Niemoc karmi przemoc

Tygodnik Powszechny 41/2010

Postulaty izolatek, segregacji czy specjalnych szkół wynikają z bezradności. To nic innego jak chęć odwetu.

 

Przemysław Wilczyński: Jakie dzieci najczęściej padają ofiarą przemocy?

Ewa Czemierowska: Nie ma jednoznacznego portretu psychologicznego takiego dziecka. Bywają to zarówno dobrzy, jak i źli uczniowie, dzieci atrakcyjne fizycznie i dzieci niepełnosprawne. Nawet jeśli istnieje jakiś zestaw wspólnych cech, pamiętajmy, że przemoc, która w odróżnieniu od agresji zawsze zachodzi w relacji silniejszy–słabszy, jest procesem, a nie tylko pojedynczym aktem. Oznacza to, że nie wiemy, czy ktoś zawsze taki był, czy stał się taki przez doświadczenie bycia ofiarą.

Z pewnością jednak wśród ofiar spotyka się często dzieci nadwrażliwe na własnym punkcie, o niskiej samoocenie, mające kłopoty w kontaktach z innymi i negatywnie nastawione do stosowania przemocy, a także dzieci, które mają coś szczególnego, odbijające się od ogółu. Mogą to być np. uczniowie wybitni albo bardzo słabi. Z warsztatów psychologicznych z dziećmi dotkniętymi przemocą pamiętam taką scenę. „Mnie dokuczają, bo się słabo uczę” – powiedział jeden uczeń. Na co drugi odparł: „A mnie dlatego, że się uczę dobrze”.

Ten rys pasuje też do sprawców.

Sprawcy są często w swoich domach ofiarami. To są przecież również dzieci o niskim poczuciu własnej wartości. A więc rzeczywiście: w wielu sferach te portrety się pokrywają.

Sprawcy mają jedną szczególną cechę: problemy z identyfikacją norm moralnych. Pewną młodą nauczycielkę uczennica zapytała: „Dlaczego pani jest taka dziwna? Raz dobra, a innym razem zła. Nie wiemy, jaka pani jest naprawdę”. Odpowiedziała: „Jak jesteście w porządku, to ja też jestem w porządku. A jak nie, to ja też nie jestem dla was miła”. Na co ta dziewczyna się zadumała, i powiedziała: „Aha, nigdy o tym nie myślałam”.

Może nie nauczyła się w domu, że to, jak się zachowuje, ma wpływ na to, jak ludzie zachowują się wobec niej? Być może w domu tego dziecka nie ma znaczenia, czy się zachowuje dobrze, czy źle, ponieważ zachowanie rodziców jest dyktowane czymś zupełnie innym.

Sprawca nie ma też kontaktu ze swoimi emocjami, nie rozumie ich, ale oczywiście im podlega. Nie kontroluje złości, wściekłości.

Nauczyciel może być ofiarą przemocy?

Ze strony pojedynczego ucznia raczej nie. Natomiast jeśli to się dzieje w pewnym systemie szkolnym, jeśli nie ma znikąd pomocy, jeśli sprawcą jest grupa...

Może to spotkać każdego nauczyciela?

Nie spotkałam się jeszcze z sytuacją, by ofiarą przemocy szkolnej padł nauczyciel, za którym stoją inni nauczyciele oraz dyrekcja. Musi być jakiś słaby punkt, który wyczują uczniowie. Ofiarami stają się nauczyciele, którzy w hierarchii szkolnej stoją, z różnych powodów, nisko. Uczą przedmiotów uznanych za nieważne, odstają od grona pedagogicznego – np. mają własne kłopoty emocjonalne czy po prostu nie są akceptowani.

Istnieje też oczywiście pewna grupa zachowań, które mogą tej agresji czy przemocy sprzyjać. Z jednej strony bezradność, brak zdecydowania, z drugiej krzyk, będący skądinąd również świadectwem bezradności.

Opisujemy historię nauczycielki, która wielokrotnie spotkała się z agresją i przemocą w szkołach, w których uczyła. Sama też padała jej ofiarą. Nie zgłasza się już po pomoc do dyrekcji, bo wie, co usłyszy: „Pani sobie nie radzi”.

Dość często spotykam się na warsztatach z podobnymi przypadkami. Dyrektorzy – bywa – zamiatają problemy pod dywan, nie chcąc narazić szkoły na złą reputację. Ale to nie tylko problem dyrektorów. Ważny jest cały system przeciwdziałania przemocy. Systemowe działanie szkoły w zetknięciu z agresją działa, jeśli działają wszystkie elementy.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Nab
    17.10.2010 12:24
    No i mamy artykuł, który znakomicie ilustruje deprawujące filozofowanie, gdybanie i teoretyzowanie.
    Ot takie poglądy i postawa jak w treści artykułu prowadza prostą drogą do sytuacji opisanych w artykule "Nibylandia".
    Wymądrzająca się pani psychologizuje i filozofuje na temat młodocianych przestępców, a skutek tego jest jeden, zachęta do kolejnych występków w pełnym poczuciu bezkarności.
    Rzecz jest jednak prostsza, młodociany przestępca powinien wiedzieć jedno - czyn zabroniony = surowa kara adekwatna do czynu.
    Skrzywdziłeś kogoś (nie ważne kogo) - poniesiesz dotkliwą karę.
    Dla rodzica - popierasz, albo jesteś bierny wobec czynu zabronionego twojego dziecka - ponosisz karę.
    Kara winna być surowa i dolegliwa, także w sensie społecznym i materialnym.
    Gwarantuję, że to wystarczy, żeby wyhamować zachowania niepożądane.
    Jednak nie wolno psychologizować, tylko wychowywać - w tym przypadku metoda wychowawczą będzie odpowiednio dolegliwa kara i tyle. Wystarczy trochę dobrej woli i chcieć, ale tego właśnie brakuje. A zastępczo stosuje się filozofowanie, psychologizowanie i inne czcze gadaniny i pisaniny progrmów (jak w artykule).
  • Maciej
    18.10.2010 01:07
    W mojej szkole dziewczynka mówiła że kolega przezywa ją " gruba świna" wysłałem do pani pedagog aby ona jej pomogła. Wróciła zapłakana i powiedziała że "pani pedogog powiedziała jej aby się nie przejmowała tym". Takich mamy w szkołach specjalistów od przemocy.Gdy reaguję na przerwach gdy dzieci stosują przemoc fizyczną lub psychiczną lub słyszę wulgaryzmy, słyszę od dyrekcji że jako katecheta "jestem przewrażliwiony na tym punkcie.
    To są "normalne ich zachowania"
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...