chrześcijaństwu w Polsce, które dążą do narzucenia swojego systemu wartości, aby w miejsce chrześcijańskiej tradycji i kultury wprowadzić swoją ideologię – ateizm. Walka z krzyżem jako symbolem religijnym – która przez to, co dzieje się teraz na Krakowskim Przedmieściu, zapewne ulegnie eskalacji – jak się to często podkreśla, jest walką o neutralność światopoglądową państwa. A ja, jako polityk i obywatel, pytam: dlaczego, skoro szanujemy demokrację, musimy popierać ten system wartości, do którego przywiązana jest tylko znikoma część narodu (zaledwie kilka procent ateistów)?

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama